Elin Hilderbrand "Para idealna"

 

Od kilku tygodni wyświetlała mi się reklama nowej produkcji Netflixa, w której obsadzono sporo znanych nazwisk, w tym Nicole Kidman. Stwierdziłam, że najpierw przeczytam książkę, zanim się wezmę za oglądanie. I teraz mam wątpliwości czy w ogóle się wezmę za oglądanie, bo już wiem, że niektóre wątki zostały mocno podkręcone. 

Na wyspie Nantucket ma się odbyć ślub dekady. Młodszy syn znanej pisarki kryminałów żeni się ze "zwyczajną" dziewczyną. Jednak w dniu ślubu, na plaży za domem, zostaje znalezione ciało druhny panny młodej. Policja natychmiast podejmuje czynności wyjaśniające okoliczności zdarzenia. Czy to był wypadek? Czy morderstwo? Śledczy szybko się przekonują, że niemal każdy z gości przebywających dzień wcześniej w posiadłości ma coś do ukrycia. 

Przyznaję, że nie spodziewałam się, że ta książka mi się tak spodoba. Klimat, w którym atmosfera stopniowo się zagęszcza, a na jaw wychodzą powiązania, których nikt się nie spodziewał. Autorka stworzyła doskonały kryminał, chociaż zdążyłam się zorientować, że niespecjalnie w takiej literaturze się specjalizuje. 

Przede wszystkim stworzyła szereg doskonale wykreowanych bohaterów, z których każdy przyciąga uwagę czytelnika i zapada w pamięć. Greer, wyniosła i zdystansowana, ale bezwzględnie oddana swojej rodzinie, pisarka przeżywająca wypalenie zawodowe i niepotrafiąca już pisać. Tag, zbyt pewny siebie i arogancki, ciut narcystyczny, przeżywa fascynację młodszą kobietą, a jednak ostatecznie wybiera swoją rodzinę. Benji... no akurat Benji dla mnie był lekko nijaki. Uaktywnił się dopiero pod koniec książki i było można zobaczyć, jaki jest oddany swojej narzeczonej, ale równocześnie taki "idealny syn". Korzystający z przywilejów idących za nazwiskiem Winbury, ale chcący również spełnić oczekiwania swoich rodziców. Bardziej interesującą postacią jest też Abby, bratowa Benjiego, która idealnie odkrywała rolę nieświadomej i naiwnej dziewczyny, ale ostatecznie wykazała się dużą determinacją. Jednak najlepiej dało się poznać Celeste i Merritt. Celeste to naiwna młoda dziewczyna, typ kujonki, która dopiero odkrywa magię świata. Próbuje zrobić to, co właściwe, nie unikając przy tym błędów - jak to w życiu. Natomiast Merritt, jej druhna, jest bezwzględną oportunistką, próbującą chwytać szanse pełnymi garściami, często bez oglądania się na innych. Wachlarz bohaterów jest bogaty, jednak są tak opisani, że nie ma problemu ze zorientowaniem się kto jest kim i śledzeniem ich historii.

Za to ciut dezorientująca była linia czasowa. Rozumiałam zabieg, udało mi się też to wszystko poukładać, ale kilka razy musiałam wracać do wcześniejszych rozdziałów i potwierdzać daty. I to tak naprawdę jest według mnie jedyny mankament tej książki. No i może fakt, że oprócz kilku głównych postaci wprowadzono wątek kilku tak nieistotnych, że można je sobie było podarować dla większej przejrzystości fabuły. I nie chodzi o to, że łatwiej byłoby odgadnąć zakończenie. Po prostu kilka wstawek było całkowicie zbędnych. 

Zakończenie mnie zaskoczyło bardzo. A to nie zdarza się często :) Tym bardziej jestem pod wrażeniem tej książki w tym momencie. Niektórzy mogą być nim rozczarowani, jednak dla mnie było idealne :)

No... to teraz idę czytać kolejną książkę ze stosiku. Może mi się uda w listopadzie kupić jakieś nowe książki, jak się zmotywuję do szybszego czytania?

Komentarze

Popularne posty