Laura Baldini "Sekret Marii"

 


Jestem ogromną fanką pedagogiki Montessori - zarówno prywatnie, jak i zawodowo. Dlatego koniecznie musiałam kupić książkę z jej życiorysem. Czekała chwilę na swoją kolej, bo utknęłam z czytaniem w miejscu, a potem... potem czytałam trylogię Griszów, ale w końcu mi się udało do niej dotrzeć. Niestety, jak to zwykle bywa... rzeczywistość nie sprostała oczekiwaniom. I po raz kolejny rozczarowałam się książką, na którą czekałam najbardziej. 

Jest rok 1894, Włochy. Młodziutka Maria Montessori, córka szanowanego urzędnika skarbowego, studiuje medycynę na rzymskim uniwersytecie. Jest jedną z pierwszych kobiet na studiach wyższych, jej ojciec musiał użyć swoich znajomości, żeby została na nie przyjęta, nadal jednak piętrzą się przed nią kolejne trudności - mimo że jest pracowita i szybko się uczy koledzy z roku jej nie szanują, to mężczyźni mają pierwszeństwo podczas koniecznych ćwiczeń i na wykładach. To jednak nie zniechęca Marii, ma jasno określony cel, który chce osiągnąć. 

W międzyczasie jej historia zaczyna być znana w rzymskich kręgach towarzyskich. Znany jest już ruch sufrażystek i kobiety walczące o zrównanie praw kobiet i mężczyzn, proszą Marię o wsparcie. Dziewczyna jest świetnym mówcą i potrafi dotrzeć do swoich słuchaczy. Dzięki swoim przemówieniom na rzecz praw kobiet, staje się znana w całej Europie. 

Po studiach zostaje zatrudniona w szpitalu psychiatrycznym, gdzie na oddziale dziecięcym odkrywa, że podopieczni, których uważa się za obłąkanych i ogłupiałych, niezdolnych do nauki, trzyma się przez cały dzień w okratowanych łóżkach. Zafascynowana pismami współczesnych pedagogów, zaczyna wprowadzać nowe metody nauki, dzięki czemu jej podopieczni coraz chętniej angażują się w zabawę i coraz chętniej poznają świat. To w klinice poznaje miłość swojego życia, Giuseppe Montesano, swojego wspólnika w badaniach. To dzięki ich wspólnym wysiłkom powstała pierwsza we Włoszech szkoła dla wychowawców dzieci ze szpitali psychiatrycznych, którzy mieli wcielić w życie pomysły Marii na wspieranie rozwoju swoich wychowanków. 

I teraz tak... ciężko jest nazwać tę książkę biografią, mimo że to takiej kategorii ją zaliczyłam. Jakoś mi nie pasowała etykieta "fabularyzowana historia życia". Ale tym właśnie jest Sekret Marii. Sfabularyzowaną i ocukierowaną wersją życia Marii Montessori. I nie próbuję tutaj w żaden sposób umniejszyć jej postaci, którą nadal uważam za wybitną w dziedzinie psychologii i pedagogiki. Tworzyłam pomoce na podstawie jej wytycznych i widzę, że fantastycznie się sprawdzają. Ale ta książka została napisana przez jej wierną fankę, więc jest... taka oderwana od rzeczywistości. Czytałam o tym, że Maria Montessori walczyła o prawa kobiet. I prasa ją uwielbiała. Wiem też, że była zawodowo ambitna i poświęciła wszystko dla swojej pracy. Ale... w tej książce jest jakaś taka... mało ludzka. Zbyt idealna. Niby tkwi w tych społecznych schematach, ale brakuje w nich... realizmu. Bardziej się przejmowałam dyskryminacją kobiet w książce Isabel Allende, będącej zupełną fikcją literacką, niż trudnościami przeżywanymi przez faktyczną postać. To wrażenie tylko spotęgowało zakończenie historii Marii Montessori. 

Poza odrealnieniem postaci Marii, była ona jakaś taka... płytka, dwuwymiarowa. Kobieta, która świetnie przemawiała, miała swoje zdanie, walczyła o prawa kobiet... jest po prostu miałka. Niby nieustępliwa, ale cały czas przerażona. Jakoś nie potrafię sobie tego wyobrazić w przypadku kobiety, która z czasem wzięła swojego nieślubnego syna z rodziny adopcyjnej, by zostawić go przy sobie, na przekór opinii publicznej. 

W połowie książki byłam już nią totalnie zniecierpliwiona, ale jakoś dociągnęłam ją do końca. Żałuję, że ją kupiłam i zmarnowałam swój czas na jej czytanie. Książka, której nie mogłam się doczekać... I niby pamiętam, że mam się nie nastawiać do książek, bo wtedy mi się je czyta o wiele przyjemniej, ale nie wyszło... Już chyba wolę czytać dzieła samej Montessori. 

W skrócie - nie polecam. Nie tego oczekiwałam po tej książce, która jest cukierkową laurką na cześć Marii Montessori, zamiast być faktycznym hołdem skierowanym w jej stronę.  

Komentarze

Popularne posty