Charmaine Wilkerson "Czarny tort"

 

O tej książce usłyszałam w kontekście serialu, który był swego czasu dosyć intensywnie promowany. A w Polsce raczej odebrany krytycznie z uwagi na treści w ruchu BLM. Przynajmniej tak wywnioskowałam z komentarzy, bo sama książka dla mnie była czymś o wiele, wiele więcej. Ale między innymi dlatego preferuję czytanie książek, a nie oglądanie ekranizacji. Bo dużo zależy od wizji samego reżysera. 

Po ośmiu latach ciszy między nimi, Byron Bennet, informuje swoją młodszą siostrę, Benny, o śmierci matki. Oboje tę sytuację przeżywają zupełnie inaczej, zranieni dogłębnie utratą ukochanej mamy, ale również murem, który wyrósł między nimi przez rodzinne niesnaski. Matka zostawiła im w spadku zamrożony czarny tort - jej dziedzictwo - z informacją, że po wysłuchaniu nagrania, które dla nich przygotowała, będą wiedzieli, kiedy zjeść ten tort. 

W tym nagraniu kobieta zdradza swoim dzieciom rzeczy, których nie zdążyła im opowiedzieć za życia przez rodzinny konflikt i próbując uszanować pamięć zmarłego męża. Opowiada im więc o losach Covey, dziewczyny z Karaibów, która jest zmuszona uciekać z wyspy podejrzana o zamordowanie swojego męża, lokalnego gangstera. Byron i Benny stopniowo dowiadują się wszystkiego o swojej matce i ojcu, o swojej historii, swoich korzeniach. 

Niesamowite, jak doświadczenie naszych rodziców, sekrety, wspomnienia, a nawet nasze nazwiska mogą wpływać na nasze relacje z ludźmi i całe życie. Jest to książka poruszająca kwestie tożsamości, więzi rodzinnych, o pogoni za domem. 

Przyznaję się, że wciągnęłam się od pierwszych stron i właściwie ciężko mi było ją odkładać na noc. Na szczęście musiałam ją odłożyć tylko raz albo dwa. Czytało się ją błyskawicznie. Autorka opisując losy jednej rodziny, ale w kontekście wielu pokoleń, stworzyła atmosferę jak w najlepszym kryminale. Chociaż na pewno kryminał to nie był :) 

Kolejna rzecz, że mamy tu zbiór doskonale skrojonych postaci. Nie idealnych. Ludzkich. Z zaletami i wadami. Ale tak charakterystycznych, że na długo zapadają w pamięć. Byron, mężczyzna w średnim wieku, żyjący z presją bycia idealnym synem, Bunny, wolny duch, poszukujący nadal swojej tożsamości i drogi, Eleanor, oddana matka, która musiała skrywać najciemniejsze sekrety, by chronić rodzinę, lojalna do samego końca. 

I żeby nie było - mocno wybrzmiewa aspekt rasistowski. Byron ze względu na kolor skóry nie może dostać awansu, na który dawno zasłużył (z drugiej strony niekoniecznie go chce, ale "należy mu się"). Wspomniane są też zatrzymania przez policję, wynikające z uprzedzeń rasowych. Ale poza tym ta książka niesie za sobą o wiele, wiele więcej. Jest o poszukiwaniu swojego głosu przez kobiety. O poszukiwaniu swojego miejsca w świecie i walce o marzenia. Jest o rodzicielstwie i na jakie poświęcenia jesteśmy gotowi, gdy walczymy o swoje dzieci. 

Dla mnie była to lektura doskonała. Byłam zachwycona. Doczytałam jeszcze, że to był debiut tej pisarki. Nie mogę się doczekać kolejnej jej książki :)

Komentarze

Popularne posty