Isabel Allende "Córka fortuny"
Swego czasu wciągnęłam się w serial Jane The Virgin. Nie chcę tutaj przybliżać fabuły, bo nie ma ona nic wspólnego z książką, jednak główna bohaterka aspirowała do bycia pisarką, a jej autorytetem w tej dziedzinie była Isabel Allende. Kilka razy z resztą się spotkały - w wyobraźni i na żywo. Oglądając ten serial byłam przekonana, że Isabel Allende to postać fikcyjna. Aż zobaczyłam tę książkę... i już jestem fanką, równie bardzo, jak serialowa Jane. Zakochałam się w tej książce i już kupiłam sobie Dom duchów.
Chile, połowa XIX wieku. Przed domem bogatego brytyjskiego rodzeństwa zostaje porzucone niemowlę zawinięte w męską kamizelkę. Pani domu, Miss Rose, decyduje się przygarnąć dziewczynkę, którą nazywa Eliza, chcąc w ten sposób spełnić marzenie o posiadaniu rodziny, nie wychodząc za mąż. Nieco bardziej sceptyczny jej brat, Jeremy, jednak ostatecznie zgodził się na pomysł siostry. Miss Rose zapewniła dziewczynce edukację oraz podjęła wysiłek, aby Eliza miała jak najlepszy start w życiu. Jednak jej życie wcale nie będzie takie łatwe i spokojne. W szesnastym roku swojego życia poznaje dwa lata starszego chłopca, w którym zakochuje się pierwszą miłością - silną i nie zważającą na nic. Jej wybranek, pochodzący ze slumsów, marzy o lepszym życiu i ulega gorączce złota, wyruszając w podróż do Kalifornii. Eliza wyrusza za nim, zdeterminowana by walczyć o ich miłość. Po drodze jednak spotka wielu ludzi - prawych i zdeprawowanych, zetknie się z zepsuciem, biedą i rozczarowaniem, ale też wolą przetrwania i nadzieję na lepsze życie. Te doświadczenia zmienią jej postrzeganie świata i zmuszą do refleksji, czym naprawdę jest miłość, która pognała ją w tą podróż.
Nie przepadam za typowymi romansidłami, więc początkowo miałam trochę obawy przed tą książką. Byłam ciekawa z uwagi na serial, jednak był on wzorowany mocno na klimatach telenoweli, więc obawiałam się, że książka też taka będzie. W sumie... trochę była, ale nie mogę powiedzieć, żeby mnie to zniechęciło. Raczej nadało odpowiednią nutkę dramatyzmu. Ciężko też jednoznacznie nazwać Córkę fortuny romansem, ponieważ nie ma go tam zbyt wiele. Jest za to refleksja nad społeczeństwem, bohaterstwo, determinacja oraz ukazana niezwykła siła kobiet w obliczu ogromnych trudności tamtych czasów.
Isabel Allende poświęca sporo uwagi procesom społecznym, które się pojawiły w wyniku gorączki złota. Sprawdziłam i jej powieść trzyma się faktów historycznych. Równocześnie jest to słodko-gorzka refleksja nad człowiekiem i człowieczeństwem - do czego prowadzi chciwość i jak łatwo się zatracić, goniąc za złudnym marzeniem. Jest też o pewnych schematach, które narzuca nam społeczność, w której dorastamy, o spełnianiu standardów przez nich narzuconych. Te informacje wplecione zgrabnie w fabułę sprawiły, że łatwiej mi się było zanurzyć w tamtych czasach, zrozumieć motywacje bohaterów, a także... że nie potrafiłam się oderwać od książki!
Eliza, główna bohaterka, również różni się od większości postaci, które do tej pory znałam z romansów. Tam dziewczyny są piękne i odważne... do czasu aż pojawi się rycerz na białym koniu, który je obroni, ponieważ przy nim stają się nagle bezradne. Uroda Elizy nie jest najważniejsza. Tak naprawdę liczy się jej siła ducha. Dziewczyna jest przede wszystkim odważna. Nawet jeśli jakaś sytuacja ją przeraża, to determinacja pcha ją do przodu. Jest niezłomna w swoich dążeniach. Smakując wolności, do której nie nawykły kobiety w tamtych czasach, staje się samodzielna i samowystarczalna, co dodatkowo ją umacnia w słuszności podjętej decyzji, chociaż z czasem traci z oczu cel, który popchnął ją do działania. Żeby nie było - nie jest idealna. Jej cała krucjata była podyktowana egoizmem, zraniła swoich najbliższych, a później długo trzymała ich w niepewności. Nie zawsze potrafiła też być szczera wobec ludzi, którzy okazali jej serce. Ale dzięki temu była bardziej realna, łatwiej się z nią było utożsamić.
Właściwie nie potrafię wymienić elementów, które by mi się nie podobały. Tłumaczenie książki było tak dobre, że całość po prostu wchłonęłam jednym tchem, ignorując wszystko dookoła mnie. Nie było nieścisłości. Jedyne co mnie sfrustrowało to niedopowiedziane zakończenie, które czytelnik miał sobie zinterpretować sam. Pozostał mi bardzo duży niedosyt po ostatnim rozdziale. Do tego stopnia, że kupiłam sobie kolejną książkę tej autorki. Nie wiem, kiedy ja to będę czytać, serio... Na półce czeka jeszcze cała sterta premier, których nie zdążyłam doczytać z maja i czerwca, a lipcowe już czekają na mnie w Empiku.
Tak wiele książek, tak mało czasu...


Komentarze
Prześlij komentarz