V.E. Schwab "Niewidzialne życie Addie LaRue"
Są takie książki, w których już po pierwszych stronach człowiek zaczyna żałować, że ta książka kiedyś musi się skończyć. Ja tak miałam, jak sięgnęłam po "Niewidzialne życie Addie LaRue". Może być, że to była autosugestia, bo o tej książce marzyłam od momentu przeczytania streszczenia, kiedy zamawiałam książkowe premiery z lutego jeszcze w grudniu (jak się okazuje, minęła mnie medialna promocja książki, jestem totalnie oderwana od reklam w sieci ostatnio). A może być też dlatego, że... po prostu się zachwyciłam każdym aspektem tej książki, zaczynając od okładki i wydania, aż po ostatnie linijki tekstu.
Addie urodziła się zdecydowanie za wcześnie i wyprzedza swoje czasy - jest przełom XVII i XVIII wieku, a dziewczyna żyje w małej francuskiej wiosce, której centrum życia społecznego stanowi nieduży kościół. Dla niej to było za mało już od wczesnego dzieciństwa, więc kiedy nadchodzi czas zamążpójścia, Addie obawia się, że świat, o którym marzy zamknie się przed nią zanim się zdążył otworzyć. Desperacka próba ucieczki przed konsekwencjami decyzji jej rodziny, popycha dziewczynę do popełnienia błędy, którego wagę zna już w momencie popełniana go... zawarcia paktu z diabłem. Pragnie wolności, chce należeć tylko do siebie. Jednak nie jest świadoma ceny, którą przyjdzie jej za tą wolność zapłacić. Od tej pory nikt nie jest w stanie zapamiętać Addie, jeśli tylko straci ją z oczu.
Z czasem Addie uczy się odnajdywać w nowej rzeczywistości i korzysta garściami z daru wolności. Aż któregoś dnia w Nowym Jorku spotyka mężczyznę, który pamięta ich pierwsze spotkanie. A Addie dopiero wtedy zrozumie, jak ogromną cenę przyszło jej zapłacić za wymarzoną wolność.
To moja pierwsza styczność z twórczością Victorii Schwab. Po początkowym zachłyśnięciu się Addie LaRue od razu chciałam zamawiać kolejne książki tej autorki, ale jak zobaczyłam eklektyzm gatunkowy - straciłam zapał. Na razie więc pozostanę przy "Niewidzialnym życiu Addie LaRue", książce która głęboko mnie poruszyła i zachwyciła.
Ze względu na obszerność książki przyznaję, że nie zwróciłam większej uwagi na nieścisłości fabularne, chociaż czytałam że się zdarzyły. Ale też może nie były takie rażące. Ogólnie jednak fabuła jest zgrabna i nie było miejsca, w którym by mi się dłużyła. Dodam, że książkę przeczytałam w trzy doby, więc nie miałam też za bardzo czasu się nią zmęczyć.
Zauroczyłam się bohaterami: marzycielską Addie, dla której wolność była największą wartością, która w konsekwencji swojego błędu doświadcza trudów wojny, rewolucji, rozwoju technologicznego. Uczy się doceniać małe rzeczy, dzięki którym jej ciekawość jest rozbudzana na nowo. A równocześnie jest zmęczona życiem, szukaniem pęknięć w klątwie, którą sama na siebie rzuciła. Ma dość samotności, która z czasem popycha ją w ramiona tego, którego obwinia za swoje położenie - z czasem uczy się jego języka i zwraca uwagę na niedopowiedzenia. Addie orientuje się, że zyskując wolność, straciła część swojej tożsamości, oddała część swojego człowieczeństwa. A jej faktyczne marzenie - by zostać zapamiętaną, nie ma szans się ziścić.
Ale książka jest również o Henrym, skromnym pracowniku antykwariatu, który czuje za dużo, a huśtawki nastrojów są dla niego wyczerpujące. On nie marzy o byciu zapamiętanym. Pragnie szczęścia, którego upatruje w byciu po prostu kochanym, przez każdego. Dopiero gdy to dostaje, orientuje się, że nie jest w stanie dźwignąć oczekiwań osób, które teraz zwracają na niego uwagę. Bo miłość nie oznacza akceptacji - idzie z nią w parze.
Dla mnie ta książka stanowiła ważną lekcję - w pogoni za szczęściem, którego, jak nam się wydaje, naprawdę pragniemy, możemy stracić coś naprawdę ważnego. I zanim wyruszymy na poszukiwania, warto najpierw rozejrzeć się wokół, ponad braki, które odczuwamy. Ja tak odebrałam "Niewidzialne życie Addie LaRue" i dlatego ta książka mnie absolutnie zachwyciła.
Dodatkową wartością książki jest też tło historyczne - Addie LaRue jest metaforą wszystkich kobiet, które zaginęły w odmętach historii, ponieważ europejskie społeczeństwo było bardzo patriarchalne. Natomiast przetrwała idea kobiecości przedstawiona w sztuce, niezależnie od jej nurtu. Przy czym towarzyszące każdemu marzenie o byciu zapamiętanym jest bardzo egoistyczne - ludzie chcą żeby zwracano uwagę na nich, nie na idee.
Kończąc już - polecam. Może nie jest to książka w guście każdego, ale można sporo wyciągnąć tylko dla siebie.


Komentarze
Prześlij komentarz