Frank Herbert "Bóg Imperator Diuny"
Zmagania z czwartą częścią "Kronik Diuny" zajął mi ponad tydzień. I tylko dlatego tyle, że znów postanowiłam sobie książkę, którą chciałam przeczytać na widoku, żeby się zmotywować, żeby szybko skończyć. Być może brakuje mi intelektu, żeby docenić "Boga Imperatora Diuny", a z drugiej strony... miałam takie poczucie, że to już nie jest fantasy. Przynajmniej nie takie, jakie lubię.
Od wydarzeń z ostatniej części minęło 3,5 tysiąca lat. Zmiany w Leto II zaszły tak daleko, że sam już nie wie ile zostało w nim człowieczeństwa, a ile jest w nim czerwia. Rządy Leto wymuszają pozorny spokój na mieszkańcach planet Imperium, a równocześnie istnieje grupa, która widzi, że zasady narzucone przez władcę nie dają zbyt dużo wolności. Buntownicy, pod wodzą potomkini Atrydów, szukają sposobu, jak zakończyć tyranię Boga Imperatora. Na to nakładają się jeszcze intrygi Bene Gesserit, Gildii, Bene Tleilax oraz Ixan.
I ogólnie fabuła nie byłaby taka zła, gdyby nie forma książki. Tym razem 500 stron to raptem... dwa tygodnie? Zaczyna się emocjonująco - buntownicy wykradają z siedziby Leto plany oraz jego dzienniki. I emocjonująco się kończy. Zamachem buntowników. Ale środek... środek to jest zlepek dialogów między pięcioma postaciami, które odwołują się do wydarzeń społecznych, ale przede wszystkim są to filozoficzne przemyślenia na temat władzy, armii, pokoju, przyszłości ludzkości.
Mam świadomość, że ogólnie cały cykl bazuje właśnie na tym, że jest połączeniem filozofii, ekologii i fantastyki, ale tutaj praktycznie tej fantastyki nie było, poza tym, że książka "dzieje się" w opisanym już uniwersum i delikatnie zahacza o wydarzenia z trzech pierwszych tomów. Zdecydowanie więcej w niej filozofii. Już nawet nie ekologii, ale właśnie filozofii i to w najgorszym dla mnie wydaniu (przyznaję się, że szczególną fanką filozofii nie jestem, ale ta książka to już było przegięcie).
Najgorsze było jednak to, że postacie były mało wyraziste. Nawet tyran Leto zrobił się jakiś rozmemłany. I te ich filozoficzne wywody, niby stojące w kontrze do siebie, ostatecznie okazywały się dosyć spójne. Więc mam świadomość ilu było bohaterów, bo ich sobie wypisałam. Ale osobowościowo zlali mi się oni kompletnie.
Nie wiem, jak ja teraz doczytam tą serię do końca. Pierwszy tom podobał mi się tak bardzo, a kolejne... mam spory problem z doczytywaniem ich. Rzadko mi się zdarza, żebym zasypiała z książką na twarzy, a tydzień z Diuną to tydzień takiego spania. Jakoś nie umiem się wciągnąć w kolejne tomy. Ale na razie planuję sobie odpoczynek od Diuny i sięgam po inne tytuły czekające na mojej półce na przeczytanie.


Komentarze
Prześlij komentarz