Eric Frank Russel "Osa"
Brakowało mi ostatnio książek z fantastyki do poczytania. Skusiłam się więc na premierę wydania, które w oryginale ukazało się już dawno temu, ale dopiero teraz pojawiło się w polskim przekazie. Z tym autorem jeszcze nie miałam do czynienia, tym bardziej byłam więc zainteresowana.
James Mowry zostaje wysłany na planetę wrogich ludziom Syrijczyków jako tajny agent. Jego zadaniem jest narobić jak najwięcej zamieszania według idei, że mała osa jest w stanie zmusić większych od siebie do działania. Dlatego Mowry ma zostać osą i dezorientować wroga swoimi działaniami partyzanckimi, podczas gdy Terranie prowadzić będą działania wojenne.
Osa to przykład starej dobrej fantastyki. Jest klasycznie i... mocno w klimatach socjalistycznej dyktatury. Tak, jakby Orwell i Lem mieli razem dziecko. Serio - były fragmenty, że widziałam tam klimaty Lema (klimaty, bo się jednak nie umywa... ale o tym za chwilę), chociaż zdecydowanie większą inspirację stanowił Orwellowski Rok 1984.
James Mowry to młody mężczyzna, zaledwie 26-letni, który odbywa przyspieszone szkolenie na agenta Terry. Jego głównym atutem jest to, że przez pierwsze lata życia wychowywał się na głównej planecie Syrijczyków i zna biegle ich język. Jego fizjonomia również ułatwia podszycie się pod wroga. Zostaje zrzucony na jedną z granicznych planet i zaczyna siać tam zamęt, rozlepiając nalepki nieistniejącej formacji politycznej - Dirac Angestun Gesept, która przeciwstawia się wojnie prowadzonej z Terrą. Z czasem sięga również po inne działania, które przypisuje tej organizacji. James jest sprytny i inteligentny, chociaż jego motywacja jest niejasna. Wydaje się, że bardziej zależy mu, żeby nie wpaść, żeby inny agent nie musiał go zastępować.
Książka ma raptem 200 stron, więc klimat szybko robi się duszny i pełen podejrzeń, a główny bohater ma coraz większą trudność, żeby pozostać na wolność. Ale dzięki temu wie, że jego działania są skuteczne. Jest też liźnięty aspekt psychologiczny - James źle znosi samotną partyzantkę, zaczyna mieć paranoję, ciężko mu podbudować morale.
To z plusów :) A minus?
Znalazłam tak naprawdę jeden. Jest to klasyczne, stare sci-fi. Ale... brakuje mu polotu. Przygody Jamesa są wciągające i czyta się je przyjemnie. Ale jak na to, że akcja dzieje się w dalekiej przyszłości, to sama książka jest mało... futurystyczna. Np. James wysyła listy, które mają zmylić wroga, napisane na maszynie. I to wysyła je pocztą! W momencie, jak Lem już wcześniej opisywał złożoną maszynerię przyszłości, Russel się za bardzo nie wysilił. Ważniejszy był opis partyzanckiej walki z wrogiem z kosmosu. Niestety, w obecnych czasach rozwoju technologicznego oraz przy obecnych książkach futurystycznych... czegoś w Osie mi brakło.
Mimo to, książka mi się naprawdę podobała i z przyjemnością ją przeczytałam. Ale raczej nie powtórzę przygody z twórczością Russela. Nie moje klimaty na dłuższą metę.

Komentarze
Prześlij komentarz