GS Locke "Neon"
Nie wiem, co mnie podkusiło, że kupić tę książkę. Już opis zalatywał kiepską literaturą, ale ja stwierdziłam, że no nie... muszę przeczytać. I tym samym skazałam się na totalnie męki. Już po pierwszych stronach byłam sobą poirytowana, ale skoro już wydałam pieniądze, to stwierdziłam, że muszę przeczytać. Nawet jeśli robię to ostro po łebkach.
Inspektor Matt Jackson był głównodowodzącym w śledztwie w sprawie seryjnego mordercy nazywanego Neonem, który znany jest z eksponowania ciał swoich ofiar jako iluminowanych instalacji artystycznych. Był, ponieważ ofiarą mordercy pada jego żona, a on staje się podejrzanym o jej zabicie. Odsunięty od śledztwa, tęskniąc za ukochaną żoną, topi smutki w alkoholu i wynajmuje płatnego zabójcę, który ma zakończyć jego cierpienie.
I tu zaczyna się najdziwniejszy wątek. Jego znajomy, nie mogąc patrzeć, jakim wrakiem człowieka się stał, udostępnia mu dowody zebrane na miejscu morderstwa jego żony. I Matt dokonuje przełomu w śledztwie. I to w dniu zrealizowania kontraktu z płatnym zabójcą... I... uwaga! Zmienia kontrakt! Najmuje swoją zabójczynię do ścigania Neona, a po złapaniu mordercy, miałaby zabić Matta. (Dlaczego w tym miejscu nie zapaliła mi się czerwona lampka?!)
Wydawca obiecuje grę psychologiczną między Mattem, płatną zabójczynią oraz seryjnym mordercą. I teraz już wiem na pewno, że to się po prostu nie mogło udać.
Książka jest napisana po prostu źle... Albo kiepsko przetłumaczona, chociaż ciężko mi sobie to wyobrazić. Matt Jackson wcale nie fascynuje jako główny bohater. Jest po prostu męczący. Nijaki, niezbyt inteligentny. Żeby ruszyć ze śledztwem potrzebuje pomocy płatnej zabójczyni, która ma za sobą ciężką przeszłość. Nie świadczy to zbyt dobrze ani o jego inteligencji, ani o profesjonalizmie zawodowym. Ten wątek jest szyty tak grubymi nićmi, że nawet nie dziwi fakt, że policjant doskonale wie, pod jaki numer zadzwonić, żeby zlecić kontakt płatnemu zabójcy. To znaczy... mnie najpierw to zdziwiło, a potem zaczęłam czytać dalej i już przestało. Druga rzecz, która się nie trzyma kupy to fakt, że ta zabójczyni jest tak nieudolna, że dała się złapać na robocie. I jej nie dokończyła, mimo zlecenia opłaconego z góry! Serio?! Kolejnych już nawet mi się nie chciało wypisywać. To było zbyt żenujące.
W ogóle miała być taka gra psychologiczna, a bohaterowie tej książki, włącznie z seryjnym mordercą, są po prostu nudni. Miałcy. Fatalnie skonstruowani pod względem psychologicznym. Nie ma nikogo, kto by się wyróżniał. Gra psychologiczna? Bohaterowie poruszają się między sobą jak dzieci we mgle. Coś, co miało być budowaniem napięcia między policjantem, a mordercą jego żony jest po prostu żenująco nudne. Pod tym względem książka jest strasznie infantylna. Cała intryga jest w ogóle do chrzanu przez to.
Dialogi są kretyńskie, puste. Wprowadzone chyba tylko po to, żeby zapełnić strony. Powtarzające się motywy, sztuczne rozmowy... Porażka.
I gwóźdź do trumny - zakończenie. Na tym etapie nie spodziewałam się już niczego dobrego. A było jeszcze gorzej! Bardzo w stylu opery mydlanej, dramatyzm podkręcony kilkukrotnie i krwawy finisz. I brednie o odnalezieniu celu w życiu... Brakuje mi epitetów, które nie byłyby wulgarne, żeby podsumować to wszystko.
Dno i głęboko, głęboko w muł. Nie polecam. Nie czytajcie, szkoda czasu.

Komentarze
Prześlij komentarz