Gabriela Anna Kańtor "Trzecia miłość Marianny Orańskiej"
W tym roku byliśmy na wakacjach w okolicach Kłodzka. Zwiedzając różnorodne atrakcje odwiedziliśmy między innymi pałac Marianny Orańskiej. Gdyby nie to, nigdy bym nawet nie zwróciła uwagi na premierę jej fabularyzowanego życiorysu. Ale teraz już wiem, że Marianna była postacią fascynującą i zdecydowanie warto było się nią zainteresować.
Marianna Orańska była królewną niderlandzką, jedyną córką pierwszego króla Niderlandów. Była pewna siebie inteligentna, zdeterminowana. Jako kobieta zdecydowanie wyprzedzała swoje czasy, w których kobiety raczej żyły w cieniu swoich mężów. W okolicach Dolnego Śląska nadal się pamięta o dobroczynności Marianny - ponieważ były to tereny, które odziedziczyła po matce, bardzo je kochała i starała się wspierać lokalną gospodarkę. M. in. zapoczątkowała turystykę w okolicach Śnieżnika, otwierała szkoły, dawała zatrudnienie w swoich majątkach okolicznym mieszkańcom. Historia jej życia jest jednak tragiczna.
Pierwszą miłością Marianny był szwedzki królewicz, syn obalonego kilkanaście lat wcześniej króla. W związku z obawami, że szuka on poparcia, by odzyskać utracony tron, nie pozwolono na ich ślub, pod groźbą wojny z Rosją. Za to dosyć szybko doprowadzono do ślubu Marianny z jej kuzynem od strony matki, Albrecht Pruski. Małżeństwo szybko ją jednak rozczarowało - mąż notorycznie ją zdradzał i robił to otwarcie. Dlatego po kilkunastu latach małżeństwa, Marianna wniosła do pruskiego króla o zgodę na separację, a z czasem o rozwód. Rozwody zdarzały się wówczas naprawdę rzadko (mówimy o drugiej połowie XVIII w.), a w rodzinach królewskich w ogóle do nich nie dochodziło. Marianna jednak była zdeterminowana, aby nie podzielić losu własnej matki, której mąż również utrzymywał zażyłe relacje z jej własnymi damami dworu.
Jednak najbardziej kontrowersyjną była trzecia miłość Marianny, pochodzący z ludu Johannes van Rossum, który w ciągu lat służby u niej, został z czasem jej osobistym sekretarzem i doradcą. Ich związek wywołał ogromny skandal, tym bardziej, że Marianna urodziła mu nieślubnego syna, którego na dodatek postanowiła zostawić przy sobie. To sprawiło, że obie rodziny królewskie, niderladzka i pruska, odwróciły się od niej.
Jej życiorys do tej pory mnie fascynuje i chętnie przeczytam jeszcze jakąś publikację na jej temat, ale teraz parę słów o tej, którą już przeczytałam. Po raz kolejny tak bardzo czekałam na jakąś książkę i już się cieszyłam, że ją mam w domu... i po raz kolejny się rozczarowałam. Autorce muszę oddać jedno - poświęciła sporo czasu na czytanie źródeł i fantastycznie oddała sytuację polityczną tamtych czasów oraz kontekst historyczny losów Marianny. Za to ogromny szacunek. Ale dalej... dalej to już była równia pochyła.
Zacznijmy od tego, że tej książki chyba żaden edytor na oczy nie widział. A jeśli widział, to należałoby go zwolnić, bo wyraźnie nie zna się na swojej robocie. W książce mamy trzech narratorów: Mariannę, jej matkę i narrację trzecioosobową. I nie byłby to problem, gdyby byli oni wyraźnie zaznaczeni. Niestety w Trzeciej miłości Marianny Orańskiej przeplatają się oni między sobą w sposób chaotyczny i płynny. W jednym akapicie mówi Marianna o swoich odczuciach, potem jest narracja trzecioosobowa przytaczająca kontekst historyczny, potem Marianna to potwierdza, z czasem zaczyna się rozmowa między nią i matką, ich wspólne wspomnienia. Kilkukrotnie następowało przemieszanie narratorów na jednej stronie, w jednolitej kolumnie tekstu. Masakra. Bałagan i totalny chaos, który dezorientuje czytelnika.
Druga rzecz to niepoukładana linia czasowa. Wydarzenia się mieszają i plączą ze sobą. Autorka najpierw zaczyna od przemowy matki do Marianny, a potem nagle wyjeżdża opis dokładnego dzieciństwa tejże matki. Musiałam to kilka razy przeczytać, żeby zrozumieć. Później jest tylko większy chaos, który sprawia, że czytelnik już nie wie, jakie wydarzenia nastąpiły po sobie. Pod koniec książki robi się trochę łatwiej, kiedy już większość rodziny Marianny nie żyje i autorka skupia się tylko na niej. Ale np. totalnie nie zrozumiałam rozwoju relacji między Marianną i Johannesem, bo z jednej strony jest scena, w której się całują, a potem on się zachowuje jak nieprzytomnie w niej zakochany, ale z uwagi na jej pozycję społeczną wie, że nie może się do niej zbliżyć. A potem ona nagle mu mówi, że będzie miała jego dziecko...
W skrócie - gdybyśmy najpierw nie odwiedzili pałacu Marianny i nie posłuchali przewodniczki, która dosyć szczegółowo opowiedziała jej życie, to bym nic nie zrozumiała z książki, którą właśnie przeczytałam.
Miejscami też raziła mnie infantylność niektórych tekstów. Jak z taniego romansidła. Niestety, to jest kolejny raz, kiedy fabularyzowana biografia postaci, która mnie historycznie interesuje, jednak mnie rozczarowuje.
Jeśli chodzi o książkę Trzecia miłość Marianny Orańskiej to jestem na nie. Będę musiała poszukać jeszcze jakiejś innej pozycji, bo to postać mocno inspirująca i fascynująca. Nawet mój mąż był zaciekawiony kobietą, którą było stać na zakup kilku wiosek, bo akurat miała taki kaprys :) A równocześnie miała smykałkę do interesów, nieustannie powiększając swój majątek oraz polepszając byt mieszkańców swoich wsi.
Tymczasem zabieram się za kolejną książkę, byle szybciej zapomnieć o tej, która wyszła spod pióra pani Kańtor.

Komentarze
Prześlij komentarz