Douglas Adams "Autostopem przez Galaktykę"
Mam jakieś jedenaście półek zapchanych książkami, które muszę przeczytać (zdecydowanie za dużo kupowałam w ubiegłym roku, teraz to widzę). I wiem, że powinnam sięgać po tamte, ale... nie potrafiłam się powstrzymać i tym razem zaczęłam czytać jedną z książek z listy #Top100. Ta książka zostaje na regale, więc nie jest to w ramach akcji "Wielkie czyszczenie"... Ale! Było warto na razie odłożyć porządki!
Arthur Dent nie ma najlepszego dnia. Gdy wstał rano z łóżka z ogromnym kacem, pod jego domem była już ekipa wyburzająca - w miejscu jego domu miała powstać obwodnica. No właśnie... miała. Bo resztę kiepskiego dnia Arthura uzupełniła informacja o tym, że jego najlepszy przyjaciel, Ford Prefect, jest kosmitą, który zbiera materiały do nowej edycji kompendium wszelkiej znanej wiedzy o kosmosie (przewodnik Autostopem przez Galaktykę), a Ziemia zaraz zostanie zniszczona, ponieważ znajduje się na trasie nowej międzygalaktycznej trasy szybkiego ruchu. A to dopiero początek dziwacznych przygód Arthura, który weźmie udział w poszukiwaniu zaginionej planety oraz w poszukiwaniach rozwiązania na największą zagadkę kosmosu...
Książka Douglasa Adamsa to taki trochę Lem z angielskim poczuciem humoru. Mam nadzieję, że nikt nie uzna mojego porównania za obraźliwe, ale... te nazwy maszyn i rozmowy między naukowcami... robot Marvin! To wszystko mi osobiście kojarzy się z bardzo mocno z twórczością Lema. Oczywiście... nie jestem specjalistką. Więc doprecyzowując - przypominało mi to Bajki robotów. Ale jest też spora dawka czarnego humoru - rozbijanie się o sprawy urzędowe i urzędnicza opieszałość, bezsensowna przemoc, aż w końcu... poszukiwanie sensu życia, w którym odpowiedź na najważniejsze pytanie brzmi... sami przeczytajcie! Ja nic nie zdradzam!
Arthur jako bohater niespecjalnie się wyróżnia. Jest raczej skołowany całą sytuacją, chociaż, jak się w końcu okaże, jest kluczem do wszystkiego. Chociaż fabuła książki, która doprowadza do tego kulminacyjnego momentu każe podejrzewać, że autor używał jakiegoś rodzaju wspomagania w czasie pisania... Bo na trzeźwo to raczej nie powstało! Wracając do Arthura - jest raczej przeciętnym Ziemianinem - nieco nierozgarnięty, mocno skołowany, przywiązany do swojego ziemskiego życia. W przygodach towarzyszy mu wierny przyjaciel Ford, zwariowany i brawurowy, biorący pełnymi garściami, co przyniesie mu los, a także Zephod, daleki kuzyn Forda, cierpiący na jakiś niedoprecyzowany rodzaj zaburzeń psychicznych, Trillian, pochodząca z Ziemi naukowiec, którą Zephod skusił poszukiwaniem zaginionych planet oraz Marvin, mocno depresyjny robot, który swoim wywodem potrafi doprowadzić statki kosmiczne do samobójstwa.
Akcja rozwija się wartko i w kierunku, którego absolutnie nie byłam w stanie przewidzieć. Książkę czyta się błyskawicznie i stanowi ona fantastyczną rozrywkę. Gorąco polecam! A już wkrótce sięgnę po drugą część, którą też już zdążyłam kupić. Wcześniej jednak spróbuję ogarnąć trochę książek z listy #Wielkie czyszczenie.

Komentarze
Prześlij komentarz