Diana Wynne Jones "Zamek w chmurach"

 

Jedną z książek, do której wracam systematycznie i z ogromnym sentymentem są "Baśnie Tysiąca i Jednej Nocy". Jak byłam dzieckiem miałam takie piękne wydanie z klasycznymi indyjskimi ilustracjami, co dodawało całej książce uroku. Niestety, do tej pory nie udało mi się znaleźć tego wydania. Znalazłam za to podobne, na pchlim targu. I właśnie dlatego poczułam naprawdę duże podekscytowanie, jak dowiedziałam się, że w październiku 2020 miał swoją premierę "Zamek w chmurach", będący drugim tomem trylogii o czarnoksiężniku Hauru. Chociaż akurat sam Hauru pojawia się w niej niemal na samym końcu.

Wracamy do Ingarii, krainy pełnej magii, tym razem jednak przygodę rozpoczynamy w Sułtanatach Raszputu, w mieście zwanym Zanzib. Mieszka tu młody sprzedawca dywanów, niezbyt zamożny, ale za to z głową nabitą marzeniami. Tak radzi sobie z szarą rzeczywistością. Abdullah ma świadomość, że był rozczarowaniem dla swojego ojca z powodu przepowiedni, która towarzyszyła jego narodzinom, a której treści niestety nie zna. 

Pewnego dnia nieznajomy sprzedał mu zaczarowany dywan. Jeszcze tej samej nocy, podczas snu, dywan zaniósł go go magicznego ogrodu, w którym Abdullah poznaje piękną księżniczkę. Początkowo jest przekonany, że to sen, jednak już następnej nocy przekonuje się, że księżniczka jest absolutnie prawdziwa. Do tego bardzo mądra. I młody Abdullah szybko się w niej zakochuje. 

Jednak prawdziwa przygoda Abdullaha rozpoczyna się w momencie, gdy jego ukochana zostaje porwana przez niebiańskiego potwora, ale to on zostaje oskarżony o ten czyn przez sułtana, ojca księżniczki. Abdullah zmuszony jest do ucieczki z Zanzibu, a tam trafia prosto w łapy rozbójników i spotyka kapryśnego dżina. Jest jednak zdeterminowany, aby pokonać każdą przeszkodę i finalnie odnaleźć i uratować ukochaną. Tylko te przeszkody piętrzą się przed nim i piętrzą.

I znów zachwyciła mnie baśniowość książki autorstwa Diany Wynne Jones, przeplecionej życiowymi dylematami i problemami.

Abdullah jest młodzieńcem o wielu ideałach, ale z głową w chmurach. A przygoda, którą przyjdzie mu przeżyć pozwoli mu twardo stanąć na ziemi i wyznaczyć priorytety. Przy okazji obalony jest mit bezbronnej księżniczki, którą trzeba ratować. Księżniczki w książce Jones są niezwykle pomysłowe i zaradne, nie czekają na ratunek księcia na białym rumaku, ale podkreślają własną niezależność. 

Muszę się też przyznać, że "Zamek w chmurach" czytało mi się nawet lepiej niż "Ruchomy zamek Hauru". Może dlatego, że jest inspirowany baśniami tysiąca i jednej nocy. A może dlatego, że fabuła jest bardziej uporządkowana, a komizm różnych sytuacji przemawiał do mnie trochę bardziej niż w "Ruchomym zamku...". Równocześnie mam świadomość, że do "Zamku w chmurach" podchodziłam bez żadnych oczekiwań, a "Ruchomy zamek..." jednak porównywałam ze znanym mi anime. Jest to dyskusja nie do rozstrzygnięcia. 

Jednak jeden wniosek mi się nasunął, mimo powyższych rozterek. Teraz już wiem, że w obu swoich książkach autorka ukryła uniwersalne prawdy, którymi warto się kierować w życiu. A to przecież jest najważniejsza rola, jaką pełni baśń w naszym społeczeństwie, prawda? Jones jednoznacznie mówi: "sam tworzysz swoje szczęście" i tylko my sami jesteśmy w stanie stanowić dla siebie prawdziwą przeszkodę.

Tym samym... gorąco polecam obie pozycje. I zdecydowanie nie mogę się doczekać ostatniej części trylogii.

Komentarze

Popularne posty