Gregory Maguire "Wicked. Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu"

 

Czarnoksiężnik z Krainy Oz to taki klasyk, że chyba każdy go zna, nie czytając książki i nie oglądając filmu. Dlatego jak pokazała mi się sugestia Empiku, że mogłaby mnie zainteresować książka o życiu Złej Czarownicy z Zachodu... oczywiście, że mnie zainteresowała. Co prawda lektura przyniosła dużo mieszanych uczuć, ale... dlatego właśnie stworzyłam bloga, żeby móc się takimi przemyśleniami dzielić!

Zła Czarownica z Zachodu to postać kultowa. Gdy dom Doroty spada na głowę Czarownicy ze Wschodu, jej siostry, ona nie poszukuje zemsty... chce po prostu odzyskać zaczarowane trzewiczki swojej siostry. Co doprowadziło do takiego finału? To pytanie zadał sobie Gregory Maguire i tak oto powstała powieść o życiu Elfaby, bo tak właśnie ma na imię Zła Czarownica. 

Zaczynamy od samego początku... tj. od narodzin Elfaby. Najpierw możemy poznać lepiej jej matkę, wiecznie czymś odurzoną Melenę, która uciekła przed rodzinnym dziedzictwem, wychodząc za kaznodzieję Frexa, wykorzystującego głoszone przez siebie kazania, żeby się bogacić. Gdy na świat przychodzi Elfaba, zielone niemowlę o bardzo ostrych zębach i agresywnym zachowaniu, oboje są przerażeni własnym dzieckiem. Frex traktuje ją jak pokutę za własne grzechy, a Melena powód, aby jeszcze bardziej się odurzać. Po jakimś czasie zjawia się u nich Niania Meleny, która za swój cel stawia sobie poskładanie tej rodziny do kupy. 

Mija kilka lat i Elfaba po latach tułaczego życia misjonarskiego trafia do Graniastego Dworu, uniwersytetu znajdującego się w Glikkinie. Tam poznaje Galindę, nieco próżną dziewczynę, która z czasem staje się Dobrą Czarodziejką Glindą. Dziewczęta, mimo początkowych nieporozumień i dzielących ich różnic w końcu się zaprzyjaźniają. Elfaba angażuje się w politykę i w walkę o prawa Zwierząt (tj. zwierząt, które wykształciły cechy ludzkie, duszę), mocno ograniczone przez tyrana Czarnoksiężnika. Pobyt w Graniastym Dworze oraz gierki polityczne, których staje się ofiarą zmieniają światopogląd Elfaby oraz zmuszają ją do bardziej radykalnych działań. Kolejne wydarzenia z jej życia utwierdzają w niej radykalne poglądy, a w zachowanie wkrada się cień szaleństwa. I w końcu zjawia się Dorota, której dom zabija siostrę Elfaby.

Sama idea książki wydała mi się bardzo interesująca, ale przyznam się, że miałam duży problem ze zmęczeniem jej. Klimat w niej jest utrzymany w mocno specyficznych tonach. Skupia się przede wszystkim na  brzydocie we wszystkich ludziach otaczających Elfabę. Najpierw rodzice i Niania, która raczej nie owija w bawełnę. Potem dyrektorka Graniastego Dworu, wykładowcy, inni studenci. Aż w końcu sam Czarnoksiężnik. Większość z nich kieruje się w życiu głównie egoistycznymi pobudkami (co nie jest aż takie zaskakujące), są bierni w podejmowaniu decyzji i zdają się nigdy nie słuchać tego, co się do nich mówi. Przynajmniej ja takie wrażenie odnosiłam, czytając niektóre dialogi. Może to był celowy zabieg autora, żeby pokazać osamotnienie Elfaby i co ostatecznie pchnęło ją w szaleństwo. 

Dosyć męczącym zabiegiem było to, że przez ponad połowę książki były opisywane losy postaci pobocznych, które spotkały Elfabę na swojej drodze i w tej sposób dowiadujemy się, jak przebiegało jej życie. Sama Zła Czarownica prześlizguje się gdzieś na obrzeżach, jest w sumie trochę eteryczna i ciężko ją rozgryźć. Ale było to męczące przede wszystkim dlatego, że zarysowanie postaci stało się mniej istotne niż kontekst, który tą postać ukształtował. To tak, jakby oglądać zdjęcie, w którym najważniejszy element był rozmyty, a tło bardzo szczegółowe. W mojej ocenie... ciut na opak. 

Natomiast podobała mi się sama Elfaba, przynajmniej na ile udało mi się ją poznać dzięki tej książce. Nie była jednoznacznie zła, kierowała się zazwyczaj właściwymi pobudkami. Była silną postacią kobiecą, o jasno sprecyzowanych poglądach, którą życie mocno doświadczyło. To właśnie te przekonania i poglądy sprawiły, że została uwikłana w grę polityczną o władzę, której ostatecznie stała się ofiarą. Chociaż, jak dowiadujemy się z książki, zupełnie przypadkowo. 

Daję tej książce... solidne 6/10. Zamysł był naprawdę dobry, konstrukcja głównej postaci ciekawa, chociaż za bardzo został rozbudowany kontekst i przez to postać Elfaby czasami gubiła się po drodze. Była też pisana dosyć ciężkim stylem, ale może to wina tłumaczenia, a niekoniecznie samego autora. Czy polecam? Trudno mi powiedzieć, bo książka jest na tyle specyficzna, że nie we wszystkie gusta trafi. Najlepiej przekonać się o tym samemu, na własną odpowiedzialność. 

Komentarze

Popularne posty