Charlotte McConaghy "Migracje"
Kupując tą książkę w przedsprzedaży, kierowałam się opisami i fragmentami recenzji publikowanych w sieci. Byłam bardzo zaciekawiona. I muszę przyznać, że książkę skończyłam czytać w ubiegłym tygodniu, ale do tej pory mam mocno mieszane uczucia co do niej i nie do końca potrafię ją rozgryźć.
Franny Stone, trzydziestoczteroletnia kobieta o niejasnej przeszłości, wyrusza na wyprawę życia śladami rybitw popielatych, które mają odbyć ostatnią migrację. W swój plan wciąga załogę kutra Saghani, którego kapitanem jest Ennis Malone, rybak marzący o "złotym połowie", zanim z mórz znikną wszystkie ryby.
Bo właśnie... akcja książki toczy się w bliżej nieokreślonej przyszłości lub w zakrzywionej rzeczywistości, której początków jesteśmy świadkami już teraz. W książce McConaghy świat umiera. Praktycznie już nie istnieje dzika przyroda, a to, co trafia do rezerwatów ma przede wszystkim służyć człowiekowi. Dlatego bohaterka książki, Franny, jest przekonana, że migracja rybitw jest ostatnią migracją tego gatunku - morza i oceany są niemal puste i morskim ptakom brakuje odpowiedniej żywności, by przetrwać.
Cała powieść skonstruowana jest wokół tajemnic Franny, które stopniowo są odkrywane. I początkowy obraz bohaterki, która rysuje się jako kobieta zmęczona życiem, której brak nadziei, z czasem się uwypukla, nabiera głębi. Z czasem jest coraz łatwiej zrozumieć kierujące nią motywy oraz jej zachowanie wobec załogi Saghani.
I tak, jak tłem powieści są zmiany w środowisku naturalnym, tak jej prawdziwym tematem wydaje się być podróż, którą w ciągu życia odbywa każdy z nas. Podróż, w której odkrywamy siebie, takich prawdziwych, czasami uciekając przed normami społecznymi, które nas osaczają z każdej strony, a czasami dopasowując się do nich i oczekiwań ludzi wokół nas. W książce obserwujemy to oczami Franny poprzez podejmowane przez nią decyzje, ale także w interakcji z innymi członkami załogi, której członkowie tworzą niezwykle barwną grupę.
Ogólnie powieść ogromnie mi się podobała, chociaż ciężko mi się ją czytało. To nie jest książka, która pozwala zajrzeć w głąb siebie i przeżyć pewne emocje. Kolejne wydarzenia towarzyszyły mi w mojej codzienności, we śnie. Ta książka wypełniała każdy mój dzień, nawet jeśli danego dnia odpuszczałam sobie czytanie, bo byłam zbyt zmęczona, by móc się w nią zaangażować emocjonalnie. Chyba z czystym sercem mogę powiedzieć, że dzięki niej, zaczęłam patrzeć na świat bardziej świadomie.
Żeby nie było tak kolorowo - są pewne fabularne braki i widziałam, że niektóre rzeczy zostały specjalnie przerysowane, żeby podkreślić wydarzenia z książki. Ale nie wpływa to bardzo negatywnie na moją ocenę całokształtu. Myślę, że "Migracje" każdemu czytelnikowi dadzą coś innego, coś szczególnego. Ja osobiście zobaczyłam promyczek nadziei.
"Oddziaływanie danego życia można zmierzyć tym, co daje i co po sobie zostawia, ale również tym, co wykrada światu".


Komentarze
Prześlij komentarz