Cheryl Browne "Druga żona"

 


Dzisiaj o jednej z tych książek, które kupiłam przede wszystkim ze względu na opis. Lubię takie thrillery, ale nie miałam jeszcze styczności z Cheryl Browne jako autorką, dlatego nie do końca wiedziałam, czego się mogę spodziewać. Początkowo byłam zafascynowana i większość książki łyknęłam z zapałem, a potem... potem nastąpiło wielkie tąpnięcie. 

Rebecca i Nicole poznały się na studiach. Nie mogłyby się bardziej od siebie różnić, jednak połączyła je wyjątkowa przyjaźń, która trwała, mimo że los rzucił kobiety w różne części świata. Dlatego Rebecca nie potrafi się otrząsnąć, gdy dociera do niej wieść o samobójstwie przyjaciółki. Tym bardziej, że wydawało się, że Nicole zaczęła stawać na nogi po wyjściu z pierwszego małżeństwa z brutalem i właśnie się zakochała w uroczym i troskliwym Richardzie, który bardzo szybko poprosił ją o rękę, by wkrótce sformalizować ich związek. Chcąc poznać bliżej okoliczności śmierci przyjaciółki oraz to, jak zachowywała się w ostatnich tygodniach przed samobójstwem, Rebecca zbliża się do pogrążonego w żałobie wdowca, a z czasem zaczyna żyć życiem swojej przyjaciółki, odkrywając sekrety skryte pod fasadą idealnego szczęścia. 

Generalnie fabuła była niezła. Wykonanie również, tj. napięcie utrzymywało się na odpowiednim poziomie, co jakiś czas wyskakiwał smaczek w postaci zwrotu akcji. Czytało się sympatycznie, ja osobiście nie mogłam się doczekać kolejnych stron, bo zagadka wydawała się być naprawdę nieźle skonstruowana. No właśnie... wydawała się... Napięcie, które przez większość książki rosło w miarę stałym tempie, potem nagle osiągnęło stan krytyczny, by wybuchnąć ładnych parę rozdziałów przed zakończeniem książki... a potem już była równia pochyła. Ostatnie sto stron to był jakiś dramat. I tu wyszły największe niekonsekwencje autorki w prowadzeniu postaci, mylenie faktów i banalne błędy. 

W niedługim czasie zacznę się bać każdej książki, która jest reklamowana jako thriller psychologiczny. Serio. U Cheryl Browne trudno się nudzić z postaciami, chociaż są one przedstawione w sposób płytki i zero-jedynkowy. Mamy więc Nicole (jej perspektywa również jest przedstawiona w książce), która była ofiarą przemocy ze strony swojego pierwszego męża, a także zaniedbania ze strony swojej matki. Ogólnie podobał mi się opis mechanizmów, które doprowadziły Nicole do szaleństwa. Rebecca, która nie potrafi pogodzić się z samobójczą śmiercią przyjaciółki, znając część wydarzeń z jej relacji w systematycznie wysyłanych mailach, która naiwnie wikła się w romans z wdowcem, Richardem. Richard, zbolały po stracie żony, nie traci jednak czasu i szybko angażuje się w znajomość z Rebeccą. No i Olivia, dorosła córka Richarda, której zachowanie jest mocno zmienne i podszyte tanią manipulacją. Szczerze? Brak mi w tym głębi, więc nie pokusiłabym się, żeby określić tę pozycję mianem thrillera psychologicznego. Bohaterowie są dosyć przewidywalni, mniej więcej po trzech rozdziałam wiedziałam już, jak rozwinie się fabuła dalej. 

Najbardziej jednak zraziła mnie niekonsekwencja w prowadzeniu Rebecci. Byłaby dużo bardziej wiarygodna, gdyby od samego początku jej działania były opisane wprost, że ma swoje podejrzenia po korespondencji, którą utrzymywała z Nicole. I że wszystkie jej działania wynikają z chęci odkrycia prawdy. A tak pokazuje się ona jako naiwna czterdziestolatka, której brakuje męskiego... ramienia. I dlatego zwraca się ku mężowi przyjaciółki. Dopiero po jakimś czasie okazuje się, że wszystko to było częścią planu, choć niezupełnie przemyślanego. 

Jednak największą zbrodnią w tej książce było podanie rozwiązania na długo przed jej zakończeniem, a potem próba dociągnięcia tego do końca. Wtedy Rebecca przechodzi jakąś totalnie dla mnie niezrozumiałą metamorfozę. A samo zakończenie chyba miało robić wrażenie, a jest po prostu napisane niedbale, ze zbyt dużym dramatyzmem. Ja się zmęczyłam czytając to, chociaż większość książki przeczytałam jednym tchem. 

Niestety, tak złego wrażenia po słabym zakończeniu nie da się łatwo zatrzeć... Potrafię zrozumieć takie zabiegi w filmach czy serialach - tam budowanie napięcia następuje inaczej i efektowne zakończenie z ogromem emocji uwalnia widza od tego napięcia. Książka jednak rządzi się własnymi prawami. Czytelnik ma czas poznać bohaterów, ich motywacje, itp. Więc zakończenie, które jest totalnie oderwane od wizji zbudowanej przez większość książki dla mnie świadczy o tym, że pisarz nie dopracował swojego pomysłu. 

Może jestem zbyt surowa w ocenie po lekturze dobrego kryminału, który czytałam ostatnio. Ale Druga żona, która zapowiadała się naprawdę dobrze, totalnie mnie rozczarowała i nie mogę jej polecić. Więc... nie polecam. 

Komentarze

Popularne posty