L.E. Flynn "Dziewczyny są tu takie miłe"

 

Byłam w Empiku odbierać któreś zamówienie (straciłam już rachubę które), kiedy w oczy rzuciła mi się na półce ta książka. I natychmiast mi się spodobała okładka. Nawet nie czytałam streszczenia... wystarczyła sama okładka z tytułem, żeby wiedzieć, że koniecznie chcę ją przeczytać. I dobrze się złożyło, że jej wtedy nie kupiłam, bo zamówiłam ją jeszcze w maju, jak patrzyłam na lipcowe premiery. To była naprawdę miła niespodzianka!

Minęło dziesięć lat odkąd Amb (Ambrosia Wellington) skończyła studia, a czternaście od nocy, kiedy jej życie się zmieniło na zawsze, a od czego chciałaby uciec. Kiedy wraz z zaproszeniem na zjazd absolwentów dostaje wiadomość o treści: "Musimy porozmawiać o tym, co naprawdę się wtedy stało", rozumie, że przeszłość właśnie ją dogoniła. Wbrew sobie jedzie na zjazd, zabierając ze sobą męża. Na miejscu spotyka się ze swoją dawną przyjaciółką, Sloane 'Sully" Sullivan. Obecność dawnej przyjaciółki, niechęć dawnych koleżanek z akademika, tajemnicze wiadomości i pogróżki... Amb musi skonfrontować się ze swoją przeszłością i nie dopuścić do tego, że jej tajemnice wyjdą na jaw. A wszystko przez to, że kiedyś rozpoczęła grę, by zdobyć chłopaka innej dziewczyny, a która skończyła się dużo gorzej, niż przewidywała - jej cena była zbyt wysoka. 

Zacznę od tego, że to był kawał naprawdę dobrego thrillera psychologicznego. Ten moment, kiedy drapieżnik zamienia się w ofiarę... to był naprawdę niezły motyw. Tyle tylko, że mam wrażenie, że ta zamiana nastąpiła na długo przed akcją książki i tak naprawdę Amb przez całe te czternaście lat w jakiś sposób uciekała przed konsekwencjami własnych działań, niepotrzebne do tego były anonimowe pogróżki. I tego wrażenia nie zatarły nawet zabiegi podjęte przez autorkę, żeby pokazać, że Amb nie żałuje tego, co się stało czternaście lat wcześniej. 

Konstrukcja książki też mi się podobała. Czas aktualny, kiedy Amb czuje się coraz bardziej osaczona i podejrzewa absolutnie każdego o przesyłanie anonimów, równocześnie próbując uchronić swojego męża przed poznaniem prawdy na jej temat oraz retrospekcje z czasów studenckich, które stopniowo doprowadzają do kulminacyjnego momentu. Autorka budowała napięcie stopniowo i z dużą konsekwencją. Ja czytałam książkę na wstrzymanym oddechu. 

Mam tylko jedno duże ale... jak to zwykle ze mną bywa. Końcówka była do bani. W sensie... na twarzy miałam wypisane wielkie "CO DO JASNEJ CH...?!". Ogólnie rozumiem, co doprowadziło do momentu kulminacyjnego, ale ponieważ to rozumiem, to równocześnie ta końcówka to jest tak ni przyklej ni przystaw. I tym byłam najbardziej rozczarowana. Tym bardziej, że autor anonimów okazał się być bardziej socjopatyczny niż ogłupiała młodością Amb. Nie żebym ją tłumaczyła - po prostu po przeczytaniu książki nie potrafię jej traktować jako w pełni odpowiedzialnej za wydarzenia z jej czasów studenckich. 

Pomijając ten drobiażdżek (ostatecznie jest to jeden rozdział na czterdzieści kilka), książką jestem zachwycona. I autorką też. Sprawdziłam, to jej debiut na polskim rynku wydawniczym. Mam nadzieję, że pojawią się jeszcze jej kolejne książki, bo ma spory potencjał. Będę wyczekiwała z niecierpliwością!

Komentarze

Popularne posty