Neil Gaiman "Gwiezdny Pył"
Miałam kilkanaście lat, kiedy moja starsza siostra wzięła mnie do kina na niedawną premierę "Stardust". Zdecydowanie jest to jeden z tych filmów, których się nie zapomina łatwo, przynajmniej w moim przypadku. Zrealizowany z dużym rozmachem, z dużą dawką humoru i adrenaliny. Kilka lat później kupiłam sobie angielskie wydanie książki, ponieważ polskie było bardzo trudno dostępne, ale nigdy go nie przeczytałam, bo mój angielski nie był (i chyba nadal nie jest, ale nigdy tego nie sprawdziłam) na odpowiednim poziomie. Aż w ręce wpadło mi polskie wydanie razem z innymi książkami autorstwa Gaimana. I w końcu udało mi się nadrobić spory brak!
Tristran Thorn wraz z ojcem, matką i sześć miesięcy młodszą siostrą zamieszkuje wioskę Mur, położoną blisko Muru, będącego granicą między światem ludzi, a Krainą Czarów. Pracuje jako pomocnik w jedynym sklepie w wiosce i wiedzie życie absolutnie pospolite. Aż do momentu, kiedy postanawia zacząć zalecać się do najładniejszej dziewczyny w Murze, Victorii. Te zaloty prowadzą go do złożenia niemądrej obietnicy - zobowiązuje się przynieść swojej ukochanej gwiazdę, która właśnie spadła, aby móc dostać w podziękowaniu wszystko, czego zapragnie. Tristran udaje się więc do Krainy Czarów. I odtąd już nic nie będzie dla niego takie samo.
Zacznę od tego, że książka praktycznie czyta się sama. Pisana jest językiem lekkim i z dużą dawką humoru. Ukłony w stronę tłumacza, przed którym stało niełatwe zadanie oddania tego w języku polskim. Nawet nie wiem, kiedy stało się tak, że skończyłam ostatnie zdanie i zaczęłam szukać dalszego ciągu. Było to dla mnie spore rozczarowanie, że nie ma już nic więcej. Miałam zamiar podrzucić tą książkę mojej pasierbicy z uwagi na to, że film tak bardzo mi się podobał, ale teraz już wiem, że zdecydowanie nie jest to książka dla dzieci. Jest baśniowa, ale trzeba osiągnąć pewien wiek, żeby w pełni docenić cały urok "Gwiezdnego Pyłu".
Bohaterowie książki są dla wyraźnie zarysowani, tak że nawet za jakiś czas nie będę miała problemu z wymieniem większości postaci (a już wiem, że się zdarza, że po skończeniu ostatniej strony zaczynam zapominać kto był kim). Są prowadzeni konsekwentnie i z dużym dystansem. Nie są to typowi bohaterowie baśni, w sumie ich odważne czyny są bardziej czynem przypadku. I to również mi się podobało, bo z takimi postaciami łatwiej się jest utożsamić.
Największym minusem jest to, że film znam tak dobrze. Oglądałam go już kilkanaście razy od czasu premiery w Polsce i jest to zdecydowanie jeden z moich ulubionych filmów. Dlatego zaczęłam się nieco obawiać zakończenia w momencie, gdy rozpoczynałam czytanie ósmego rozdziału (na dziesięć + epilog), a nie pojawił się jeszcze kapitan Szekspir. I tu spotkał mnie zawód, kiedy okazało się, że ta postać w książce po prostu nie występuje i jest połączeniem kilku, które się pojawiły wcześniej.
Zakończenie również znacząco odbiega od tego filmowego, nie jest tak hollywoodzkie. Ale zdecydowanie bardziej przemówiło do mnie to książkowe, pasujące bardziej do wydarzeń z książki.
Mam takie przeczucie, że do książki jeszcze wrócę, żeby wyłapać w niej jeszcze nie raz różne smaczki, które umknęły mi teraz przy pierwszym przeczytaniu. Tylko nie wiem, jak mi się teraz będzie oglądało mój ulubiony film, skoro wiem, że będzie się to wiązało z poczuciem rozczarowania w tych chwilach, kiedy mocno odbiega od książki i to akurat w takich momentach, które tworzą jej klimat.


Komentarze
Prześlij komentarz