Celeste Ng "Małe ogniska"

 

Jedna z tych książek, które totalnie wciągają człowieka. Poetycka narracja wprowadzająca w klimat dusznego amerykańskiego miasteczka wczesnych lat 90-tych. Swego czasu próbowałam ją czytać jako ebook, ale co chwilę mi szwankowała książka i wracała do początku, dlatego zdecydowałam się na zakup papierowej wersji i... cieszę się, że to zrobiłam, bo na pewno zostaje na moim regale!

Dla Eleny Richardson najważniejsze są zasady, a nie porywy serca. Swoją rzeczywistość ułożyła już dawno temu, wyszła za mąż z rozsądku, tak samo pokierowała swoją karierą, poświęciła się macierzyństwu. I w tym jej idyllicznym świecie pojawia się Mia Warren, która w niepokojący sposób przyciąga do siebie czworo dzieci Richardsonów. Początkowo Elena próbuje pomóc tajemniczej kobiecie zadomowić się w miasteczku, jednak z czasem staje się coraz bardziej podejrzliwa w stosunku do niej, aż ostatecznie postanawia odkryć sekrety z jej przeszłości, za co przyjdzie jej zapłacić niewyobrażalną cenę. 

Małe ogniska to historia o małych społecznościach, ale również o macierzyństwie jego różnych obliczach. A także o konsekwencjach naszych wyborów. I trochę o tym, jak mylące może być przekonanie, że przestrzeganie zasad ochroni nas przed katastrofą. 

Absolutnie zachwyciła mnie konstrukcja narracji w tej książce. Autorka nie potrzebowała długich opisów. W kilku zgrabnych zdaniach potrafiła zawrzeć tyle informacji, by zbudować niesamowity klimat lat 90-tych. Odkrywać powoli świat nastoletnich umysłów, bo jest to książka w dużej mierze właśnie o nich i o blaskach i cieniach rodzicielstwa w tym okresie. Dodajmy jeszcze idylliczne, ale duszne miasteczko, w którym uprzedzenia rasowe są skrzętnie ukrywane, ale najmniejsza iskra potrafi wywołać ogromny konflikt o podłożu rasowym. 

Drugim atutem jest wielowarstwowość i szara strefa. Celeste Ng nie opisuje prostych w ocenie historii. Ona o nich po prostu pisze, przedstawia je z różnych perspektyw. Tu nie ma dobrych moralnie wyborów. Przynajmniej nie tak do końca. W każdej z tych sytuacji można dyskutować, przedstawiać argumenty za i przeciw. Czy Mia miała prawo do wyboru, którego dokonała? A jak ocenić Elenę jako matkę? I cała historia małej Mirabelle... tyle wątków, tyle warstw. 

No i na koniec najważniejsza dla mnie sprawa - konstrukcja postaci. I muszę przyznać, że Małe ogniska to jest prawdziwa uczta! Wrażliwa i niekonwencjonalna Mia, która stara się być otwarta, ale łatwiej jej przemilczeć pewne tematy. Zbuntowana Pearl, która próbuje się dopasować za wszelką cenę. Pełna zasad Elena, lojalna i bezkompromisowa. Poszukująca odpowiedzi Izzy i perfekcyjna Lexie, która w końcu dostrzeże, że świat nie jest czarno-biały. 

Dla mnie była to cudowna lektura. Zmuszająca do przemyślenia różnych kwestii. Autorka nie krytykuje wprost "amerykańskiego snu", ale pokazuje różne aspekty życia, które niekoniecznie stoją w zgodzie z tym amerykańskim ideałem. Nie wszystkie kwestie są dopowiedziane, dzięki czemu czytelnik ma miejsce na własną interpretację i zastanowienie się nad "idealnym" zakończeniem czy rozwiązaniem sytuacji. A równocześnie lekkość narracji sprawia, że od tej książki naprawdę ciężko się oderwać. Cudowna, doprawdy cudowna!

Polecam gorąco!

Komentarze

Popularne posty