Margaret Atwood "Wdowi las. Opowiadania"

 

Dopiero co skończyłam czytać książkę o depresji, a postanowiłam zabrać się za Margaret Atwood i jej Wdowi las. Ehhh... uwielbiam Margaret Atwood, ale muszę przyznać, że ta książka mnie nie porwała. Właściwie miałam spory problem, żeby zmusić się do czytania. 

Opowiadania autorki w dużej mierze skupiają się wokół historii Nell i Tiga, starszego małżeństwa u schyłku życia. To taka swoista lekcja prawdziwej miłości, ukazanie jak to się dzieje, że ludzie pozostają razem. A potem jest to historia Nell i jej wdowieństwa. Przyjrzenie się zakrzywiającemu się czasowi, który każe wracać do chwil spędzonych z utraconą osobą.

Doczytałam i dowiedziałam się, że autorka straciła w 2018 roku wieloletniego partnera, którym opiekowała się samodzielnie. Nie da się więc nie zauważyć, że w swoich opowiadaniach bazuje bardzo mocno na własnych doświadczeniach. Pozostałe opowiadania - te nie o Nell i Tigu dla mnie były bez wyrazu, bez pazura, za który lubię prozę Atwood. Najciekawszym było chyba to, które z lekka trąciło Opowieścią Podręcznej, ale było wyraźnie zainspirowane covidem. Ale... z drugiej strony było znanym już schematem. 

Żeby nie było tak źle - ta książka dała mi sporo do myślenia i zmieniła nieco mój stosunek do pewnych spraw. Na pewno będę chciała ograniczyć swoje "posiadanie" rzeczy :) Muszę się nauczyć lepiej z nimi rozstawać. Nie chciałabym nikogo obarczać w przyszłości sprzątaniem po mnie :) I chcę jak najwięcej nowych rzeczy doświadczać. Tak mało jest na to czasu! Więc to nie jest tak, że czegoś nie poruszyła we mnie ta książka. Po prostu... to nie była Atwood, której oczekiwałam :)

Tym razem niestety bez zachwytów. Ale nadal mam inne książki Atwood na półce, te wcześniejsze. Na pewno niedługo pojawią się na blogu, bo ostro wzięłam się za czytanie zalegających stosików. I jak mogę unikam na razie kupowania kolejnych :)

Komentarze

Popularne posty