Frank Herbert "Dzieci Diuny"
Po początkowym zachwycie Kronikami Diuny przyszedł czas na zimny prysznic. Drugą część ledwo skończyłam. A trzecią... chyba tylko dlatego, że w kolejności miałam przygotowany "Gambit Królowej", jako dodatkową motywację.
Jest dziewięć lat po ostatnich wydarzeniach, które zakończyły się odejściem Paula Muad'Diba na pustynię. Jego dzieci, przednarodzone bliźnięta, znajdują się w środku zagrywek politycznych, gdzie główną stawką jest tron Imperium, a równocześnie próbują uniknąć losu, który stał się udziałem ich ciotki, Alii.
I właściwie to jest całe potrzebne podsumowanie książki, która ma ponad 550 stron...
Herbert znów pokazał bardzo dużą niekonsekwencję, jeśli chodzi o prowadzenie głównych postaci. Są one przez to irytujące i zniechęcające. Chociażby lady Jessica, która w pierwszym tomie była opanowana i spostrzegawcza, bez trudu oceniała sytuacje, w których uczestniczyła, potrafiła dostrzec ukryte motywy swoich rozmówców, teraz jest jak dziecko we mgle.
Alia... nie do końca rozumiem jej przemianę... ten wątek został poprowadzony tak niejasno i bez dbałości o chronologię wydarzeń, że ogólnie byłam zmęczona. I jak na to, że ona również była przednarodzona i nieprzeciętnie inteligentna... zrobiła się po prostu mdła. Ostatecznie zabieg się udał i przypominała osobę opętaną. Ale cały proces został opisany mocno skrótowo i bez polotu.
I w końcu sam Paul, którego tragiczny los został przypieczętowany w chwili gdy wiedział już za dużo i postanowił się wycofać, żeby uniknąć swoich wizji. Z jednej strony charyzmatyczny, a potem... nie wiem... nie przemówiło to do mnie.
W ogóle sama koncepcja przednarodzonych mocno zmieniła swój kształt od pierwszego tomu i została poprowadzona bez większej konsekwencji. Było to mocno męczące. Ale, jak przedyskutowałam temat z mężem okazało się, że jemu ten niuans umknął. Zażartował też, że żeby się fabuła skleiła, to musiał nastąpić update systemu i początkowo przednarodzona Alia, która została obdarzona świadomościami matek wielebnych Bene Gesserit poprzez rytuał, nagle miała tych świadomości o wiele więcej i byli to wszyscy jej przodkowie.
Dużym minusem książki był brak jakichkolwiek przygód - o tyle zyskał na tym pierwszy tom! W trzecim dominują dialogi, których nie byłam w stanie śledzić, bo ich nie rozumiałam. To, że jakieś zdanie miało zrobić wrażenie dowiadywałam się z opisu, np. "Jessica była wstrząśnięta" (a była wstrząśnięta wiele razy).
Jedyny dobry moment książki to ostatnie 60 stron, gdzie da się to jeszcze jakoś czytać i zaczyna się dziać coś więcej niż opis stania przy oknie i patrzenia w ścianę. Natomiast reszta... heh... miałam ochotę wziąć kartkę i spisywać ile razy w książce nastąpiło tłumaczenie tym samym bohaterom koncepcji dorosłych w ciele dziecka.
W skrócie - strasznie zmęczyła mnie ta lektura. Żałuję, że kupiłam wszystkie 6 tomów od razu, mogłam poprzestać spokojnie na dwóch. Ale kupiłam. A ponieważ obiecałam mojemu mężowi, że przeczytam WSZYSTKIE książki, które kupiłam ostatnio, to... czeka mnie jeszcze druga połowa oryginalnego cyklu. Ale będę sobie dawkować powoli... na przykład... jedną na miesiąc.


Komentarze
Prześlij komentarz