Megan Miranda "Dziewczynka z Widów Hills"

 

Moja druga książka Megan Mirandy. Miesiąc albo dwa temu opisywałam na blogu Pamiętaj o mnie (o tu) i już wtedy zaznaczyłam, że autorka trafiła na moją listę autorów, którymi warto się zainteresować. Dziewczynka z Widow Hills tylko potwierdziła to przekonanie. Mam nadzieję, że wkrótce ukaże się jakieś nowe wydawnictwo pani Mirandy, a ja tymczasem chyba będę musiała zakupić wcześniejsze jej tytuły. 

Dwudziestosześcioletnia Olivia żyje na uboczu i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Ona już wie, jak to jest być w centrum zainteresowania - dwadzieścia lat wcześniej, jako sześcioletnia dziewczynka (wówczas pod innym nazwiskiem, które nawet teraz zna cała Ameryka) podczas lunatykowania zostaje porwana przez szalejącą burzę i znika na wiele dni. Jej odnalezienie graniczy z cudem, dlatego przyciąga zainteresowanie mediów, a na nią i jej matkę spada niespodziewana sława... a w późniejszych latach krytyka. Liv, chcąc się odciąć od traumatycznych przeżyć i natarczywych fanów wyjeżdża z miasta i próbuje poukładać sobie życie na nowo. 

Jednak dwudziesta rocznica tamtych wydarzeń zbliża się wielkimi krokami, a dziewczyna znów zaczyna lunatykować. Pewnej nocy budzi się na własnym podwórku, a u jej stóp leżą zwłoki zamordowanego mężczyzny. Mężczyzny, z którym spotkała się tylko raz... mając sześć lat, gdy została odnaleziona.

I znów autorce udało się stworzyć duszną atmosferę, w której każdy zna każdego, a przeciwnik powoli osacza bohaterkę, by wkrótce pojawić się w zupełnie niespodziewany sposób. Tym razem chodzi o nieduży szpital, którego dyrektorem administracyjnym jest Olivia. Odpowiedzialna za zatrudnianie i zwalnianie ludzi, pracowników szpitala kojarzy z twarzy, ale stara się z nimi nie bratać. Natomiast oni znają ją bardzo dobrze, ponieważ to ona ich zatrudniała. A anonimowość to coś, na czym Olivii zależy przede wszystkim, ponieważ już doświadczyła sytuacji, w której zwrócone były na nią oczy całej Ameryki. 

Nauczona traumatycznym doświadczeniem, Olivia boryka się z problemami z zaufaniem innym, mimo że chciałaby powrócić do normalności i nawiązać bliższe relacje. Potrzeba pogrzebania sekretu jej przeszłości doprowadza do sytuacji, w której jej współpracownicy stają się wobec niej podejrzliwi. Nie pomaga to, że dziewczyna czuje, że nie może ufać samej sobie, ponieważ traci nad sobą kontrolę - znów zaczęła lunatykować. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy podczas nocy, kiedy lunatykuje, przypadkiem odnajduje ciało. Nie potrafi wyjaśnić policjantom, dlaczego wyszła z domu, sama również staje się jeszcze bardziej nieufna, oczekując ataku z każdej strony. 

I ten atak nadchodzi - media trafiają na trop morderstwa pod jej domem i jej nazwisko zaczyna pojawiać się w artykułach. Olivia musi bronić swojej ciężko wypracowanej normalności, ale nie wie, kto jest przeciwnikiem... i to brzmi naprawdę klaustrofobicznie, prawda?

I znów bohaterka Megan Mirandy przemawia do mnie charakterologicznie. Nie jest przesadzona. Ma ludzkie odruchy, a jej decyzje i motywacje są dla czytelnika zrozumiałe. Widać te momenty, kiedy zaczyna się zachowywać trochę jak dzikie zwierzę, któremu grozi złapanie w niewolę, dzięki czemu polubiłam ją jeszcze bardziej, bo zazwyczaj bohaterki kryminałów są dzielne i samowystarczalne... aż do momentu jak pojawi się rycerz na białym koniu, albo koń na białym rycerzu... Olivia nie jest niezwyciężona, przeżywa całkiem ludzkie emocje, a jej ogólna nieufność i skłonność do wycofywania się sprawia, że gdy prawda o niej wychodzi na jaw, ludzie się od niej odsuwają. I musi radzić sobie sama. Jest to naprawdę dobrze zarysowana postać pod względem psychologicznym. 

Kolejny duży plus książki to intryga. Wiedziałam już po poprzedniej książce tej autorki, że pozornie niezwiązane fakty zaczną się układać w całość. I faktycznie. Pozornie niezwiązane wydarzenia z czasem okazały się częścią większej intrygi, która została poprowadzona z gracją i żelazną konsekwencją. A to naprawdę uprzyjemniło czytanie. Wszystkie wątki się łączą i wyjaśniają, a napięcie utrzymuje się tak naprawdę do ostatnich stron. I zakończenie... mój ulubiony punkt czepiania się... wcale nie jest przesadzone. Czułam satysfakcję po domknięciu sprawy.

Kończąc już, polecam gorąco. Dla fanów gatunku ta pozycja to będzie czysta przyjemność :)

Komentarze

Popularne posty