Brandon Hobson "Tam, gdzie rozmawiają umarli"
Zaczynam być fanką minimalistycznych okładek. Dobry design przyciąga moje srocze oko i zazwyczaj decyduję, że muszę mieć tą książkę. Tutaj zachęcił mnie jeszcze opis książki, który okazał się być dalece nieadekwatny do treści, ale jednak zachęcający. A książka... ostatecznie obroniła się sama. Nie mogłam się od niej wprost oderwać.
Oklahoma, lata 80. XX wieku. Piętnastoletni Sequoyah (co oznacza "wróbel"), chłopiec z plemienia Cherokee trafia do białej rodziny zastępczej, która opiekuje się dwójką innych nastolatków - autystycznym Georgem i siedemnastoletnią Rosemary, która tak, jak narrator jest rdzennie amerykańskiego pochodzenia. Powieść zaczyna się od tragedii - dowiadujemy się o śmierci Rosemary, a potem stopniowo narrator doprowadza nas do tego, dlaczego do niej doszło.
W tej powieści jest coś mocno niepokojącego, co nie pozwala się od niej oderwać. W jednej chwili narrator opisuje absolutnie przyziemne sprawy, żeby w następnej prowadzić rozważania o śmierci i cierpieniu. Sprawia to, że z pozoru lekka książka o dorastaniu, staje się lekturą wymagającą większej uwagi i refleksyjności. Język z pozoru prosty, wręcz liryczny, jest wręcz napiętnowana krzywdą, ukrytą pod wydarzeniami, które mogą wydawać się czasami błahe.
"Tam, gdzie rozmawiają umarli" to powieść absolutnie nietuzinkowa. Obnaża dysfunkcyjną rodzinę i jej wpływ na psychikę dziecka, a następnie błędy systemu, jeśli dziecko do niego trafi. Pokazuje, jak dorośli w imię pomocy dziecku, często krzywdzą je o wiele bardziej. Poznajemy sylwetkę chłopca wyrwanego ze swoich korzeni, który musi się nauczyć przetrwania, ponieważ nie może polegać na swoich opiekunach, którzy bardzo często go nie rozumieją i wymagają od niego przede wszystkim dostosowania się. A to jest niełatwe, gdy dopiero buduje się poczucie własnej tożsamości.
Dlatego, gdy w końcu trafia do domu nowych opiekunów, gdzie spotyka Rosemary, jest nią absolutnie zafascynowany i cały jego świat zaczyna się kręcić wokół świata dziewczyny. Tym bardziej ona go pociąga, że drugi podopieczny rodziny, George, jest wylękniony i bardzo trudno nawiązać z nim przyjaźń, zdecydowanie preferuje towarzystwo opiekunów.
Jest też wątek hipokryzji dorosłych - Harold, ojciec zastępczy, jest nielegalnym bukmacherem, a zasady obowiązujące w domu opierają się w dużej mierze na wierze. I niby opiekunowie są dostępni dla swoich podopiecznych i prowadzą z nimi szczere rozmowy, otacza ich jednak aura tajemniczości i niedopowiedzeń.
Jestem absolutnie zachwycona książką Hobsona. Natychmiast po lekturze sprawdziłam tego autora i niestety... "Tam, gdzie rozmawiają umarli" to jego debiut na polskim rynku czytelniczym. Z niecierpliwością czekam na kolejne jego książki. A zanim to nastąpi, mam nadzieję, że uda mi się przeczytać tę książkę jeszcze raz. Aż szkoda, że doba ma tylko 24 godziny...


Komentarze
Prześlij komentarz