Liane Moriarty "Sekret mojego męża"
Muszę się przyznać, że ze wszystkich zamówionych lutowych premier tą książkę odkładałam na sam koniec. Początkowo zachęcił mnie opis, a potem, mając do wyboru inne, do tej jakoś nie mogłam się przekonać. Tym bardziej, że wcześniej nie miałam styczności z twórczością pani Moriarty, chociaż obiło mi się o uszy, że jest autorką "Wielkich kłamstewek", które znam ze słyszenia, ale w formie... serialu. Jednak teraz już wiem, że będę musiała zwrócić na nią większą uwagę. To jest naprawdę kawał dobrej prozy psychologicznej.
Historia trzech kobiet, których losy wiążą się ze sobą w najmniej oczekiwanym momencie. Cecilia jest stateczną matką i żoną. Pedantyczna aż do przesady, pewna siebie, ambitna i zaangażowana w życie szkoły swoich córek. Tęskni za dreszczykiem emocji, wychowując wraz z mężem trzy córki. Czasem jednak należy uważać, o co się prosi. Gdy znajduje list zaadresowany do niej od męża, z dopiskiem "otworzyć wyłącznie w przypadku śmierci", jej świat wywraca się do góry nogami. Po pierwsze list był wetknięty w stare faktury, gdzie Cecilia w ogóle nie zagląda, list znalazła zupełnym przypadkiem. Po drugie jej mąż nadal żyje i ma się dobrze. A po trzecie... list wygląda na napisany dawno temu, co strasznego może w sobie zawierać? Początkowo postanawia go nie otwierać, jednak podejrzane zachowanie męża, gdy pyta go o list sprawia, że łamie własne postanowienie.
Tess nie prosiła o żaden dreszczyk emocji. Jest zadowolona ze swojego życia. Wraz z mężem i kuzynką prowadzi agencję reklamową, która stopniowo odnosi sukcesy. Do tego wychowuje sześcioletniego synka, który dla niej jest zwieńczeniem jej szczęśliwego związku. Jej największym problemem zdaje się być fobia społeczna, którą sama u siebie zdiagnozowała na podstawie testu z gazety. Aż mąż i kuzynka postanawiają poinformować ją, że się w sobie zakochali. Tess nie potrafi pogodzić się z faktem, że nie dostrzegła znaków ostrzegawczych. Zabiera syna i usuwa się zakochanym z drogi, wyjeżdża do matki.
Rachel, siedemdziesięciolatka, której życie toczy się wokół morderstwa córki, które miało miejsce 28 lat wcześniej. Kobieta zna winnego, jednak brakło dowodów, aby go skazać. Dlatego jedyne co jej pozostaje, to szczerze go nienawidzić, co jest trudne, bo pracują w tym samym miejscu. Ta wieczna żałoba sprawia, że ciężko jej zbudować relację z synem i jego rodziną, trudno jej również zaangażować się w życie towarzyskie. Śmierć jej córki jest zasłoną, która przesłania jej resztę świata.
Liane Moriarty pokazuje, że sekrety, przemilczenia i niedopowiedzenia potrafią zrujnować życie, które z pozoru wydaje się być idealne. Życie każdej z tych trzech kobiet toczy się wokół sekretów. A równocześnie każe się zastanowić, na ile znamy naszych najbliższych? I jak łatwo jest kogoś ocenić i wpisać w akceptowaną przez nas rolę?
"Sekret mojego męża" to kawał naprawdę dobrej pracy psychologicznej. Postacie wykreowane przez Moriarty są nietuzinkowe i charakterystyczne. I jest naprawdę łatwo utożsamić się z każdą z nich i z jej problemami. Tu są przedstawione trzy kobiety, ale myślę, że każdy znajdzie w nich jakąś cząstkę siebie: Cecilia, która czerpie dumę z tego, że jest świetnym organizatorem musi pogodzić się z tym, jak pozornie idealne życie jej rodziny się rozpada, Tess musi zmierzyć się z własnymi demonami i lękiem oraz przyznać sama przed sobą, że nie dostrzegała pewnych rzeczy z własnej wygody, a Rachel, że odgrywając idealną teściową, tak naprawdę była trudna dla otoczenia i każdego oceniała zbyt surowo.
Emocje bohaterek są opisywane bardzo realistycznie i konsekwentnie. Naprawdę łatwo było mi się wczuć i ogólnie nie było zgrzytów czy przerysowań. Chylę czoła, bo to nie było łatwe zadanie.
Widziałam zwiastuny "Wielkich kłamstewek" i obawiałam się trochę, że ta książka pojedzie utartymi schematami i będzie podobna do bestselleru. Brakuje mi trochę porównania (postaram się jak najszybciej naprawić ten błąd), ale na ten moment jestem zachwycona kreacją bohaterów i nie wydaje mi się, żeby "Sekret mojego męża" podążał śladem "Kłamstewek". Żeby nie było - zamówiłam już materiał porównawczy. Pewnie w którymś momencie do niego dobrnę - udaje mi się nawet ostatnio zacząć ruszać książki, które miałam na liście do przeczytania już wcześniej. A ponieważ ta książka mi się naprawdę podobała, pewnie nastąpi to wcześniej niż później. Już nie mogę się doczekać!


Komentarze
Prześlij komentarz