Robert Galbraith (J.K. Rowling) 'Niespokojna krew"
Jest to książka, do której podeszłam od samego początku mocno sceptycznie, patrząc na autora. Żeby nie było - Harry Potter to seria mojego dzieciństwa i dorastania, przeczytałam ją mnóstwo razy. Teraz w tej serii dostrzegam wiele minusów, patrzę na nią bardziej krytycznie, jednak zajmuje w moim sercu specjalne miejsce. Miałam też okazję przeczytać "Trafny wybór" autorstwa Rowling i ta pozycja kompletnie nie przypadła mi do gustu. I chyba dlatego wyszłam z założenia, że jeśli coś komuś wyszło raz dobrze, to niekoniecznie musi się udać drugi raz. Tym bardziej, że czytałam już piąty tom z serii. Cóż... przyznaję, myliłam się. Ogromnie. Śledztwo Cormorana Strike'a tak mnie wciągnęło, że od razu zamówiłam wcześniejsze cztery tomy. Nie wiem, kiedy będę to wszystko czytać! Zdecydowanie szybciej kupuję książki, niż jestem w stanie je przeczytać.
Cormoran Strike, prywatny detektyw, spotyka córkę zaginionej przed czterdziestoma latami lekarki. Ta uznaje to za znak, więc prosi go o wznowienie śledztwa i odnalezienie matki. Sprawa przyciąga Cormorana - z jednej strony stanowi duże wyzwanie, bo nigdy nie miał do czynienia ze sprawą przed lat, w której istnieje duże ryzyko, że większość świadków już nie żyje, a z drugiej stanowi ona dla niego odskocznię od problemów rodzinnych.
Dosyć szybko okazuje się, że sprawa robi się coraz bardziej skomplikowana, a nowe informacje, do których udaje się dotrzeć Cormoranowi oraz jego wspólniczce, Robin Ellacot, nie stanowią odpowiedzi, a jedynie rodzą kolejne wątpliwości. Największą trudność stanowią notatki detektywa, który rozpoczął dochodzenie zaraz po zaginięciu, a który w tamtym czasie przeżywał załamanie nerwowe, stąd panuje w nich duży chaos - fakty mieszają się z astrologią i horoskopem. Dlatego Cormoran przede wszystkim usiłuje odtworzyć zeznania świadków, do których jest ciężko dotrzeć po 40 latach. Sprawy nie ułatwia fakt, że głównym tropem w aktach sprawy jest podejrzenie, że lekarkę porwał seryjny morderca, aktywny w tamtym czasie. Wydawać by się mogło, że śledczy wręcz nie brali pod uwagę innych możliwych rozwiązań sprawy, co prowadziło do licznych błędów w dochodzeniu.
I... muszę przyznać, że to był kryminał, jakiego od dawna szukałam. Początkowo liczba stron (900) mnie przeraziła, ale generalnie nie było momentu, żeby książka mi się dłużyła lub żebym jakikolwiek fragment oceniła jako zbędny dla fabuły. Nawet jeśli nie wnosił nic do wątku ze śledztwem, stanowił element budowania postaci, dzięki czemu łatwiej było się wczuć we wszystkich bohaterów i kierujące nimi motywy. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak chylić czoła przed konstrukcją powieści - zarówno jeśli chodzi o wątek kryminalny, jak i psychologiczną konstrukcję postaci.
Miałam również obawy czy autorce uda się zebrać wszystkie wątki przy tak obszernie rozbudowanej powieści. Niepotrzebnie się martwiłam, zakończenie było naprawdę zgrabnie napisane i nic nie zostało pominięte.
Nie mogę też nie docenić faktu, że w całość zgrabnie wpleciono tło społeczne - nastroje panujące w Wielkiej Brytanii, mam tu na myśli przede wszystkim nacisk na lokalny patriotyzm, ale też wydolność systemu opieki społecznej i zdrowotnej, destrukcyjne zmiany zachodzące w strukturach całego społeczeństwa. Autorka jest bystrym i bardzo refleksyjnym obserwatorem, chociaż nieco pesymistycznym.
Przeciwwagą dla tak poważnych tematów jest wątek miłosny między Cormoranem i Robin, w którym oboje usilnie próbują ignorować swoje uczucie do siebie nawzajem. Nie wiem, co działo się we wcześniejszych tomach i czuję, że ma to spore znaczenie, dlatego tym bardziej nie mogę się doczekać lektury.
Kolejnym elementem, który mi się spodobał były nietuzinkowe postacie drugoplanowe, bardzo charakterystyczne i zwracające uwagę, dzięki czemu nie pogubiłam się w mnogości postaci (co miało miejsce w przypadku "Trafnego wyboru". Główna różnica polegała chyba na tym, że w "Niespokojnej krwi" postacie wprowadzano stopniowo i czytelnik miał czas się z nimi oswoić, a w "Trafnym wyborze" niemal od razu poznawało się całą społeczność.
Podsumowując... chylę czoła przed warsztatem pisarskim J.K. Rowling. I naprawdę nie mogę się doczekać lektury "Wołania kukułki". Mam jednak drobne zaległości w premierach, które kupiłam w przedsprzedaży, więc najpierw będę musiała dokończyć to.


Komentarze
Prześlij komentarz