Naoise Dolan "Ciekawe czasy"
"Ciekawe czasy" przyciągnęły moją uwagę, gdy przeglądałam informacje o zapowiedziach książek. Po przeczytaniu streszczenia koniecznie chciałam ją mieć! Polowałam na premierę, aż... w końcu ją przegapiłam! Dlatego nie udało mi się zamówić jej z lutowymi premierami, a dopiero z marcowymi. I aż przebierałam nóżkami, gdy odbierałam paczkę, a koniecznie chciałam skończyć czytać książkę, którą rozpoczęłam w oczekiwaniu na przesyłkę.
Ava to 22-letnia Irlandka mieszkająca w Hongkongu, gdzie uczy angielskiego na zajęciach pozalekcyjnych. Nie jest to jednak zajęcie jej marzeń, jest zniechęcona i zmęczona. Nawiązuje relację z Julianem, bankierem z Anglii, do którego w końcu się wprowadza. Jednak ich relacja bardziej przypomina ciągłą próbę sił, a Ava czuje, że przegrywa za każdym razem. Gdy Julian musi wyjechać do Londynu na kilka miesięcy, w życiu dziewczyny pojawia się Edith. Edith jest Chinką, pochodzi z uprzywilejowanej rodziny, ale jej sposób bycia fascynuje Avę, aż w końcu między nimi rozkwita uczucie, a Ava jest coraz bardziej rozdarta między Edith i Julianem.
Niestety, przekonałam się już, że w miarę jak rosną oczekiwania, tym większe jest rozczarowanie. Książka zachwyciła mnie okładką, a jak się przekonałam - nie byłam jedyna. Minimalistyczna grafika przyciąga oko swoją estetyką. Oprócz okładki, przyciągnął mnie też opis, który zapewnia, że jest to "najlepsze love story naszych czasów". Problem jedynie w tym, że mało tam jest love, a bardzo dużo Avy i jej refleksji.
Być może wynika to z mojego ograniczenia, ale nie umiem docenić tej książki. Naoise Dolan została okrzyknięta nadzieją irlandzkiej literatury, ale wydaje się, że trochę na wyrost. Historia, którą prezentuje jest taka naiwno-gorzka, przedstawia młodych ludzi, którzy w pędzie za karierą, pieniędzmi i zbudowaniem swojej pozycji w świecie, stracili umiejętność budowania znaczących relacji międzyludzkich, zaufania, mówienia o swoich uczuciach. Tak przynajmniej można wnioskować z obserwacji dokonywanych przez Avę, narratorkę w powieści.
Ale mnie osobiście Ava niesamowicie irytowała i męczyła. Jak na bohaterkę, która systematycznie analizuje wszystko, co robi i mówi oraz zachowanie osób wokół siebie, wykazuje niezwykle niską samoświadomość. Swój fałsz i dwulicowość skrywa pod maską ironii i lęku przed innymi, ale tak naprawdę nie potrafi rozpoznać własnych uczuć, dlatego też jest nieczuła na uczucia innych ludzi. Jeśli autorka chciała uczynić ją naturalną, z wadami i zaletami, to zdecydowanie przegięła z wadami. Avę ciężko jest kupić jako bohaterkę powieści, z którą wszyscy wokół chcą mieć jakiś rodzaj relacji. Żeby nie było - ludzie mają wady. Ale wydaje się, że Ava w jakiś sposób poszukuje siebie i ze względu na swoją niską samoocenę chce coś zmienić... przy czym nie potrafi być uczciwa nawet wobec siebie.
I to jest analiza tych negatywnych cech Avy, bo trudno dostrzec pozytywy w tak schematycznie zbudowanej postaci. Wbrew przemyśleniom, które jej towarzyszą w trakcie opisanych wydarzeń, jest płytka. A jako bohaterka powieści po prostu bezbarwna.
Książki nie uratował nawet wątek miłosny, który jest po prostu mdły i nudny. To jest bardziej opis zachowania Avy w relacji z innymi jej obserwacji, na czym polegają różnice. Żeby było bardziej metaforycznie ubrane w zabawy gramatyczne z języka angielskiego, które pewnie w oryginalnym przekładzie mają sens, ale są nieprzetłumaczalne na język polski.
Niestety, książka rozczarowała mnie na każdym poziomie. Jest to debiut pani Dolan, więc może kolejna książka będzie lepsza, ale nie wiem czy będę miała dość odwagi, żeby się o tym przekonać.


Komentarze
Prześlij komentarz