Kristin Hannah "Gdzie poniesie wiatr"
Trochę mnie nie było, ale na moje usprawiedliwienie - miałam bardziej niż pracowity czerwiec, więc nawet nie miałam za bardzo czasu czytać książek. Ale zamierzam nadrobić wszystkie czytelnicze zaległości z ostatnich tygodni. Na pierwszy rzut książka, która wzbudziła mój absolutny zachwyt.
Elsa to nijaka dziewczyna, żyjąca w cieniu własnej siostry oraz choroby, którą przeszła w dzieciństwie. Nie jest spontaniczna, raczej się nie wychyla. Ale ten jeden raz przeciwstawia się rodzicom i wychodzi z domu na nielegalną potańcówkę. Tam poznaje Raffaella, syna rolnika z okolic. Młodzieniec wydaje się być nią zafascynowany, a Elsa się w nim zakochuje. Niedługo okazuje się, że jest w ciąży. Jej rodzina się od niej odcina, a rodzice Raffaella zmuszają go do ślubu. Dla Elsy nadchodzi trudny czas, gdy musi się nauczyć życia na farmie. Z czasem obdarza swoją nową rodzinę głęboką miłością, a w codziennych obowiązkach odnajduje poczucie spełnienia. I wtedy nadchodzą trudne czasy...
Akcja książki dzieje się przede wszystkim w czasach największego kryzysu gospodarczego XX w., tuż przed wybuchem II wojny światowej. Na Wielkich Równinach, ziemiach dotychczas żyznych i urodzajnych, panuje straszliwa susza. Zwierzęta i ludzie umierają z pragnienia i głodu. Do tego pojawiają się burze piaskowe, które sprawiają, że wśród rolników i ich dzieci pojawia się pylica. Mieszkańcy Wielkich Równin masowo uciekają do Kalifornii w poszukiwaniu swojego "amerykańskiego snu". Elsa jednak nawet nie myśli o wyjeździe - kocha ziemię teściów, chce żeby jej dzieci wychowywały się w tym miejscu. Jednak sytuacja w końcu zmusza ją do wyjazdu. I tu poznaje drugie oblicze Wielkiego Kryzysu.
Amerykański sen okazuje się bowiem mitem zbudowanym na cierpieniu tysięcy ludzi, którzy poszukują dla swoich rodzin lepszego życia. Elsa musi się zmierzyć z rzeczywistością, w której bogaci plantatorzy mnożą swój majątek, wykorzystując swoich pracowników, często wpędzając ich w długi, żeby pozostali od nich zależni. Jest to współczesna forma niewolnictwa. To wtedy też na drodze Elsy staje Jack, socjalista, organizujący strajk zbieraczy bawełny, a kobieta po raz kolejny staje przed trudnym wyborem, jaką drogę wybrać, by zapewnić swoim dzieciom odpowiedni byt.
To było moje pierwsze spotkanie z książkami Kristin Hannah i na pewno nie ostatnie. Kiedyś nadejdzie ten dzień, że kupię sobie wszystkie jej dotychczasowe wydawnictwa, ale najpierw muszę przeczytać przynajmniej połowę tego, co kupiłam do tej pory... Już wspomniałam, że książka podobała mi się bardzo! A teraz o tym, dlaczego mi się podobała.
Zacznę od konstrukcji samej książki. Tłem historycznym są czasy prohibicji, a następnie Wielki Kryzys z lat 30. XX w. Autorce zależało przede wszystkim na pokazaniu rozdźwięku panującego w społeczeństwie, które dzieli się na tych, co mają wszystko i mogą godnie żyć oraz na tych, którzy nie mają nic i których łatwo wykorzystać. I chociaż akcja dzieje się w latach 30-tych, to problem społeczny poruszony w książce jest aktualny do dziś. To jest szerszy kontekst. Bo sama fabuła skupia się przede wszystkim na losach Elsy oraz jej dzieci. Kristin Hannah prowadząc czytelnika przez życie kobiety, wskazuje przy okazji, jak kształtował się jej charakter, angażuje w dokonywane przez Elsę wybory.
I tu dochodzimy do drugiego punktu, dlaczego ta książka tak bardzo mi się podobała - aspekt psychologiczny. Wszystkie postaci w powieści są świetnie zbudowane. Nikogo nie można odbierać jednoznacznie pozytywnie lub negatywnie. Bohaterowie są ludzcy, popełniają ludzkie błędy. Nie zawsze podejmują właściwe decyzje, mimo że kierują się dobrem swoich najbliższych. Czasem są egoistyczni. Podobał mi się też obraz macierzyństwa ukazany w książce. Elsa była żoną, córką, synową... ale przede wszystkim była matką i cały jej świat kręcił się wokół jej dzieci. To zapewnienie im jak najlepszych warunków do życia i rozwoju motywowało ją do stawania do nierównej walki z systemem.
Ciut mnie zaniepokoił sposób przedstawienia socjalizmu. Rozumiem, że czas przedstawiony w książce był czasem dużych zmian w amerykańskiej gospodarce i organizowanie strajków robotników było ważnym elementem tych zmian... ale Jack został przedstawiony trochę jako romantyczny bohater, który niesie ludziom światełko nadziei w socjalizmie. Ale może to wynikać z różnic kulturowych i historycznych. A może po prostu lubię się czepiać.
W każdym razie... sama książka mnie absolutnie zachwyciła i nie mogłam się od niej oderwać. Teraz muszę szybko czytać pozostałe zakupione, żeby móc sobie kupić inne książki Kristin Hannah :)


Komentarze
Prześlij komentarz