Diana Wynne Jones "Ruchomy zamek Hauru"

 

Z ruchomym zamkiem Hauru po raz pierwszy miałam styczność niemal dekadę temu, kiedy moja przyjaciółka stwierdziła, że muszę obejrzeć anime ze studia Ghibli. Film mi się ogromnie podobał, z resztą jak wszystkie wyprodukowane przez to studio. Jednak dopiero niedawno dowiedziałam się, że powstał on na podstawie książki. Cóż... moja ignorancja pokazuje się po raz kolejny. 

W książce przenosimy się do krainy zwanej Ingarią, w której każdy może czarować, jeśli tylko poświęci trochę czasu na naukę. Ale czasami też czary wychodzą całkiem przypadkiem. 

Poznajemy tu młodą Sophie Kapelusznizkę, która jest najstarszą z trzech sióstr. W związku z tym wie, że z góry jest skazana na pecha, ponieważ w każdej baśni to najmłodsze z rodzeństwa ma najwięcej szczęścia i zawsze najlepiej radzi sobie w trakcie przeżywania przygód. Sophie jest świadoma, że jej żadna przygoda nie czeka i po cichu poddaje się losowi, pracując ciężko w sklepie z kapeluszami prowadzonym wcześniej przez jej ojca, a z czasem przez jej macochę, nie widząc, że jest wykorzystywana. 

Pewnego dnia do sklepu zachodzi Wiedźma z Pustkowia, która rzuca na Sophie czar (w wyniku pomyłki), w efekcie którego zamienia się w staruszkę. Dziewczyna dochodzi do wniosku, że teraz już nie ma nic do stracenia i wyrusza przeżyć przygodę, która doprowadza ją do ruchomego zamku czarodzieja Hauru, który podobno pożera dusze młodych dziewcząt...

W zamku Sophie spotyka Michaela, icznia Hauru, Kalcyfera, demona ogrnia, z którym zawiera pakt, żeby zdjąć z siebie klątwę, oraz samego Hauru, który okazuje się być zupełnie inny, niż głosiły plotki na jego temat. Dziewczyna/staruszka zostaje w zamku w roli sprzątaczki, równocześnie przeżywając najbardziej brawurową przygodę swojego życia. 

Jedno muszę stwierdzić, zanim odniosę się do książki, że animacja i książka ogromnie się różnią. Zwłaszcza jeśli chodzi o zakończenie - książka ma znacznie bardziej rozbudowaną i sensowną fabułę pod kątem intrygi. Jednak znając inne filmy ze studia Ghibli, muszę stwierdzić, że ich zakończenie ma sens - Wiedźma zostaje ukarana za swoją niegodziwość i to w sposób bardzo adekwatny - sama się starzeje. Poza tym animacja jest bardzo w japońskim stylu i w japońskiej estetyce. Nadal mnie zachwyca. 

A teraz o książce. Jedną z rzeczy, które zachwyciły mnie bardzo to budowa charakterów bohaterów książki. Przede wszystkim dlatego, że nie są oni idealni, popełniają błędy, mają wady. Jest bardzo łatwo się z nimi utożsamić. 

Sophie, młoda ciałem, a stara duchem jest wycofana i zrezygnowana. Dopiero kiedy zmienia się w staruszkę zaczyna odkrywać, że ma dużo do powiedzenia i robi to w taki sposób, że ciężko z nią dyskutować. Jest bardzo pracowita, ale odkrywa, że sama ciężka praca do niczego nie prowadzi, a o własne szczęście trzeba po prostu zawalczyć. 

Hauru, czarodziej o wielu sekretach, na pierwszy rzut oka egoistyczny i rozpieszczony, unika odpowiedzialności jak tylko może, najbardziej interesuje go pogoń za dziewczyną, którą porzuca jak tylko ją w sobie rozkocha. A jednak jest uważny, obserwuje ludzi dookoła siebie i na swój sposób widzi ich potrzeby oraz stara się im pomóc. Mocno na swój sposób.

Kalcyfer, demon ogniowy, który jest uwięziony w zamku Hauru na mocy obowiązującego go paktu i pragnie wolności, jest zbuntowany z ciętym językiem... a z czasem okazuje się, że jest niezwykle empatyczny, a domowników traktuje jak swoją rodzinę, na której bardzo mu zależy. 

Podobało mi się to, że rozwój charakterów postaci następował stopniowo i generalnie można było towarzyszyć im w tej przemianie. 

Zdecydowanie bardziej przemawia do mnie fabuła książki, która po prostu trzyma się kupy, bo w filmie nie do końca to widać - tam najważniejszy jest aspekt estetyczny. Natomiast w książce wszystko się toczy wokół Wiedźmy z Pustkowia, która jest dla całej fabuły niezwykle istotna i to jej knowania mają bezpośredni wpływ na losy bohaterów. 

Wiele książek z gatunku fantasy bazuje na już istniejących mitach i podaniach - żeby daleko nie szukać: Harry Potter, Artemis Fowl, książki Tolkiena też, a Wiedźmin Sapkowskiego jest jakby wyjęty z polskich legend i podań ludowych. Natomiast ksiażka Diany Jones jest o tyle nietuzinkowa, że nie kojarzy mi się z żadną baśnią, którą do tej pory przeczytałam. Bazuje na baśniowym motywie trójki rodzeństwa, z których najmłodsze jest obdarzone największym szczęściem, ale w sumie powiązań tyle. Jako ogromna fanka baśni z przyjemnością przeczytałam tę książkę, bo jest bardzo baśniowa.

Uff... no to teraz czas się zabrać za "Zamek w chmurach". Bo obie książki pochłonęłam niemal równocześnie. 

Komentarze

Popularne posty