Robert Jordan "Wielkie Polowanie"
Drugi tom obszernej sagi Koło czasu już za mną. Ten czytało mi się o wiele lepiej, niż pierwszy, ale to wynika przede wszystkim z faktu, że wciągnęłam się w samą historię. Zdążyłam też zamówić już tom piąty i szósty, więc na razie przerwa z zakupami... przynajmniej do czasu, aż przeczytam tom czwarty :)
Rand al'Thor i jego przyjaciele wyruszają na Wielkie Polowanie, by zdobyć upragniony Róg Valere. Co prawda, drużyna Randa odnalazła już Róg, jednak został on skradziony i teraz należy go jak najszybciej odnaleźć, ponieważ Róg nie służy światłu, a temu, kto w niego zadmie. Ponadto został skradziony również sztylet Mata i teraz grozi mu śmierć. Dlatego bez zwłoki, Rand z przyjaciółmi ruszają w pościg za złodziejami. Czeka ich wyprawa pełna przygód, poprzez nieznane krainy i rozchodzące się drogi. Wyprawa, podczas której będą musieli się zmierzyć ze swoim przeznaczeniem.
Z perspektywy drugiego tomu, który był tylko trochę mniej obszerny, niż pierwszy, zaczynam być ciekawa rozwoju akcji w kolejnych. Autorowi udało się uniknąć powtarzania przygód, tak naprawdę minęło kilka miesięcy od czasu, gdy Rand z przyjaciółmi opuścił Pole Emonda. Ponadto Jordan stopniowo wprowadza czytelnika w politykę stworzonego przez siebie świata, rywalizacje o trony poszczególnych krain, nastroje wśród mieszkańców, gierki i intrygi, w które niechcący wplątuje się Rand, a za które inni zapłacili życiem.
To, co dało się zauważyć to fakt, że Jordan zdecydowanie skupił się na wybranych bohaterach - Randzie przede wszystkim, jako znanym już Smoku Odrodzonym, oraz, w nieco mniejszym stopniu, Egwene. Dużo mniej działo się wokół Mata i Perrina, co przyjęłam z lekkim żalem, bo czekałam na rozwój tych postaci. Może w kolejnych tomach będzie ich trochę więcej.
Trochę przez to, że Randa było tak dużo, zaczęłam go nie lubić. A trochę przez kreację na takiego zabiedzonego, wykorzystywanego chłopca, który próbuje się buntować, przez co naraża się na dodatkowe niebezpieczeństwo. Niby chce dobrze, a z drugiej strony wydaje mi się egoistyczny, impulsywny i nierozważny. Ma przyjaciół, którzy dobrze mu radzą, ale jest tak skupiony na własnej krzywdzie i groźbie szaleństwa, że z reguły kompletnie ich nie słucha.
I to samo się tyczy Egwene. Zrobiła się jakaś taka... zadufana w sobie. Chociaż ostatecznie jej przygoda kosztowała ją bardzo dużo i dopiero w kolejnym tomie okaże się, jakie konsekwencje tak naprawdę odczuje po przeżytych torturach.
Spodobał mi się bardzo nowy wątek - zewnętrznych najeźdźców, wykorzystujących wewnętrzne spory, by odzyskać to, co uważają za swoje. Urozmaica to walkę ze Sprzymierzeńcami Ciemności i wprowadza dodatkową złożoność, ciekawa jestem w jaką stronę to pójdzie. Większość książek tego typu skupia się na głównym wątku walki dobra ze złem, a tutaj mamy duży potencjał.
Podsumowując - bohaterów nie polubiłam bardziej przez drugą część, fabularnie za to było mocno zaskakująco i wciągająco, dlatego nie mogę się doczekać tomu trzeciego :) A że przy okazji mam na półce nadal ogrom książek kupowanych na różnych etapach, to teraz chwilę przerwy na inne gatunki, a potem wracam do świata Randa al'Thora ze świeższą głową :)
Zaczynam być zafascynowana czy kolejne tomy będą mi się podobały równie mocno.
A tymczasem... do następnego!


Komentarze
Prześlij komentarz