Robert Galbraith (J.K. Rowling) "Wołanie kukułki"

 

W oczekiwaniu na zamówione marcowe premiery, sięgnęłam w końcu po pierwszy tom cyklu z Cormoranem Strikem. Podejrzewałam, że skoro piąta część naprawdę mi się podobała, to pierwszy ma prawo spodobać mi się równie mocno, jeśli nie bardziej. I się nie rozczarowałam! Książkę pochłonęłam w dwa wieczory. Żeby nie psuć sobie zabawy postanowiłam mieszać gatunki, po które kolejno sięgam, dlatego drugi tom jeszcze chwilę zaczeka, ale już czuję podekscytowanie na samą myśl. 

Cormoran Strike nie ma najlepszego czasu w życiu. Właśnie rozstał się z narzeczoną, która jawnie go oszukała, stracił dach nad głową, więc musi nocować we własnej agencji detektywistycznej, a ta właśnie upada z braku klientów. Do tego wszystkiego właśnie pojawia się u niego nowa sekretarka przysłana przez agencję Tymczasowe Rozwiązania, Robin Ellacott, na której wynagrodzenie Cormorana nie stać. Jednak tego samego dnia, gdy w jego agencji pojawia się niechciana pomoc, zjawia się również bogaty klient - brat zmarłej przed trzema miesiącami supermodelki, Luli Landry. Policja zakwalifikowała jej śmierć jako samobójstwo, jednak John upiera się, że dziewczyna została zamordowana i wynajmuje Cormorana do odnalezienia mordercy. Początkowo detektyw wcale nie chce przyjąć zlecenia, jednak w obliczu rozpaczy brata modelki, poddaje się. I z czasem śledztwo zaprowadzi go w błysk reflektorów i pomiędzy londyńską śmietankę celebrycką. 

Rowling, zwyczajem wielu pisarzy, kolejne tomy pisze coraz obszerniejsze i rozbudowuje postaci. Dlatego bałam się trochę pierwszego tomu, bo już coś wiedziałam o Cormoranie i Robin. Miłym zaskoczeniem był fakt, że bohaterów tych poznałam od nowa wraz z lekturą pierwszego tomu. Byli zupełnie świeży, chociaż teraz czuję się oderwana trochę i wiem, że muszę prześledzić ewolucję postaci w kolejnych częściach. 

Jest więc Cormoran, człowiek na rozdrożu, któremu życie się zaczyna walić w najmniej oczekiwanym momencie. Kolejne tygodnie pozwalają mu nabrać nowej perspektywy i nieco optymizmy na przyszłość. Jest gburowaty, ale niezwykle przenikliwy w swoim śledztwie.

Miło było zobaczyć początki Robin, świeżo zaręczonej dwudziestopięciolatki, która w chwili zatrudnienia u Cormorana patrzy na świat przez różowe okulary, a możliwość pracy u niego postrzega jako szansę dla siebie, łut szczęścia, że trafiła na zawód, który zawsze chciała wykonywać. Jest też trochę naiwna, ale niezwykle skrupulatna i oddana pracy. Wykazuje też sporo sprytu i zmysł obserwacyjny. Jest to spora różnica w porównaniu do piątego tomu, w którym Robin jest cyniczna po kilku latach małżeństwa. 

Ale, jak już zauważyłam przy pierwszym spotkaniu z Cormoranem Strikem, książki Rowling to nie tylko kryminał. To również celne obserwacje na temat społeczeństwa. W "Wołaniu kukułki" autorka bierze pod lupę światek celebrycki, w którym wielu chciałoby się obracać, ale nie każdy jest gotów na konsekwencje za tym idące. A życie modelki to nie tylko ładne ubrania i pieniądze za sesje zdjęciowe czy wieczne imprezy. To również wiecznie obecni paparazzi, stalkerzy, zaburzenia psychiczne, fałszywi przyjaciele, którzy sprzedają informacje do prasy. Gdy Strike zaczyna przyglądać się życiu Luli, okazuje się, że dziewczyna, którą każdy znał z okładki, była tak naprawdę bardzo samotna. 

Rowling skrytykowała też trochę życie samych celebrytów, którzy wystawiają swoje życie na widok publiczny, ale za zamkniętymi drzwiami wcale już nie jest takie kolorowe. Autorka surowo ocenia udawanie i fałsz takiego życia. 

"Wołanie kukułki" było odskocznią, której naprawdę potrzebowałam po lekturze Diuny. A równocześnie nie mogę się doczekać tomu drugiego! Ale najpierw się zmierzę z Gaimanem, który na mojej półce leży już od roku, ale jakoś zawsze brakło mi czasu na przeczytanie. Ponieważ już jestem w trakcie to wiem, że odkładanie tej książki na później było błędem. Tymczasem!

Komentarze

Popularne posty