Liane Moriarty "Wielkie kłamstewka"

 


Obiecywałam sobie, że po tę książkę sięgnę na samym końcu. Bo oglądałam mnóstwo trailerów serialu (przed samym serialem się powstrzymywałam) i chciałam sobie zostawić największą przyjemność na sam koniec. Cóż... nie wyszło. Przeczytałam! I... po raz kolejny jestem pod wrażeniem autorki!

Trzy kobiety spotykają się na dniu otwartym w miejscowym przedszkolu. Ich dzieci będą w jednej grupie. Dwie z nich, przebojowa Madeline i skryta Celeste, przyjaźnią się już od dawna. Najmłodsza, Jane, dołącza do nich przypadkiem, gdy ratuje Madeline z opresji. Kobiety szybko zżywają się ze sobą, dzieląc się między sobą troskami i poszukując wsparcia. Tym bardziej, że środowisko rodziców przedszkolaków jest mocno spolaryzowane i wcale nie jest przyjaźnie nastawione...

Tym razem Liane Moriarty wzięła na tapetę temat przemocy. I to występujących w różnych postaciach - od przemocy między dziećmi, przyjmującej formę bullyingu, przez przemoc psychiczną, aż po przemoc domową. Temat niezwykle ważny i jakże aktualny! Wszystko zaczyna się od drobnego incydentu podczas dnia otwartego - jedna z dziewczynek oskarża syna Jane o duszenie jej podczas zabawy. Jane jest wstrząśnięta, a naznaczona własnym doświadczeniem przemocy, zaczyna podważać wszystko, co wiedziała o swoim małym synku. Sytuacja szybko eskaluje, ponieważ część rodziców tworzy petycję pod wnioskiem o wydalenie dziecka ze szkoły. A jak od tego dojść do przemocy domowej, która też jest tematem książki? Cóż... będziecie zaskoczeni! Ja nic nie zdradzam. Dużo ważniejsze jest tutaj to, jak my reagujemy na przemoc, która nas otacza. I te mechanizmy Moriarty opisuje perfekcyjnie, z chirurgiczną precyzją obnażając ludzkie słabości.

Moriarty po mistrzowsku nakreśliła sylwetki swoich bohaterek (znowu, to już nie powinno mnie dziwić, bo to moja królowa literatury psychologicznej). Madeline to czterdziestolatka o zdecydowanych i nieprzejednanych poglądach. Jest hałaśliwa i skłonna do wchodzenia w konflikty. Równocześnie jest niezwykle lojalna wobec ludzi, którymi się otacza. Stanowi spoiwo między Celeste i Jane. Jej postać ma na celu pokazać, że nie zawsze potrafimy dostrzec akty przemocy, mimo naszych własnych przekonań. Równocześnie Madeline jednoznacznie staje po stronie Jane i jej syna, kiedy powstaje przeciwko chłopcu petycja. Zachowanie rodziców ocenia jako agresywne i wysoce niesprawiedliwe. 

Celeste, skryta i zazwyczaj rozkojarzona. Próbuje żyć na uboczu i nie rzucać się za bardzo w oczy. Doświadcza przemocy ze strony męża, a jej zachowanie to idealny opis mechanizmów, które mają chronić zarówno ofiarę, jak i sprawcę. Celeste skupia się na dobrych chwilach z mężem, rozdziela jego agresję, tak jakby wynikała ona z jakiejś innej osobowości? choroby? Ciężko mi to jednoznacznie ująć, żeby dobrze wyjaśnić. Równocześnie pojawia się szereg myśli podtrzymujących tę relację - jest przekonana o tym, że sobie nie poradzi bez męża, że jest on świetnym ojcem i nie może pozbawiać swoich dzieci kontaktu z nim. Z jednej strony chce w końcu podjąć jakieś działanie, jakąś decyzję... z drugiej ciągle odkłada to na później i ma do siebie pretensje o swoją bezsilność. 

I w końcu Jane, jak już wspomniałam, naznaczona aktem jednorazowej, bezsensownej przemocy, która położyła się cieniem na całym jej życiu i kazała jej w siebie wątpić na każdym kroku. Jest szarą myszką, próbującą w żaden sposób nie rzucać się w oczy. To walka z niesprawiedliwością, która spotkała jej syna zmusza ją do wyjścia poza wyznaczone sobie ramy i pozwala jej rozwinąć skrzydła. Postać Jane ukazuje, że można ruszyć do przodu, mimo traumatycznych doświadczeń. 

Jestem głęboko zafascynowana tą autorką. Jej bohaterki są świetnie skonstruowane - nie są wyidealizowane. Potrafią być naprawdę irytujące. Takie... ludzkie. Po raz kolejny też autorka porusza niezwykle ważnych społecznych tematów, chociaż w swoisty dla siebie sposób - delikatnie, nie narzucając się czytelnikowi i pozwalając mu na własną ocenę... Ale również bezkompromisowo odkrywa najciemniejsze zakamarki ludzkiej natury. 

Bardzo, bardzo mi się podobało! Mam chyba jeszcze ze dwie książki tej autorki, ale zdecydowanie tę przyjemność będę sobie dawkować :) Tymczasem... polecam! I idę czytać kolejną książkę :)

Komentarze

Popularne posty