Matt Haig "Biblioteka o Północy"
Ta pozycja pojawiła się wśród propozycji po dodaniu do koszyka Cyrku Nocy. Skusiłam się, jak widać na załączonym zdjęciu, ale w sumie w niczym nie przypomina książki, więc zastanawia mnie algorytm Empiku :) Doczekała się jednak na swoją kolej, więc o to spieszę napisać, co o niej myślę.
Biblioteka o Północy zbierała bardzo dobre recenzje od krytyków. Ba! Chyba nawet trafiła na listę bestsellerów. Ale ja mam w stosunku do niej mocno mieszane uczucia. Czytało się ją naprawdę doskonale, bo pochłonęłam ją stosunkowo szybko, ale ostatecznie zakończyłam ją z lekka rozczarowana.
Matt Haig przedstawia nam Norę Seed, która znajduje się na rozdrożu. Jej życie nie poukładało się tak, jak tego chciała. Zrezygnowała z gry w zespole rockowym, co zrujnowało jej relacje z bratem. Niedawno jej kot został potrącony przez samochód, a teraz jeszcze straciła jedyną pracę, którą udało jej się zdobyć, chociaż niespecjalnie ją ta praca satysfakcjonowała. Czuje się niekochana i odrzucona przez wszystkich. I postanawia umrzeć. Trafia do miejsca nazywanego Biblioteką o Północy, gdzie znajduje książki z wszystkimi możliwymi wyborami, których mogła dokonać w życiu. Przyszedł czas, by rozliczyła się ze swoimi żalami, ma również możliwość sprawdzenia czy inne wybory byłyby dla niej lepsze, czy inne życie (o którym przecież cały czas marzyła) pasowałoby jej lepiej. W ten właśnie sposób zaczyna się jej podróż.
Idea książki jest wspaniała. Sposób kreacji kolejnych... wcieleń? Z braku lepszego określenia pozostanę przy tym... Sposób kreacji kolejnych wcieleń interesujący. Ciekawe jest zastosowanie założeń fizyki kwantowej i idei wieloświatów (jak w moim ukochanym Marvelu). A jednak jedna ważna rzecz mi nie zagrała. Książka jest reklamowana jako "podnosząca na duchu" i "dająca nadzieję". A dla mnie była przede wszystkim spłyceniem depresji. Rozbierając historię Nory na czynniki pierwsze - totalnie nierealistyczna jeśli chodzi o zakończenie.
Nora wychowywała się z dwojgiem rodziców, którzy swoje zainteresowanie okazywali jedynie wówczas, gdy spełniała ich oczekiwania. Nie wystarczyłoby tylko uwolnić się od żalu związanego z brakiem akceptacji. Tym bardziej, że jedno autor ujął całkiem adekwatnie (chociaż bardziej jako zabieg melodramatyczny, a nie psychologiczny), że dziewczyna cały czas uzależniała swoje szczęście od szczęścia innych i dostosowywała się do osób w swoim otoczeniu. I ta nieasertywna i uzależniona od aprobaty innych osoba trafia do innych "rzeczywistości" i nagle zaczyna się zachowywać zupełnie inaczej? To jest ta część, której nie kupuję.
I najważniejsze - depresja jest chorobą, która daje realne fizyczne objawy. To chemiczne zaburzenie funkcjonowania mózgu. Nie wystarczy rozliczyć się ze swoim dawnym żalem. Tutaj przede wszystkim potrzebna jest interwencja medyczna, żeby można było działać na zasobach.
W ostatecznym moim odczuciu książka jest dosyć infantylna. Nie poruszyła mnie tak, jakbym tego oczekiwała. A może moje własne doświadczenie nie pozwoliło mi się nią jakoś bardzo zachwycić. W każdym razie... lepiej będzie, jeśli pozostawię ją do własnej oceny każdego czytelnika. Ja jednak do książek Matta Haiga raczej nie wrócę. Oczekuję jednak większej dojrzałości od pisarza, gdy bierze się za tak poważną tematykę :)
Nora Seed staje w obliczu takiej właśnie szansy. Kiedy śmierć kota okazuje się kroplą, która przepełnia czarę. Nora postanawia rozstać się z tym światem i... trafia do Biblioteki o Północy. Otrzymuje możliwość nowego życia i dokonania innych niż dotąd wyborów – może wybrać inny kraj zamieszkania, uratować związek z narzeczonym, zrealizować marzenie o zostaniu glacjolożką. Każdy taki wybór to nowa przygoda, w trakcie której Nora musi odkryć, co tak naprawdę składa się na satysfakcjonujące życie. A przede wszystkim musi znaleźć odpowiedź na najważniejsze pytanie: co sprawia, że w ogóle warto żyć...


Komentarze
Prześlij komentarz