Karine Giébel "Czyściec niewinnych"

 

Od zawsze uwielbiałam czytać i czytałam bardzo dużo. Byłam jednym z nielicznych dzieciaków, którym bibliotekarka pozwalała raz w tygodniu pożyczyć kilkanaście książek i miała pewność, że przeczytam wszystkie i zwrócę je jeszcze przed terminem. A potem nadszedł czas, że mogłam zacząć czytać takie książki, jak moja mama. I tu się dopiero zaczęła zabawa! Żeby zdobyć książkę urządzałyśmy prawdziwe podchody. Ja jej zabierałam w nocy (bo kładła się spać przed 22:00), a ona zabierała mi, jak tylko wstała. I czytałyśmy na wyścigi. Stąd dużym sentymentem darzę Norę Roberts - to jej książki wyrywałyśmy sobie najbardziej... chociaż jak kupiłam sobie jakąś książkę Nory ostatnio to nie byłam w stanie jej przetrawić. Dlatego też, jak moja mama poleciła mi pożyczony z biblioteki "Czyściec niewinnych", jako naprawdę rewelacyjną książkę, którą właśnie czytała drugi raz... dosyć oczywistym było, że jej go ukradnę i wywiozę 300 km dalej, gdzie teraz mieszkam. 

Raphael wraz ze swoim bratem Willem oraz dwójką wspólników decydują się na skok stulecia - okradają znanego jubilera. Jednak nie wszystko idzie po ich myśli i grupa musi szybko opuścić Paryż. Jednak Will jest ranny, a jego starszy brat jest gotów na absolutnie każde poświęcenie, żeby go uratować. I wtedy znajdują panią weterynarz, Sandrę, którą terroryzują w jej własnym domu i zmuszają do opieki nad Willem. Nie wiedzą jednak, z jakim przeciwnikiem przyjdzie im się zmierzyć. Sandra wcale nie jest bezbronną, kruchą i przestraszoną kobietą. Mając świadomość, że jej mąż niedługo wróci do domu z wyjazdu, rozpoczyna psychologiczną grę z intruzami, nastawiając ich przeciwko sobie. Raph w końcu widzi manipulacje Sandry, jednak wówczas jest już za późno, a do domu wraca jego właściciel - jak się okazuje, seryjny porywacz, gwałciciel i morderca. Role szybko się odwracają - Raph z bratem z drapieżników przeobrazili się w zwierzynę łowną i muszą wziąć udział w grze, której stawka jest najwyższa z możliwych - ich przetrwanie. 

Nie wiem, z czego to wynika tak szczerze mówiąc, ale to jest jeden z nielicznych z przypadków, kiedy nie podobała mi się książka, która bardzo podobała się mojej mamie (ogólnie gust mamy bardzo podobny - musiałam go wyssać z mlekiem :D). Może dlatego, że ostatnio przez bloga przyglądam się książkom bardziej krytycznie, a może dlatego, że w ostatnim czasie trafiło mi się kilka dobrych thrillerów... w każdym razie "Czyściec niewinnych" mnie nie zachwycił. 

Z plusów - zarys fabuły jest całkiem niezły. Jeszcze nie zdarzyło mi się czytać takiej książki. Ogólnie akcja rozwija się stosunkowo szybko. Chciałabym napisać, że w sposób nieprzewidywalny, ale akurat narracja jest mocno sugestywna, więc dosyć szybko można się zorientować, jak wypadki dalej się potoczą. Zaskakującym elementem jest ogrom przemocy wplecionej w fabułę. Gdyby ktoś chciał nakręcić film na podstawie tej książki, sztuczna krew lałaby się hektolitrami.

Natomiast absolutnie nie mogłam znieść samej narracji. Styl, w jakim jest napisany "Czyściec niewinnych" jest albo przeintelektualizowany albo mega infantylny. W każdym razie - ogromnie irytujący. I nie wiem czy to problem tłumaczenia czy faktycznie stylu samej pisarki... przez większość czasu byłam po prostu sfrustrowana sposobem budowania zdań, a później akapitów. Niektóre opisy uczuć są tak oderwane od akcji w książce, że zdarzyło mi się pominąć całe akapity. A ja z reguły nie pomijam fragmentów książki, bo lubię smakować się czytaniem. 

Kolejny ogromny minus to niekonsekwencja w prowadzeniu postaci. Głównie mam na myśli Sandrę. Jeśli dobrze pamiętam początek książki, Sandra była niezbyt ładną kobietą w średnim wieku i siwych włosach spływających do ramion. Potem, nagle, na potrzeby fabuły stała się piękna i młoda i pociągająca. A wraz ze zmianą w jej fizyczności pojawiła się zmiana w relacji z Raphem. No bywa. Ale to nie był jedyny taki błąd w fabule. I te nieścisłości czy przeoczenia były irytujące. 

Zakończenie również mnie rozczarowało. W sumie było... takie banalne, nijakie. Miało zwiększyć grozę czytelnika, ale nie wyszło. 

Podsumowując - książka została wydana w polskim przekładzie w 2015 roku, ale mam wrażenie, że nie została dopracowana przed wydaniem. Brakowało mi w niej bardzo spójności i dbałości o szczegóły. Bo, jak już napisałam, ogólny zarys fabuły jest bardzo ok i nie mam się do czego przyczepić. Trzyma tez w napięciu. Może być tak, że ostatnio bardzo dużo czytałam i mam większą bazę porównawczą, dlatego ta konkretna wydaje mi się niedopracowana. 

Z ulgą ją skończyłam i odesłałam mamie. Teraz czas zabrać się za kolejną!

Komentarze

Popularne posty