Robert Jordan "Oko Świata. Koło Czasu"


Dwa podejścia. Tyle potrzebowałam, żeby przebrnąć przez Oko Świata. Przyznam, że początkowo mocno się zniechęciłam do tej książki i miałam ogromny opór, żeby do niej wrócić. Ale właśnie usłyszałam, że każda książka potrzebuje swojego czasu, żeby do nas trafiła i muszę przyznać słuszność tej opinii. Bo jak się za nią wzięłam po raz kolejny, to ją połknęłam w trybie szybkim. I wsiąkłam w świat Jordana po uszy. Oczywiście, że kupiłam kolejne dwa tomy (miałam już pierwsze dwa, teraz mam już cztery). A kiedy będę je czytać? Cóż... każda książka w końcu się doczeka mojej uwagi :)

Rand, Mat i Perrin to młodzi chłopcy, wkraczający dopiero w dorosły świat. Wiodą monotonne życie, nieświadomi, że ich beztroska dobiega końca. Do Pola Emonda, gdzie żyją, przybywa tajemnicza kobieta imieniem Moraine. Jest ona członkinią potężnego zakonu kobiet, władających Jedyną Mocą - Aes Sedai. Ostrzega mieszkańców Dwu Rzek przed rosnącymi siłami Czarnego, który budzi się z uśpienia. Tuż po jej przybyciu, wioskę atakują krwiożercze trolloki, dzikie bestie, uważane dotąd za potwory z legend. Gdy Pole Emonda staje w ogniu, Moraine pomaga chłopcom w ucieczce - jest bowiem pewna, że jeden z nich jest Smokiem Odrodzonym - wybrańcem, którego przeznaczeniem jest przeciwstawić się Czarnemu i stanąć kiedyś do Ostatniej Bitwy, od której zależą losy całego świata. 

Zacznę od tego, ze pierwsze... 400 stron mnie zmęczyło. Miałam wrażenie, że cały czas czytam o tym samym, ale z perspektywy różnych bohaterów. A początek tego akapitu i fakt, że większość książek, które czytam w ostatnim czasie ma około czterystu stron, a w tej nawet nie poczułam, że się wciągam... brzmi nieco absurdalnie. Dlatego właśnie na dłuższy czas odłożyłam tą książkę z powrotem na półkę. Ale w ramach postanowienia, że zaczynam kończyć, to co zaczęłam... doczytałam. I z ręką na sercu - wciągnęłam się. Po tym, gdy bohaterowie się rozdzielili i przez jakiś czas podróżowali osobno, naprawdę byłam zaangażowana w ich historię i chętnie przeczytam kolejny tom. Czy wszystkie czternaście to się jeszcze okaże...

Dopiero przy drugim podejściu zaczęłam lubić bohaterów. Chociaż nie wszystkich. Rand to jest taki klasyczny bohater z książek fantasy. Bohaterski, odważny, skłonny do poświęceń. A równocześnie naiwny i momentami wręcz głupi. Mat jest dla mnie zbyt impulsywny i podatny na wpływy, chociaż cechuje go inteligencja i poczucie humoru. Perrin jest milczkiem o niskiej samoocenie, ale też jest najbardziej lojalnym wśród przyjaciół, najbardziej skłonny do refleksji. Za to niesamowicie irytowała mnie Egwene, chociaż Jordan robił co mógł, żeby pokazać ją jako silną i niezależną. Taką postacią była dla mnie Nynaeve, opiekuńcza, odważna i oddana, będąca kwintesencją kobiecości. 

Oko Świata to zaledwie wstęp do historii tych bohaterów, w której każdy stopniowo dowiaduje się, jaką rolę pełni w splocie Koła Czasu. Ich pierwsza podróż, która kończy się pierwszym starciem z Czarnym i odkryciem siebie na nowo. 

Historia mnie wciągnęła, bo generalnie ja uwielbiam takie klimaty i ostatnio widziałam rolkę dziewczyny, która jest ogromną fanką tego cyklu... mam tylko nadzieję, że się nie rozczaruję, bo już zaczyna wpadać w utarte wcześniej tory. I pojawiają się schematy, które znam z innych przeczytanych przez siebie powieści. Jest więc Wielki Zły Charakter, który zbiera swoich popleczników i kusi ich obietnicami, a potem... cóż... cena bycia jego wyznawcą jest bardzo wysoka. A... i mam wrażenie, że to złego to się tak nie za bardzo da zabić (sugeruje to czternaście tomów serii). Dodajmy też, że Jordan zmarł, zanim był w stanie dokończyć swój cykl. Wydawnictwo zatrudniło innego pisarza, który dokończył dzieło Jordana na podstawie jego obszernych notatek. 

A z plusów? Bohaterowie nie są perfekcyjni, chociaż Jordan momentami nie był zbyt konsekwentny w prowadzeniu swoich postaci. Rand bywa samolubny i zbyt pochopnie podejmuje decyzje. Mat jest chciwy, a Perrin... już napisałam, że w sumie ma bardzo niskie poczucie własnej wartości. I niestety, tak też traktują go przyjaciele - jako kogoś nieco gorszego od siebie. Ale to był odbiór po pierwszym tomie. Może jeszcze zmienię zdanie przy kolejnym? Ostatecznie trochę ich napisano. Myślę, ze dam radę poznać ich trochę lepiej z każdą kolejną częścią. 

A tymczasem... lecę do nieco innych klimatów i zbieram siły na kolejny tom Koła Czasu. No! 

Komentarze

Popularne posty