Kristy Cambron "Motyl i skrzypce"

 

Po przeczytaniu "Wróbla w getcie" (klik!) wiedziałam, że muszę przeczytać "Motyla i skrzypce", ponieważ drugi tom uzupełnia niejako wydarzenia z pierwszego. Zrobiłam więc odpowiednie zakupy i od tamtej pory książka czekała na swoją kolej. I w końcu się doczekała. 

Książka jest podzielona na dwa wątki: współczesny, w którym właścicielka galerii, Sera James, łączy siły z dziedzicem ogromnej fortuny, Williamem Hanoverem w poszukiwaniu zaginionego obrazu. Każde z nich kieruje się jednak swoimi motywami: Sera chce odnaleźć obraz, ponieważ poszukiwania są jej lekarstwem na rany z przeszłości, a Will jest pod presją testamentu dziadka. Z czasem łączą ich nie tylko poszukiwania, ale również uczucie, które zostanie wystawione na próbę.

Drugi wątek to czasy II wojny światowej. Historia rozpoczyna się w Wiedniu. Adele von Bron jest córką wysoko postawionego generała armii niemieckiej, a równocześnie młodziutką uznaną skrzypaczką, która gra koncerty dla śmietanki towarzyskiej Rzeszy. Jej odwaga oraz siła zostają wystawione na próbę, gdy staje przed wyborem - być wierną ideałom, które wyznają jej rodzice, czy żyć w zgodzie z własnym sumieniem. Decyduje się uratować przyjaciół, Żydów, ukrywających się jeszcze w mieście. Za karę trafia do Auschwitz-Birkenau, gdzie zostaje wcielona do obozowej orkiestry. To właśnie tam musi zmierzyć się z tym, czym jest człowieczeństwo i walczyć o swoje przetrwanie. 

Ponownie dużo bardziej podobał mi się wątek historyczny, niż współczesny. I teraz już wiem dokładnie, co nie podobało mi się w drugim tomie. Przeczytanie pierwszego wyraźnie to uwidoczniło. Zacznijmy od tego, że wydarzenia współczesne wydają się być wciśnięte mocno na siłę. Prawie w ogóle nie są opisane poszukiwania informacji na temat portretu Adele i samej Adele. W większości współczesne wydarzenia to opis początku miłości Sery i Williama, przemyślenia bohaterki i jej lęki. We "Wróblu w getcie" działo się dokładnie to samo. I te rozdmuchane problemy... zupełnie nieprzystające do realnych postaci. Dużo bardziej rzeczywiste wydają się być postaci historyczne. Jak dla mnie Sera i William mogliby być całkiem wyrzuceni z książki, serio. 

Tutaj dodam jeszcze, że denerwowały mnie bardzo tak liczne i częste wtrącenia religijne w wątku współczesnym - historyczny pomijam, bo był bardziej patetyczny. To też odstawało od charakteru postaci. I strasznie trąciło autorką. W ogóle z tego względu Sera i William mi się mocno zlali w jedno, a jak poczytałam o autorce to sporo się wyjaśniło. W dużym skrócie - nie przekonałam się do wątku współczesnego, a drugi tom przeczytany wcześniej był tylko gwoździem do trumny. Właściwie gdybym najpierw przeczytała pierwszy tom, to w drugim czytałabym tylko wątek historyczny. 

Za to wątek historyczny całkiem nieźle oddaje ducha czasów i pewne społeczne realia. Adele von Bron (pomijając aspekt religijny, bo akurat epatowanie co drugie zdanie Bogiem mnie denerwowało, ale tylko ze względu na mój osobisty stosunek do religii) jest dobrze zarysowaną bohaterką - naiwna dziewczyna z wyższych sfer, chowana pod kloszem, musi zmierzyć się najciemniejszymi obliczami wojny. Jest to próba jej charakteru i człowieczeństwa. Przy okazji zmusza do refleksji nad tym, jak łatwo ludziom przychodzi wykluczenie jakiejś grupy w celu manipulowania społeczeństwem. 

Generalnie książka mi się nawet podobała. Czy sięgnę jeszcze po jakieś książki Kristy Cambron? Nie. Przede wszystkim z powodów, które już opisałam. Po drugim tomie miałam podobne wrażenia jak po tym, ale myślałam, że to efekt drugiej książki, pisanej trochę na siłę. Jednak nie, po prostu autorka nie potrafi oderwać siebie od swoich bohaterów i mówi do wszystkich ich ustami. Dlatego właśnie na "Motylu i skrzypcach" kończę swoją przygodę z panią Cambron.

Komentarze

Popularne posty