Walter Tevis "Gambit królowej"

 

Tym razem w pełni świadoma, że serial powstał na bazie książki, postanowiłam zacząć najpierw od oryginału, a dopiero potem obejrzeć serial. Teraz już wiem, że nieprędko zobaczę ekranizację... A to dlatego, że książka dosłownie wbiła mnie w fotel. Nie zdarzyło mi się już dawno, żebym przeczytała książkę w ciągu jednego dnia. Nie takiej grubości i nie czytaną strona po stronie. Żeby ogarniać jakieś życiowe sprawy musiałam zawrzeć ze sobą układ, że po zrobieniu jednej rzeczy będę mogła przeczytać jeden rozdział. 

USA, czasy zimnej wojny. Beth Harmon traci matkę w wypadku samochodowym w wieku 8 lat i trafia do sierocińca. Jest dziewczynką absolutnie przeciętną, cichą i wycofaną. Ale to właśnie tam uczy się grać w szachy od gburowatego woźnego i uzależnia się od leków uspokajających, podawanych wychowankom w celu "wyrównania nastroju". 

Mijają kolejne lata, aż Beth zostaje adoptowana. Przybrana matka pozwala dziewczynce grać w szachy, a nawet zaczyna ją wspierać, gdy okazuje się, że może zdobyć nagrody pieniężne za wygraną w turniejach szachowych. Beth powoli wzrasta na gwiazdę środowiska szachistów, a jej życie zaczyna się toczyć tylko wokół turniejów. 

Czasy, w których toczy się akcja książki nie były łatwe dla kobiet. A już szczególnie w świecie szachów. Jednak takiej miłości człowiek nie wybiera sam i Beth staje sama do walki z uprzedzeniami i stereotypami. Frustruje ją fakt, że zamiast widzieć w niej utalentowaną szachistkę, świat wokół niej dostrzega jedynie, że jest dziewczynką.

Co mnie w tej powieści poruszyło do głębi to aspekt psychologiczny. Jest to fantastyczne wręcz studium osoby, której własny talent jest dla niej zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Beth żyje w granicach jasno wytyczonych przez jej pasję i nie pozwala sobie na to, żeby kogokolwiek do siebie dopuścić, chyba że czerpie z tego jakąś korzyść. Nie da się zaprzeczyć, że dziewczyna ma niesamowity talent do szachów, jednak polegając tylko na tym nie jest przyzwyczajona do rozwijania go i treningu, a porażki wynikające z braku przygotowania wzbudzają w niej ogromną frustrację i sprawiają, że natychmiast zaczyna wątpić w siebie. A to z kolei pcha ją w ramiona nałogu - alkoholizmu i narkomanii. Trudności w nawiązywaniu relacji z innymi są wymówką do ucieczki w szachy... i tu koło się zamyka. A Beth tkwi w tej spirali całymi latami. Z czasem dochodzi też ogromny lęk czy alkoholem i pigułkami nie niszczy jedynej rzeczy, którą posiada i która jest dla niej źródłem pozytywnych uczuć do siebie samej (gdy wygrywa). Jednak dziewczyna nie potrafi się zmierzyć z własnymi demonami - woli jako przeciwnika traktować tych szachistów, którzy pokonali ją w rozgrywce lub wymusili na niej remis. To podejście jednak również odbija się na jej zdrowiu - grę rozpoczyna zawsze mocno zestresowana, ze strachem. 

Wisienką na torcie są mistrzowsko opisane partie szachowe, które urastają do rangi emocjonującego pojedynku. Czyta się to z wypiekami na twarzy i gdzieś umyka fakt, że zdarza się, że jeden z przeciwników planuje swój ruch przez 45 minut. Człowiek ma też wrażenie, że wystarczy, że sięgnie po szachy i jest w stanie nauczyć się gry. Gdybym nie wiedziała już, że jestem beznadziejna w szachach, to pewnie też bym w to uwierzyła. 

I generalnie dlatego właśnie nie będę w stanie obejrzeć serialu w najbliższym czasie. Nie po tych emocjach przeżytych wraz z książką. Gdzie razem z Beth wpadłam w spiralę nienawiści do samej siebie, a potem wspólnie z nią przeżywałam jej powrót do gry i walkę o samą siebie. Gdzie pierwszym punktem zwrotnym było zobaczenie młodszej wersji siebie i dostrzeżenie, że bycie Złotym Dzieckiem jest sprytną pułapką, w którą łatwo się wpada. A drugim, że rywalizacja nie musi być sensem naszego życia - najważniejsze jest czerpanie radości z własnej pasji. 

Moim osobistym zdaniem "Gambit królowej" powinien się znaleźć na liście 100 książek, które warto przeczytać. Myślę, że swoje miejsce mógłby oddać chociażby "Dziennik Bridget Jones". Może kiedyś. 

Komentarze

Popularne posty