Mariana Leky "Sen o okapi"
Sen o okapi to jedna z tych książek, gdzie zafascynowała mnie i okładka, która mocno przyciąga uwagę, ale również streszczenie z tyłu. W recenzjach tej książki często pojawia się porównanie do Dzieci z Bullerbyn dla dorosłych. Musiałam więc ją przeczytać i... absolutnie się nie zawiodłam.
Historia opowiadana jest przez Luizę, która mieszka w niewielkim niemieckim miasteczku wraz z całą rodziną. Historia toczy się wokół faktu, że gdy jej babcia, Selma, ma sen o okapi (które jest najbardziej absurdalnym zwierzęciem na świecie), wówczas umiera ktoś im bliski. Część mieszkańców miasteczka traktuje to jak zabobon, część głęboko w to wierzy. Jednak gdy w śnie Selmy spotyka ona okapi, wszyscy na wstrzymanym oddechu czekają, kogo tym razem wybierze śmierć, przygotowują się na to, co ma nadejść.
Gdy Luiza ma dziesięć lat znów pojawia się sen o okapi, a śmierć idąca za tym snem jest druzgocząca dla wszystkich wokół i odciska swoje piętno na najbliższych dziewczynki na długie lata. To ta tragedia sprawia, że sama Luiza stara się przejść przez życie, stąpając jak najciszej. Wszystko się zmienia, gdy w wieku dwudziestu dwóch lat w miejscu, w którym w swoich snach Selma spotyka okapi, Luiza na jawie spotyka buddyjskich mnichów - co jest równie absurdalne, jak samo okapi.
Są takie książki, które będą towarzyszyć człowiekowi przez całe życie. Moja lista właśnie się wydłużyła o kolejną pozycję. Sen o okapi to absolutnie niesamowita książka o dorastaniu, miłości, przyjaźni, ale również przeżywaniu żałoby i radzeniu sobie z nią. O tym, że osamotnienie występuje w różnych formach, nawet gdy otaczają nas najbliżsi, a droga do szczęścia czasem jest bardziej niż wyboista. Dzięki temu klimat książki jest absolutnie niepowtarzalny. Były momenty, że zaśmiewałam się do rozpuku (co nie zdarza mi się zbyt często...) i takie, w których zalewałam się łzami razem z bohaterami. Przede wszystkim jednak rozgrzewała mnie od środka nadzieja, która zawsze towarzyszyła postaciom z książki, niezależnie od tego, co się wydarzyło.
Mamy też całą gamę absolutnie nietuzinkowych bohaterów, z których każdy zawraca na siebie uwagę czymś szczególnym. Selma to uosobienie siły kobiecej, trzyma swoją rodzinę w karbach. Dla Luizy to właśnie ona stworzyła świat. Jest też zakochany w Selmie Optyk, wierny przyjaciel, który walczy sam ze sobą, czy ujawnić własne uczucia. Elsbeth, szwagierka Selmy, wierząca w mądrości ludowe i przesądy. Bardzo nieobecni (choć przez jakiś czas są na miejscu) rodzice Luizy, Martin i jego ojciec, Marlies pogrążona w depresji.. Wachlarz nietypowych osobowości, co pokazuje, że każdy z nas jest na swój sposób wyjątkowy. Trzeba się tylko sobie samemu dokładnie przyjrzeć.
Sama powieść emanuje wręcz ciepłem i empatią. Pokazuje, że choć godzenie się z tragedią jest trudne i dla każdego wygląda inaczej, to jest to możliwe. Nie ma jedynej słusznej drogi, trzeba dać sobie czas. Ale równocześnie starać się czerpać z życia pełnymi garściami. Zrozumienie tego zajęło Luizie sporo czasu i wymagało towarzystwa pewnego buddyjskiego mnicha.
Podobała mi się metaforyczność tej książki. Ale też jej uniwersalność w przekazie, z którego każdy z nas może skorzystać. I to, jak Mariana Leky łączy rzeczywistość z wyobraźnią, tworząc absolutnie magiczny klimat, który wciąga czytelnika już od pierwszych akapitów.
W mojej ocenie książka jest absolutnie godna polecenia. Była naprawdę cudowna i chętnie do niej wrócę za jakiś czas, żeby zobaczyć, co nowego uda mi się w niej wyczytać. A tymczasem... zabieram się za kolejną lekturę!


Komentarze
Prześlij komentarz