Erin A. Craig "Dom soli i łez"
Już niejednokrotnie zaznaczałam, że kocham baśnie. Miłością absolutną. Więc jak mogłabym się oprzeć książce reklamowej jako "mroczna baśń w stylu braci Grimm"? Cóż... nie oparłam się, a trzeba było! Niestety, tego już nie odzobaczę, więc przynajmniej tutaj skomentuję, co o tym myślę.
W nadmorskim pałacu mieszkało niegdyś dwanaście sióstr. Niestety, niedługo po śmierci ich matki, dziewczęta zaczęły po kolei tracić życie, a dwór pokrywa się w żałobie na długie lata. Tuż przed śmiercią czwartej już córki, książę żeni się z młodziutką dziewczyną z ludu. I to właśnie ona zarządza koniec wiecznej żałoby, tym bardziej, że sama spodziewa się dziecka. Księżniczki pozwalają na dopuszczenie radości do swojego życia, próbując zapomnieć o klątwie, której się obawiają i która pozbawia je po kolei życia.
To właśnie wtedy odnajdują tajemnicze drzwi, które przenoszą ich na najlepsze bale w całym królestwie. Księżniczki co noc wykradają się z domu, by brać udział w balach, a przez to nie mają sił angażować się w to, co dzieje się we dworze. Narratorka powieści (zabijcie mnie, nie pamiętam imienia, bo potem już leciałam szybko po tekście, żeby jak najszybciej skończyć) - szósta córka - zaczyna podejrzewać, że traci zmysły, bo zaczyna widzieć duchy zmarłych sióstr w najbardziej odrażających formach. Zaczyna też podejrzewać, że jej siostra nie zmarła przypadkiem, a została zamordowana. Poszukując prawdy, ryzykuje własnym życiem, ale również życiem swoich sióstr.
Generalnie opis akcji nie brzmi źle, ale wykonanie...
Na pewno jest tu silna inspiracja "Stańcowanymi pantofelkami". W mocno spaczonej formie, bo przecież cztery z dwunastu sióstr już nie żyją, a najmłodsza (w baśni ta, którą wybrał sobie na żonę biedny żołnierz) ma sześć lat. Jest też wpleciona cała masa innych wątków, które wspólnie tworzą... totalny chaos! Spróbuję to teraz jakoś rozplątać, ale przyznaję, że książki nie doczytałam dokładnie, bo dosyć szybko zaczęłam się irytować.
Mamy osiem sióstr (tych żyjących), których relacji nie potrafię określić. W jednej chwili się świetnie dogadują, są ze sobą bardzo zżyte, a w następnej... ich relacja jest opisywana tak, jakby od zawsze ze sobą rywalizowały. Nie ma jednostajności w ich charakterach i osobowościach. Dla mnie było to bardzo męczące. Mamy więc pierwszy minus: kiepska konstrukcja bohaterów, w których ciężko się wczuć, byli nudni jak flaki z olejem, a miejscami trącali ostrą psychozą.
Mnóstwo pozaczynanych wątków: relacja między szóstą siostrą, a przyjacielem z dzieciństwa, wątek romantyczny narratorki i syna kapitana (+ miłosny trójkąt wciśnięty na odczepne, żeby podkręcić emocje), badanie sprawy morderstwa czwartej siostry, bale (te we dworze i te z magicznych dzrwi) i imprezy we dworze, dziwne zachowanie ojca, ciąża macochy... w żaden sposób nie chciało się do posklejać do kupy. Autorka skakała od jednego wątku do drugiego, wplatając pomiędzy opisy przymierzania pięknych sukni, ale... trącało niechciejstwem i niedbalstwem. Ostatecznie wątki się połączyły, ale to było sztuczne i przesadzone, na siłę wciśnięte w baśniowy schemat. W tej książce działo się tak dużo złych rzeczy - i mam tu na myśli kunszt pisarski autorki - że ciężko skupić mi się tylko na jednej.
Najciekawszym elementem książki były wierzenia Ludu Soli. Tu muszę oddać ukłon w stronę autorki - to miało sens i było wciągające. Aż szkoda, że nie rozwinęła tego wątku bardziej. Myślę, że gdyby wybrała dwa z tych kilkunastu wątków, które postanowiła ciągnąć równocześnie i dodała do tego rozbudowany wątek o wierzeniach ludzi z wysp, powstałaby naprawdę fajna książka. Niestety, autorka chciała złapać kilka srok za ogon i kompletnie jej to nie wyszło. Jestem ogromnie rozczarowana tą książką.
Cóż... raczej nie przeczytam więcej nic, co wyszło spod pióra Erin A. Craig... I to nawet nie chodzi o to, że to książka młodzieżowa jest, a nie dla takich starych pryków, jak ja. Bardzo lubię książki młodzieżowe. Ta jest po prostu słaba!

Komentarze
Prześlij komentarz