Olga Tokarczuk "Prawiek i inne czasy"
Do książek Tokarczuk zawsze podchodziłam z rezerwą. Moi
znajomi albo je bardzo lubili albo... bardzo im się nie podobały. Główną
motywacją do lektury „Prawieku” był plakat z listą. I już teraz wiem, że do
Tokarczuk jeszcze wrócę, chociaż mam wrażenie, że jej książki są do
przeczytania tylko raz.
Wszystko zaczyna się od Prawieku, małej wsi, położonej w
centrum Polski. Jej mieszkańcy są przyzwyczajeni do ciężkiej pracy i do
akceptowania rzeczywistości taką, jaką jest. A akurat trwa pierwsza wojna
światowa i do rosyjskiego wojska zostaje zwerbowany Michał Niebieski. Jego żona,
Genowefa, nie ma nawet czasu mu powiedzieć, że jest w ciąży. Kolejne lata będą
dla niej walką o przetrwanie w czasie oczekiwania na powrót męża. Losy jej
rodziny, szczególnie jej dzieci, splotą się z losami Kłoski, bezdomnej kobiety
uciekającej od społeczeństwa, mądrej mądrością natury. Miną kolejne lata, a
Prawiek znajdzie się na linii frontu walk nazistów z wojskami radzieckimi, a
następnie nastanie zupełnie nowa rzeczywistość.
Dla podkreślenia kontrastu dziejów mieszkańców wsi, autorka
pokazuje jeszcze perspektywę miejscowego właściciela, dziedzica Popielskiego,
który jest dobrym gospodarzem, z czasem jednak nudzi go życie na wsi, a później
wojenna i pojawienie się nowej władzy w Polsce, zmusza go do całkowitej zmiany
stylu życia.
Tokarczuk zgrabnie opisuje trudne wydarzenia w historii
Polski, jakby muśnięcia na życiu ludzi z Prawieku. Niektórych jednak te
muśnięcia dotkną mocniej, innych mniej. Gdzieś w tym wszystkim znalazło się
przede wszystkim miejsce na opisanie zwykłego życia – z jego radościami i
smutkami, układaniem priorytetów, miłości, poszukiwaniu sensu, wierze... a przede
wszystkim o przemijaniu. Śmierć jest naprawdę ważną częścią książki, a autorka
zmusza czytelnika do pochylenia się nad własnym życiem i zastanowieniem, w jaki
sposób chciałby przeżywać swoją śmierć. W sumie więc ogólny przekaz książki
jest bardzo uniwersalny, ponadczasowy.
Muszę też przyznać, że początkowo sposób prowadzenia narracji
był dla mnie wyjątkowo męczący. Przez kilka pierwszych rozdziałów nie mogłam
się w czuć w styl Tokarczuk, w naiwne opisy przeplatane magią i wierzeniami
słowiańskimi. Z czasem jednak to okazało się być dla mnie najpiękniejszym
elementem książki. Rozważania na temat istoty wiary, stworzenia świata,
odwołanie do mądrości ludowej... Musiałam się po prostu mocno wczytać.
Ostatecznie odbiór książki mam mocno pozytywny. Myślę, że
każdy jest w stanie wyciągnąć z tej książki coś dla siebie. Niektórzy będą
zniecierpliwieni religijnymi przemyśleniami (bo i z takimi opiniami się
spotkałam), dla mnie, osobiście ciągle poszukującej, była to ważna część
książki. Postacie poprowadzono w taki sposób, że może nie zgłębiano się bardzo
w ich psychikę (a dla mnie osobiście jest to ważny aspekt budowania bohatera),
jednak sposób w jaki radzili sobie z przeciwnościami losu i budowali relacje z
innymi pokazywał głębię danej osoby i pozwalał na jej interpretację. To też mi
się podobało. Angażowało mnie, jako czytelnika.
Na pewno jednak po tą książkę nie sięgnę zbyt prędko po raz drugi. Może nigdy. Mam przeczucie, że wiele z niej zostało ze mną po zakończeniu lektury. Na pewno jednak to nie jest koniec mojej przygody z Tokarczuk, chociaż patrząc na stertę książek do przeczytania, która systematycznie rośnie, zamiast maleć... nieprędko to nastąpi.


Komentarze
Prześlij komentarz