Sara Gruen "Woda dla słoni"


Mam taką passę dobrych książek, że to zaraz na pewno się zepsuje i czuję nadchodzącą totalną porażkę czytelniczą. Żeby tę książkę upolować, musiałam się na serio natrudzić. Od lat nie było wznowy wydawnictwa. W końcu udało mi się znaleźć używaną, która nie pochłonęła większości mojej wypłaty (dlaczego Tezeusz tak winduje ceny książek?!) i oto jest! Przeczytałam niemal w jeden dzień, więc już mogę podzielić się wrażeniami :)

Na wstępie się przyznam, że lata temu obejrzałam film, ale uważam, że nie mogę zaliczyć książki z listy, jeśli tylko oglądałam film. Musiałam tego doświadczyć w pełni. 

Woda dla słoni to opowieść Jacoba przebywającego w domu opieki po złamaniu biodra. Mężczyzna czuje, że zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością, a jego wspomnienia zaczynają go oszukiwać. Tęskni za żoną, która zmarła kilka lat wcześniej, czuje się opuszczony przez dzieci, które same już są dziadkami i zaczynają chorować w związku z wiekiem. Dlatego zaczyna wracać wspomnieniami do historii poznania swojej żony. 

Są lata 30. XX w. Młody Jacob kończy studia z weterynarii, czeka go tylko ostatni egzamin. Jego przyszłość jest już poukładana - wie, że będzie prowadził praktykę wraz z ojcem, zbiera się na odwagę by wyznać swoje uczucia koleżance z roku. Wtedy jego życie wywraca się do góry nogami. Otrzymuje wiadomość o śmierci rodziców oraz o tym, że bank przejął cały ich majątek na poczet spłaty hipoteki, o której chłopak nawet nie wiedział. Pod wpływem impulsu, by uciec od trudnej rzeczywistości, ucieka z egzaminu końcowego i wskakuje do przejeżdżającego pociągu - traf chce, że był to pociąg cyrkowy. Cyrk z jednej strony staje się dla niego zbawieniem, którego potrzebuje, ale również istnym piekłem na ziemi. Próbując odnaleźć się w tym skomplikowanym świecie, poznaje piękną Marlenę i niemal natychmiast się w niej zakochuje, mimo że jest ona żoną brutalnego tresera Augusta. 

Woda dla słoni to dla mnie uniwersalna opowieść o radzeniu sobie ze stratą, o miłości, która nie zawsze bywa prosta i wymaga poświęceń, o odnajdywaniu siebie. Ale też doskonale przeprowadzone badania na temat codzienności w cyrkach, które były niegdyś niezwykle popularne w USA, a w czasach wielkiego kryzysu upadały jeden po drugim. 

Jacob jest z jednej strony zrzędliwym starcem, skłonnym do wybuchów złości, ale również niedostrzeganym i z ogromnym poczuciem osamotnienia. Dopiero Rosemary udaje się nawiązać z nim nić porozumienia, to przy niej czuje, ze jego potrzeby są widziane i słyszane. Jest to wskazówka, jak warto traktować ludzi będących u schyłku swojego życia. Mamy też Jacoba młodego, pogrążonego w żałobie, dopiero wchodzącego w dorosłość i smakującego życia. Uczącego się, jak sobie radzić z przeciwnościami losu. Czasami zbyt impulsywnego i samolubnego, co ostatecznie kosztuje go przyjaciół. Ale też wrażliwego na cudzą krzywdę i gotowego, by bronić tych, których kocha. 

Woda dla słoni to książka pełna barwnych postaci, które ciężko byłoby tutaj wymienić, ale ich wątki są absolutnie wciągające. Książkę pochłania się jednym tchem, ciężko się od niej oderwać. Porusza na głębi doświadczana przez pracowników cyrku niesprawiedliwość, wzbudza złość chciwość dyrektora czy brutalność Augusta. W moim wydaniu były jeszcze fotografie, które wprowadzały w klimat cyrku tamtych lat i ukazywały surowość tamtych realiów. 

Jednym słowem: Mniam! Genialna była ta książka i absolutnie nie dziwi mnie, że trafiła na listę 100 książek, które warto przeczytać. Polecam! A tymczasem... ruszam na polowanie i szukam jakiejś kolejnej pozycji. 

Komentarze

Popularne posty