Liz Lawler "Kiedy spałaś"

 

Po mocno męczących "Dzieciach Diuny" i pochłaniającym "Gambicie królowej", książka Liz Lawler stanowiła przyjemną odskocznię. Książka odrobinę na wyrost reklamowana hasłem "Przerażający thriller psychologiczny poruszający problem dyskryminowania głosu kobiet", okazała się być miłym przerywnikiem przed Olgą Tokarczuk, której trochę się obawiam z uwagi na opinie osób w moim otoczeniu, które już ją czytały.

Alex Taylor, młoda lekarka oddziały ratunkowego budzi się na stole operacyjnym, unieruchomiona. Początkowo jest w panice, ponieważ nie pamięta wypadku, przez który mogłaby trafić do szpitala. Z czasem jednak panika ustępuje przerażeniu, kiedy lekarz w masce chirurgicznej daje jej do zrozumienia, że nie uległa wypadkowi, a jego zamiarem jest ją skrzywdzić. Następnie Alex znów dostaje dawkę znieczulenia. 

Kiedy ponownie się budzi, jest w szpitalu, otoczona przez współpracowników i przyjaciół. Natychmiast zgłasza napaść oraz gwałt. Jednak wszystkie dowody świadczą na jej niekorzyść, a jej bliscy zaczynają wypatrywać u niej oznak załamania nerwowego. Alex również zaczyna powątpiewać w rzeczywistość tego, co ją spotkało, jednak wówczas do szpitala trafia kobieta, która mówi to samo, co powiedział jej napastnik Alex. 

Młoda lekarka czuje się, jakby była w potrzasku. Jej przyjaciele nie dają wiary jej słowom, a ona coraz bardziej się obawia, że ktoś ją prześladuje. 

Żeby była jasność - "Kiedy spałaś" to nie jest zły thriller. Nie jest może najwyższych lotów, ale nie jest zły. Fabuła układa się zgrabnie, wszystkie, z pozoru odrębne wątki ostatecznie się łączą i zamykają. Czytało się dobrze i szybko, bez większego zaangażowania. 

Jedyne co mi teraz przeszkadza to zdanie, że jest to książka poruszająca problem dyskryminowania głosu kobiet. Nie mogę się z tym zgodzić. Alex pada ofiarą ambicji policjanta, któremu bardzo zależy na awansie, który był... kobietą, do tego jej wersja nie potwierdziła się przez brak odpowiednich dowodów. Z czasem śledztwo tej policjantki było opisywane trochę na siłę... nie potrafiłam kupić jej toku dedukcji. Towarzyszyło mi poczucie, że potrzebna była antagonistka na czas ujawnienia psychopaty. 

Nie nazwałabym też tej książki thrillerem psychologicznym. Głównie dlatego, że mało tam było miejsca na psychikę tak naprawdę, brakowało mi zagłębienia się w postacie. Bohaterowie byli płytcy i nijacy. Jestem przekonana, że za tydzień nie będę potrafiła nic o nich powiedzieć. Nie było tutaj gry na emocjach, wzbudzania poczucia przerażenia, zmagań z własnymi demonami... po prostu nie było aspektu psychologicznego, a że ostatnio sporo czytam, to mam porównanie. Może kiedyś bym to kupiła. Ale teraz już widzę, ile dla książki robi wyrazisty bohater. 

Dużym plusem jest fabuła (co prawda miejscami delikatnie naciągana), która jest spójna i zgrabnie poprowadzona. Tak, jak już napisałam, z pozoru luźne wątki ładnie się połączyły na końcu i wszystko nabrało sensu. Pod tym względem ukłon w stronę autorki - po kilku złych kryminałach, doceniam nawet przy mankamentach opisanych przeze mnie wcześniej. Dla mnie osobiście była przegięte samo zakończenie. Dosłownie ostatnie dwa rozdziały. Ale tu się czepiam tylko dlatego, że lubię książki z dobrym, satysfakcjonującym zakończeniem. 

W ogólnym rozrachunku - jest ok. Książka na miłe popołudnie, bądź dwa. Fantastyczna, żeby się oderwać od rzeczywistości i poczuć dreszczyk emocji związany z rozwiązywaniem zagadki. Ale widzę, że będę musiała ograniczyć kupowanie thrillerów. Zaczęłam być bardzo krytyczna wobec nich. Jak widać, gusta się zmieniają. 

Komentarze

Popularne posty