Guy Gavriel Kay "Dzieci Nieba i Ziemi"
Trzecia książka z czterech premier lipcowych, które zamówiłam. Kupiłam ją, bo mi brakowało fantastyki - wtedy jeszcze nie wiedziałam, że wsiąknę w świat Griszów. I... takiej fantastyki jeszcze nie czytałam! Na początku kompletnie nie wiedziałam, co mam o tej książce myśleć!
W świecie rywalizujących ze sobą państw-miast jednego dnia powstają sojusze, a następnego upadają. Polityka między nimi jest skomplikowana i wymaga finezji, gdyż nieuwaga może sprowadzić na miasto wojnę lub sprawić, że sojusznicy staną się wrogami. W świecie tak kruchej równowagi pewien malarz dostaje zlecenie namalowania wielkiego kalifa, a przy okazji ma być szpiegiem dla swojej ojczyzny. Wyrusza więc w podróż, gdzie spotyka lekarza, którego małżonka również ma być szpiegiem dla Seressy, choć w innej części świata. Tym samym statkiem podróżuje kupiec z Dubravy, któremu zapłacono za bezpieczne przewiezienie malarza i doktora z żoną przez morze. I wtedy na statek napadają piraci z Senjanu, a wśród nich młoda kobieta, próbująca udowodnić swoją wartość w świecie mężczyzn, która kieruje się w życiu przede wszystkim chęcią dokonania zemsty na ludziach, którzy zabili jej rodzinę i porwali młodszego brata. Losy całej czwórki splatają się ze sobą w sposób zupełnie nieoczekiwany, dzięki czemu przekonają się, że przyjaźnie mogą się zawiązać nawet mimo polityki i rozkazów ich władców.
W książkę wciągnęłam się stosunkowo szybko, chociaż na początku totalnie przeraziła mnie liczba stron. Ale ostatecznie okazało się, że czytało się ją szybko i z przyjemnością. To, co mi się nie spodobało to liczne powtórzenia. Jedno wydarzenie było często opisane z perspektywy dwóch uczestników sytuacji, a za kilka stron następowało przypomnienie... i to się działo dość często. Na dłuższą metę było to niepotrzebne, tylko nabijało znaki. Zdarzały się też błędy rzeczowe - ewidentnie po stronie autora, któremu myliły się dialogi opisane kilka stron wcześniej. Rozumiem jednak, że mogła go przerosnąć liczba bohaterów, których było zdecydowanie za dużo i ja się miejscami gubiłam, zwłaszcza, że autor dbał o wprowadzenie czytelnika w postać.
Z dużych plusów książki - język, chociaż to zapewne jest częściowo zasługa tłumacza. Stwarza to klimat starożytności? Wczesnego średniowiecza? Początkowo sprawdzałam czy przypadkiem nie jest to książka oparta na faktach historycznych... ale nie. To jest czysta fantastyka. Dlatego właśnie napisałam, że takiej książki jeszcze nie czytałam, bo nie było tutaj magicznych istot, sił nadprzyrodzonych (poza może dwoma duchami i pewnym błękitnym ognikiem, którego istnienie w końcu nie zostało wyjaśnione). Wyglądało na opis wydarzeń, które spokojnie mogłyby mieć miejsce w światowej historii. I było naprawdę wciągające!
Przy czym w tym miejscu muszę powiedzieć, że byłam trochę rozczarowana liczbą błędów edytorskich: literówek, nieprawidłowych zaimków, itd. Przez to polskie tłumaczenie sprawiało wrażenie niedopracowanego, tak jakby wydawca chciał zdążyć na czas z premierą. Mnie osobiście takie niedbalstwo razi, zwłaszcza gdy tych błędów pojawi się tak dużo, jak w tej książce.
Ale wracając do treści... bardzo podobała mi się kreacja bohaterów. Ta czwórka, która miała się wyróżniać na tle innych była bardzo charakterystyczna i człowiek szybko się do nich przywiązał, bo łatwo się było utożsamić z ich ambicjami i cechami charakteru. Pozostali zginęli gdzieś w tle i dla mnie byli absolutnie nieistotni, równie dobrze mogli się w książce w ogóle nie pojawiać, jak np. ambasador Seressy czy cały wątek dworu Rodolfa.
Ciekawostką, która wyróżnia, oczywiście tylko moim skromnym zdaniem, tę pozycję wśród innych tytułów gatunku, to fakt, że tutaj nie ma typowego bohaterstwa. Jeśli ktoś dokonuje bohaterskich czynów to najczęściej jest to wynik jego własnych ambicji lub po prostu przypadek. Przez moment autor miał takie zapędy, żeby takim bohaterem uczynić Danicę, ale ostatecznie przypadła jej rola dziewczyny poszukującej zemsty, która w swoim działaniu kieruje się niezwykłą intuicją.
Trochę byłam rozczarowana zakończeniem... bo autor pozamykał wszystkie możliwe wątki. Dosłownie wszystkie. Brakowało mi takiego... nie wiem... niedosytu, który miałam chociażby po przeczytaniu trylogii Griszów. Że tam, mimo zamknięcia, czytelnik mógł sobie wyobrazić dalsze losy bohaterów. A tutaj w ostatnim rozdziale dowiedziałam się absolutnie wszystkiego i jeszcze więcej (w niektórych przypadkach na trzysta lat w przód...). I to już było przekombinowane.
Ogólnie jednak Dzieci Nieba i Ziemi oceniam na plus i zdecydowanie mogę ją polecić fanom fantastyki. Na pewno będzie to bardzo przyjemnie spędzony czas, bo w świat przedstawiony w książce naprawdę łatwo się wsiąka. A niedoróbki? Hmmm... może mnie po prostu ciężko zadowolić odkąd zaczęłam tak nałogowo czytać :)


Komentarze
Prześlij komentarz