Jarosław Molenda "Wampir z Warszawy"

 

Z reguły nie sięgam po takie książki, bo ciężko mi się w nie wczytać, jednak po przeczytaniu opisu poczułam zaintrygowanie. Wiedziałam wcześniej o kilku polskich seryjnych mordercach - całkiem niedawno znów wypłynęła sprawa Trynkiewicza i wtedy zaczęłam czytać też o innych, ale o Wampirze z Warszawy nigdy nie słyszałam.

Warszawa, kwiecień 1950 roku. Polska dopiero zaczyna raczkować po okupacji niemieckiej. Nie pomaga nowy ustrój, przez który kraj znalazł się za żelazną kurtyną i brakuje dosłownie wszystkiego. Ludzie są wobec siebie nieufni, wszędzie dopatrują się donosicieli. W czasie tak dużego społecznego niepokoju zostaje znalezione ciało Walerii Ł., 40-letniej wdowy, matki dwójki dzieci. Kobieta została brutalnie zamordowana, gdy wracała do domu po pracy, a wszystkie ślady wskazywały, że przed śmiercią została również zgwałcona. 

Ruszyło śledztwo. Niedługo potem na milicję zgłosiła się Irena L., która padła ofiarą gwałciciela w tym samym miejscu. Napastnik próbował ją udusić, ale mu się to nie udało, a gdy szukał kamienia, kobieta mu uciekła. To właśnie ona dostarczyła milicji najwięcej informacji na temat napastnika. Śledztwo w toku.

Na początku maja została znaleziona kolejna ofiara, Maria W. Milicjanci natychmiast zorientowali się, że dziewczyna została zamordowana przez tego samego napastnika, który zaatakował Walerię Ł. i Irenę L. Cztery dni później została zaatakowana Barbara F., studentka medycyny, córka wysoko postawionego działacza partyjnego. Dziewczyna przeżyła tylko dlatego, że straciła przytomność i napastnik był przekonany, że nie żyje. Na tym, na szczęście, liczba ofiar się skończyła.  

"Wampir z Warszawy" nie tylko przybliża wydarzenia z tamtego okresu, kiedy kobiety bały się wychodzić samotnie z domu, ale pokazuje realia życia w stolicy w latach 50-tych: brak wzajemnego zaufania z powodu sympatyków partyjnych, brak informacji z uwagi na narzucony mediom przekaz (przez dwa miesiące pościgu za Wampirem nie ukazał się żaden artykuł na ten temat. Nie poinformowano również ludzi o jego złapaniu i egzekucji), nieudolne działania milicji - formacji utworzonej zaraz po wojnie przez ludzi bez odpowiedniego przeszkolenia, co doprowadziło do licznych błędów w prowadzonym śledztwie. Chociaż sam fakt złapania Wampira niewątpliwie był ogromnym sukcesem ówczesnych służb.

Ogromny ukłon w stronę pana Jarosława za przebrnięcie przez akta sprawy i wyciągnięcie z tego chaosu informacji o przebiegu wydarzeń wiosny 1950 roku. Widać w tym ogromną pracę i zaangażowanie. Wprowadzenie w klimat społeczny pozwala lepiej zrozumieć co się wydarzyło i dlaczego w taki sposób. Pomijając ciężki temat książki - czytało się ją niezwykle dobrze. 

Jest jednak jeden minus - były miejsca, w których czułam się, jakbym czytała Orzeszkową. Było kilka obszernych opisów (które można było skrócić), za którymi następowało porównanie do obecnej sytuacji politycznej w Polsce. I to mnie osobiście uderzyło bardzo. Bo w literaturze faktu, skupiającej się na wydarzeniach z lat 50-tych nie powinno być miejsca na osobistą refleksję na temat czasów obecnych. Ale to jest moje prywatne zdanie o elemencie, który trochę mi zepsuł całą lekturę. Tak poza tym... dla mnie ta książka stanowiła inspirację, żeby poczytać jeszcze trochę więcej o Wampirze z Warszawy w znalezionych w sieci artykułach, chociaż niczego nowego się już nie dowiedziałam niestety. Co tylko świadczy o tym, że autor wykonał kawał naprawdę dobrej archiwalnej pracy.

Komentarze

Popularne posty