Tricia Levenseller "Córka Królowej Oceanu"

 

Jako miły przerywnik między książkami wskoczyła Córka Królowej Oceanu, tj. druga część dwutomowej serii o przygodach Alosy. O części pierwszej pisałam tutaj. Cóż... i jest to tylko miły przerywnik, bo książkę skończyłam w jeden dzień. Tym razem jednak bez szczególnego zachwytu.

W pierwszej części Alosa, córka króla piratów, Kalligana, zostaje wysłana na statek rywali w celu zdobycia kawałka mapy prowadzącej do wyspy syren i ukrytej na niej syrenich skarbów. W drugiej części dziewczynie udaje się zdobyć trzecią część mapy i u boku ojca planuje wyprawę po bogactwo i sławę. Jednak przypadkiem odkrywa zdradę własnego ojca i każe jej to przewartościować wszystko, czego dotychczas dokonała. Zraniona Alosa wraz ze swoją załogą opuszcza twierdzę króla piratów i ruszają do wyścigu, w którym główną nagrodą jest skarb zgromadzony przez syreny, który właścicielowi pozwoli władać piratami. Jednak Kalligan depcze swojej córce po piętach, a w swojej żądzy władzy nie cofnie się przed niczym...

Fabularnie książka jest jeszcze bardziej wypełniona przygodami i akcją, niż część pierwsza. I chyba to stanowi część problemu, bo nie potrafiłam się już tak mocno wciągnąć w lekturę. Opisy walk po prostu opuszczałam, byłam nimi znudzona. Między innymi dlatego tak szybko skończyłam tę książkę. No i w momencie jak akcja była prowadzona z taką brawurą, brakło miejsca na rozwijanie postaci. I na tym książka traci najwięcej.

W pierwszym tomie Alosa ukazana była jako zaradna, inteligentna i niezwykle sprytna młoda piratka. W drugim tomie polega ona przede wszystkim na swoich syrenich umiejętnościach. Tak, jakby zapomniała o całym treningu ojca. Pojawia się nowy aspekt jej osobowości - kapitana niezwykle lojalnego wobec swojej załogi, ale temat został potraktowany pobieżnie. Riden nie wniósł nic nowego... może poza doprowadzeniem do końca wątku romantycznego. A ten nie wciągnął mnie też w pierwszym tomie... te czasy są już chyba za mną po prostu :)

A najgorsze jest to, że pojawiło się kilka interesujących wątków, które warto było rozwinąć i wówczas Córka Królowej Oceanu byłaby prawdziwą perełką. Np. magia syren i zabezpieczenia wokół wyspy skarbów. Skoro istnieją syreny to warto było pociągnąć temat innych magicznych stworzeń, których obawiał się Enwen (mocno zabobonny pirat). I najgorzej poprowadzony wątek... rodzinne więzi Alosy z syrenami. Coś, co mogło stanowić sporą wartość tej książki, zostało potraktowane mocno po macoszemu! 

Pierwsza część... podobała mi się bardzo. Druga zdecydowanie mniej. Szkoda, bo był potencjał. I dla mnie to na razie koniec z literaturą młodzieżową, przynajmniej na jakiś czas. Kolejny wpis z młodzieżówki będzie dotyczył Niekończącej się opowieści, bo właśnie zaczęłyśmy to czytać wspólnie z młodą. Na pewno będzie ciekawie!

Komentarze

Popularne posty