Lisa Gardner "Znajdź ją"
Po przeczytaniu W ukryciu wpadłam trochę w szał zakupowy i kupiłam kolejne książki Lisy Gardner. I wprost nie mogłam się powstrzymać, żeby nie sięgnąć po następną. I tu popełniłam błąd, bo nie sprawdziłam kolejności, w jakiej powinnam je czytać, a jednak kolejność ma znaczenie. A teraz do książki!
Akcja Znajdź ją toczy się kilka lat po wydarzeniach z W ukryciu. D.D. Warren po postrzale obecnie pracuje na posadzie o ograniczonym zakresie obowiązków. Oznacza to, że nie może przy sobie nosić broni i nie powinna pracować w terenie (tutaj wyszedł na jaw błąd w czytaniu książek w nieodpowiedniej kolejności). Jest superwizorem zespołu śledczych, któremu wcześniej dowodziła. I naprawdę ją to frustruje. Tym bardziej, że traię niezwykła sprawa. Zostaje wezwana na miejsce zdarzenia, gdzie zastaje martwego mężczyznę oraz kobietę, która go zabiła - nagą i ze skrępowanymi dłońmi. Kobietą jest Flora Dane, która pięć lat wcześniej była ofiarą porwania, a od porywacza uwolniła się dopiero po ponad roku gehenny. Teraz Flora na własną rękę poszukuje zaginionych osób, ma na tym punkcie obsesję. Jednak po raz pierwszy posunęła się do zabicia człowieka, czuje się jednak usprawiedliwiona, ponieważ mężczyzna, którego zabiła, zaatakował ją jako pierwszy. D.D nie wie zupełnie co myśleć o Florze, tym bardziej gdy wychodzi na jaw, że dziewczyna zaangażowała się w poszukiwanie studentki, której zaginięciem żyje cały Boston. I wtedy Flora znów znika, a D.D. niemal natychmiast orientuje się, że została ponownie porwana. Zaczyna się wyścig z czasem.
Fabularnie naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Okazuje się, że Znajdź ją to ósmy tom cyklu o D.D. Warren. A jednak akcja jest wartka, a czytelnik utrzymany w stanie napięcia i oczekiwania. Zwroty akcji są zaskakujące, podobnie jak ostateczne rozwiązanie. Co prawda w którymś momencie zaczęłam mieć podejrzenia, kto jest sprawcą, ale zaskoczeniem były powiązania między sprawami, które wcześniej wydawały się być totalnie oderwane od siebie. Jak na ósmy tom nie czuć zmęczenia materiału (chociaż na razie przeczytałam tylko drugi i ósmy).
Podobała mi się też konstrukcja psychologiczna bohaterów. Był co prawda jeden zgrzyt, ale o tym za chwilę. Najpierw wezmę na warsztat Florę. Myślę, że autorka poświęciła sporo czasu na research i na ile potrafiła, oddała stan psychiczny osoby, która została porwana. Dosyć łatwo było mi się wczuć w sytuację Flory (nie żebym miała porównanie, ale opis był bardzo obrazowy), potrafiłam zrozumieć jej motywy działania oraz sposób myślenia. Lisa Gardner naprawdę nieźle oddała mechanizmy obronne ofiary przemocy oraz wpływ traumy na późniejsze życie człowieka. Trochę mniej (to właśnie ten zgrzyt), podobała mi się konstrukcja D.D. Warren. Wydała mi się nieco... niekonsekwentna w porównaniu do drugiego tomu. Ale żeby mieć pewność co do tego wniosku, to najpierw przeczytam wcześniejsze. Zaraz po Nowym Roku planuję zacząć czytać pierwszy tom cyklu, więc będę miała więcej spostrzeżeń.
Jedyne co mi przeszkadzało jeszcze to niektóre mylne tropy zostały wciągnięte w fabułę na siłę, tak jakby autorka jeszcze chwilę chciała się pobawić z czytelnikiem. Ale działo się to w momencie, kiedy czytelnik już spodziewał się, jakie będzie zakończenie, więc wyszło nieco sztucznie. A może przeczytałam za dużo kryminałów... :)
Mimo wszystko - książka podobała mi się bardzo i czytało mi się ją bardzo szybko. Właściwie ciężko mi się było oderwać, żeby zabrać się za coś bardziej konstruktywnego w domu. Dlatego zdecydowanie polecam!
Oficjalnie jest to moja dziewięćdziesiąta dziewiąta książka w tym roku! Może jeszcze mi się uda przeczytać setną? Do dzieła!

Komentarze
Prześlij komentarz