Ursula K. LeGuin "Czarnoksiężnik z Archipelagu"

 


Udało mi się skończyć chyba rzutem na taśmę dosłownie. Oto jest! Setna książka w roku 2021! Przyznaję się, że poszłam trochę na łatwiznę, wybierając naprawdę cienką książkę. Ale równocześnie czekała ona bardzo długo na przeczytanie. Więc... mam za sobą. 

W ogóle muszę najpierw się podzielić, jak ta książka do mnie trafiła. Jakiś rok temu brałam udział w takim łańcuszku czytelniczym - wysyłało się jedną książkę wskazanemu dziecku, a otrzymywało się trzydzieści sześć od kolejnych osób z łańcuszka (dla własnego dziecka). I wtedy moja przyjaciółka wzięła udział w tej zabawie. Niestety wiekowo jej trochę nie odpowiadało, bo chciała wysłać właśnie tę książkę. Ale zainspirowała mnie do zakupu tej pozycji dla Młodej. (Tym bardziej, że Młoda nie otrzymała niestety żadnej książki w ramach tej zabawy, a jako bonus dopowiem, że mój obdarowany otrzymał prezent tylko ode mnie... mama chłopca była trochę rozżalona i stwierdziła, że każdy tak naprawdę liczył na darmowe książki, samemu nic nie wysyłając). Ale wracając... Młoda nie wykazała większego zainteresowania - próbowała ją czytać, ale jej nie podeszła. I tak czekała sobie ta książka na mnie. I teraz ją opiszę :)

Czarnoksiężnik z Archipelagu  to tom otwierający cykl Ziemiomorze, a autorka jest zaliczana do klasyków gatunku. Jest to historia chłopca, u którego objawił się talent magiczny, dlatego trafia na nauki do mędrców na wyspie znajdującej się daleko od jego domu. Ged, bo tak na imię jest chłopcu, jest utalentowany i ambitny. Brakuje mu jednak pokory, chciałby osiągać wielkie rzeczy w krótkim czasie. Popchnięty do działania dziecinnym zakładem, sięga po zakazane zaklęcie, którego nigdy wcześniej nie trenował. I wzywa na świat dziwne, nienazwane zło, które ma go prześladować do końca jego dni. Po zakończeniu nauki Ged rezygnuje z ochrony, jaką ma na wyspie mędrców i rusza w świat, by pokornie służyć innym. Skazuje się w ten sposób na wieczną ucieczkę przed złem, które przywołał. Jego droga to życiowa lekcja o tym, że im większa moc i władza w naszych rękach, tym większa na nas spoczywa odpowiedzialność. A pychą i butą narażamy innych na niebezpieczeństwo. Ged w końcu zmierzy się z własną przeszłością, a wynik tej potyczki zaskoczy niejednego. 

Mam mocno mieszane uczucia, co do tej książki. Z jednej strony jest poważna i brutalna, dlatego na pewno nie dałabym jej przeczytać dziecku. Z drugiej strony jest nieco naiwna i infantylna, więc dla dorosłych również nie jest odpowiednia. Z trzeciej strony... nie wiem czy byłaby atrakcyjna dla młodzieży, bo jest mocno męcząca w odbiorze. A przynajmniej dla mnie była. Sama idea książki mi się podobała, ale rozwój akcji... cóż... nie przypuszczałam, że będę się tak nudzić w trakcie czytania książki, która ma nieco ponad 200 stron. I to nawet nie chodzi o to, że fabuła była nudna, bo jakby się przyjrzeć dokładnie, to mamy naprawdę ciekawy świat złożony z kilkudziesięciu wysp, z których każda jest niepowtarzalna tak naprawdę. Sam Ged również przeżywa niezwykłe przygody i zawiązuje niecodzienne przyjaźnie. A jednak... tak jakby nacisk był kładziony gdzie indziej. Akcja wlecze się tam, gdzie moim zdaniem można ją było skrócić (np. idea Wieży Imion, proces leczenia Geda, dni w wieży Srebrnej), a jest szybka tam, gdzie byłoby interesująco (np. wyspa smoków). 

Również Ged, jako bohater był dla mnie irytujący tak na dłuższą metę. Jako bohater był prowadzony dla mnie niekonsekwentnie, totalnie też nie zrozumiałam konfliktu, który doprowadził do niefortunnego wyzwania. Brakło mi jakiegoś szerszego kontekstu. Czytelnik miał po prostu przyjąć, że było wszystko dobrze pierwszego dnia, a już kolejnego pojawił się konflikt. Jako porównanie przypomniałam sobie konflikt Harry'ego Pottera i Draco Malfoy'a. Ale tam był wyraźny kontekst, co doprowadziło do wzajemnej niechęci. 

W ogólnym rozrachunku - nie byłam z tej lektury zadowolona. Zmęczyłam, bo jednak obiecałam sobie, że przeczytam te sto książek. Ale nie mogę jej polecić, bo oczekiwałam trochę więcej, zwłaszcza po tym, jak była mi tak zachwalana ta książka. Przykro mi, Ola, ale naprawdę mi nie podeszła. 

Komentarze

Popularne posty