Louisa May Alcott "Małe kobietki"
Klasyk literatury amerykańskiej, o którym wiedziałam... tylko dlatego, że jestem ogromną fanką Przyjaciół i Małe kobietki to ukochana książka serialowej Rachel. Ale... jest lista do zrealizowania, więc i książka została przeczytana! W towarzystwie Młodej, jako lektura na dobranoc, więc trochę nam się zeszło.
Małe kobietki to historia czterech sióstr: Meg, Jo, Beth i Amy, córek zubożałego pastora. Poznajemy je w czasie, gdy ich ojciec pełni służbę wojskową, a dziewczęta wraz z matką ciężko pracują na utrzymanie rodziny. Książka to rok z życia rodziny Marchów oraz ich sąsiadów, pana Lawrence'a i jego wnuka, Laurie'ego. Ten rok to czas dojrzewania oraz budowania własnego charakteru dla dziewcząt, chociaż każda robi na swój sposób oraz we własnym temie.
Meg, młoda piękność, dla której ważne są nowe suknie oraz prezencja. Jest oddana siostrom, ale skrycie marzy o wygodnym życiu, w którym nie musiałaby się martwić o pieniądze na własne przyjemności. Równocześnie ciężko pracuje jako guwernantka, chociaż nie przepada za swoją pracą. W ciągu roku nauczy się, co jest prawdziwym skarbem człowieka, źródłem jego szczęścia.
Jo, narwana i impulsywna, wszędzie jej pełno i jest bardzo głośna. Często ma postrzelone pomysły i odwagę, żeby je realizować. Jej marzeniem jest, aby móc się samodzielnie utrzymać z własnego pisania i sporo czasu poświęca na rozwijanie swojej pasji. Ona musi się nauczyć, jak powściągać emocje, które popychają ją do nieprzemyślanych decyzji.
Beth, skromna i pokorna. Dziewczynka pełna lęków i obaw, chorobliwie nieśmiała. Niezwykle wrażliwa na krzywdę innych, nawet jeśli krzywda dzieje się np. lalkom. W ciągu roku nauczy się pokonywać własne ograniczenia wynikające z lęku.
Amy, najmłodsza i samolubna, która bywa mściwa, gdy czuje, że ktoś postąpił wobec niej niesprawiedliwie. Lubi skupiać na sobie uwagę otoczenia. Ona z kolei nauczy się pokory oraz myślenia o innych.
Oprócz tego dziewczętom towarzyszy pani March, ich matka, będąca równocześnie ich nauczycielką, mającą dla każdej życiowe lekcje, które pozwolą im wzrastać i rozwijać charakter. Jest również pan Lawrence z sąsiedztwa, surowy dziadek, a równocześnie oddany przyjaciel rodziny, gotów pomagać w każdej chwili. I Laurie, łobuz, na którego towarzystwo dziewcząt ma zbawienny wpływ, szczególnie towarzystwo Jo, jego oddanej przyjaciółki.
Mamy więc galerię interesujących bohaterów, których rozwój widzimy w trakcie lektury książki. Opisywane wydarzenia są zarówno smutne, jak i wesołe. Ukazują, że każde doświadczenie jest cenne i ma wpływ na nasz charakter.
Autorka, L.M. Alcott, w powieść Małe kobietki wplotła sporo wątków autobiograficznych. Jo jest wzorowana na niej samej, dlatego w powieści jest jej najwięcej. W ogóle samo to mnie do książki mocno przyciągnęło. I nawet Młoda się zainteresowała, bo też zauważyła, że Jo zdecydowanie najczęściej się pojawia w trakcie przygód (przy okazji wzbudza najwięcej sympatii, bo jest narwana i zabawna).
Nieco bardziej krytycznie podchodzę do samej wartości książki. Jest mocno amerykańsko-purytańska. Nie jest to tak irytujące jak w przypadku Ośmiorga kuzynów - tam to było ewidentne przegięcie. Ale też mamy kształtowanie postaw godnych młodych kobiet, częste odwołania do Boga i przeznaczenia. Nawet jeśli dziewczęta zapracowały na coś same, oddają to opatrzności "Przyjaciela". Tyle tylko, że sama pani March jest nieco bardziej postępowa w wychowywaniu córek. Uczy je samodzielnego myślenia, wyrażania własnego zdania oraz osiągania niezależności poprzez ciężką pracę.
Czy warto przeczytać? Myślę, że tak. Młoda chce czytać wspólnie kolejne części, więc podejrzewam, że za jakiś czas coś się pojawi tutaj o Dobrych żonach. A tymczasem... uciekam czytać kolejną książkę!

Komentarze
Prześlij komentarz