Douglas Stewart "Shuggie Bain"

 


Tę książkę odkładałam naprawdę długo, bo trochę się jej bałam. I nie byłam w stanie jej przeczytać za jednym razem, musiałam sobie ją dawkować. Nie zmienia to faktu, że Shuggie Bain to kawał świetnej literatury, chociaż naprawdę mrocznej...

Hugh Bain, nazywany przez bliskich Shuggiem, to mały chłopiec, którego dzieciństwo przypadło na lata osiemdziesiąte, czasy reform wprowadzonych przez Żelazną Damę. Wraz z matką i starszym rodzeństwem zamieszkuje w dawnym miasteczku górniczym, w którym dominuje bezrobocie i bieda, a ludzie tam mieszkający muszą przetrwać na państwowym zasiłku. 

Shuggie nie potrafi odnaleźć się wśród rówieśników, nie umie dostosować się do społecznych oczekiwań, mimo że cały czas próbuje. W wysiłkach tych wspiera go jego matka, która równocześnie walczy z własnymi demonami. Jej choroba alkoholowa doprowadza do tego, że opuszczają ją wszyscy poza najmłodszym synem, który jak nikt inny wierzy, że jest w stanie ją uratować. 

To była jedna z najtrudniejszych książek, jakie mi się zdarzyło ostatnio czytać. Już wspomniałam, że musiałam ją sobie dawkować... zawsze bardzo mocno angażowałam się w czytane przez siebie książki i przy tej okazało się być to trudnym doświadczeniem. Przede wszystkim dlatego, że jest to książka o samotności. A samotność potrafi występować pod różnymi postaciami i nawet wtedy, gdy otaczają nas ludzie nam życzliwi. Jest też o bezradności. 

Shuggie, którego dorastanie możemy obserwować na stronach książki wyróżnia się wśród swoich rówieśników, co naraża go na kpiny ze strony rówieśników, a z czasem przemoc. Chłopiec za wszelką cenę próbuje dostosować się do otoczenia, jednak jego wysiłki są bezcelowe - w małej górniczej dzielnicy, gdzie ludzi łączy więź wynikająca ze wspólnych doświadczeń (zamknięcie kopalni), oceny i sądy wydawane są łatwo i już raczej nie ulegają zmianie. Dlatego Shuggie po kilku próbach dostosowania się do oczekiwań świata, w końcu godzi się na izolację i samotność, skupiając się przede wszystkim na unikaniu przemocy ze strony rówieśników. 

Jest też Leek, starszy brat, którego niespełnioną ambicją jest szkoła artystyczna. Zrezygnował z niej, żeby zajmować się matką i bratem, musiał podjąć pracę zarobkową. Żyjący tak, żeby nie zabierać innym przestrzeni, próbuje równocześnie być w domu oraz w nim nie przebywać, ponieważ odpowiedzialność, którą został obarczony jest zbyt duża na jego wąskie ramiona. 

I w końcu Agnes, która całe życie marzyła o czymś więcej dla siebie i dla dzieci, jednak nie potrafiąc żyć bez mężczyzny, w końcu popada w nałóg. Cały czas jednak marzy się jej lepsze życie i próbuje takie dać swoim dzieciom, dlatego ich codzienność naznaczona jest okresami wzlotów i coraz większych i miażdżących upadków. Shuggie Bain to poniekąd studium psychologiczne alkoholika, które pokazuje główne mechanizmy uzależnienia: zaprzeczenie, obarczanie odpowiedzialnością na zewnątrz, podejmowanie mało konstruktywnych działań, które z góry skazane są na porażkę, co pogłębia uzależnienie. 

Po takim opisie ciężko się zorientować, dlaczego ta książka mi się podobała, prawda? Przede wszystkim dlatego, że nieważne, jakie trudności stawały im na drodze, Shuggie, Leek, a nawet Agnes, zawsze starali się walczyć o własną godność, każdy na swój sposób, i iść do przodu z uniesioną głową. Żeby się tego nauczyć Shuggie potrzebował więcej czasu, ale w końcu poznał kogoś, kto potrafił udzielić mu potrzebnego wsparcia. I chyba ta niezłomność, w każdym bohaterze przedstawiająca się trochę inaczej, trzymała mnie przy tej książce aż do ostatniej jej strony. 

Autor zgrabnie oplata czytelnika opisami, wciągając go w klimat brytyjskich miasteczek robotniczych, w których panuje ogromna bieda i wzajemna nieufność. Doskonale można się wczuć w sytuację Shuggiego czy Agnes i czuć, że się znalazło w potrzasku, zupełnie jak oni. 

Shuggie Bain to nie jest łatwa lektura. Ale równocześnie jest z gatunku tych, które z człowiekiem zostają na naprawdę długo. Tę książkę przeżywa się jeszcze wiele dni po zakończeniu czytania i nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie ją zapomnieć. Jest genialna. I... nie jest to książka, którą przeczytałoby się drugi raz. Przynajmniej dla mnie. Ale ten jeden raz absolutnie warto było ją przeczytać!

Komentarze

Popularne posty