Neil Gaiman "Koralina"
Przyznaję się bez bicia, że chcąc dobrnąć do setki w tym roku, musiałam trochę oszukać system. Znaczy się, że sięgnęłam po cienką książkę, którą byłam w stanie skończyć w ciągu jednego dnia. Na warsztat wrzucam więc Koralinę!
Koralina, wraz z rodzicami, przeprowadza się do nowego mieszkania. Za kilka dni ma zacząć szkołę, a obecnie czuje się osamotniona i trochę się nudzi, ponieważ jej rodzice są głównie zajęci pracą. Dzień po przeprowadzce poznaje sąsiadów - dwie starsze panie, niegdyś aktorki, oraz starszego pana, który nocami tresuje swoje myszy do pokazu cyrkowego. Zwiedza również dokładnie dom. Naliczyła już dwadzieścia jeden okien oraz czternaścioro drzwi, z których trzynaście otwiera się normalnie, a czternaste są zamknięte na klucz. Za nimi znajduje się ceglana ściana - przynajmniej do dnia, kiedy Koralina otwiera je i odkrywa przejście do innego domu.
Na początku nowo odkryte mieszkanie wydaje się być cudowne - jest kopią jej własnego, tylko jest lepsze. Na obiad dostaje same ulubione potrawy, ubrania w szafie są tymi wymarzonymi, a zabawki są o wiele ciekawsze. Jednakże w nowym domu są też drudzy rodzice, którzy chcieliby, żeby Koralina została ich córeczką już na zawsze. Dziewczynka przekonuje się, że miłość może mieć różne oblicza, a nieidealny świat może być o wiele lepszy od idealnego...
Przyznaję się, że książki do tej pory nie czytałam, ale byłam już po lekturze komiksu (jakieś 10 lat temu) i seansie filmowym. Jednak, jak to zwykle bywa, książka podobała mi się o wiele bardziej. Neil Gaiman po raz kolejny stworzył duszną atmosferę w powieści, gdzie czytelnik spodziewa się w każdej chwili, ze zaraz coś wyskoczy zza rogu. Napięcie rośnie stale i miarowo, a akcja rozwija się zaskakująco.
Pod tym względem muszę uznać wyższość Gaimana nad Kingiem - King świetnie prowadzi czytelnika do momentu kulminacyjnego, aż przegina i klimat siada. A Gaiman dawkuje napięcie, utrzymując czytelnika w gotowości, ale nawet jak już następuje moment kulminacyjny, to można się spodziewać, że wydarzy się coś jeszcze. Podobne wrażenia miałam po lekturze Oceanu na końcu drogi, Gwiezdnego pyłu i obecnie. No i zakończenie nie jest przeciągane sztucznie, za to czytelnik pozostaje w lekkim niedosycie.
Koralina to znudzona dziewczynka, która czuje się osamotniona, ponieważ jej rodzice poświęcają jej mało czasu i uwagi. Czuje się niesłuchana, dlatego zdarza jej się mówić rodzicom niestworzone historie, żeby tylko sprawdzić, czy uważają. Równocześnie w czasie swojej przygody przekonuje się, że mimo ich przepracowania, pamięta sytuacje, w których jej rodzice byli jej w pełni oddani i pokazywali, jak bardzo ją kochają. A miłość do drugiego człowieka zdecydowanie różni się od miłości do rzeczy, którą chcemy posiąść.
Gaiman wplótł też ważne przesłanie do Koraliny, będącej mimo wszystko książką dla dzieci (chociaż zastanawiałabym się, czy dać ją jakiemuś dziecku do czytania). Autor, ustami taty Koraliny, mówi nam, że odważny jest ten, kto mimo strachu, potrafi zrobić coś, czego się obawia. I to właśnie te słowa motywują dziewczynkę do działania. To przesłanie podobało mi się najbardziej z całej książki. Zwłaszcza, że w literaturze rzadko spotyka się takich bohaterów, jak Koralina.
Książkę polecam! Ale, jak już wspomniałam, zastanawiałabym się, czy dać ją do czytania dziecku. Ja bym raczej nie dała. Poczekam, aż Młoda skończy trzynaście lat. Może wtedy będzie gotowa...
No... oficjalnie do setki zostały mi jeszcze dwie książki. Więc uciekam czytać!

Komentarze
Prześlij komentarz