Lucinda Riley "Siedem Sióstr"

 


Pierwsza książka w tym roku musiała być przeczytana koniecznie na czytniku. Przede wszystkim dlatego, że obiecałam mężowi, że go wypróbuję, ale również sama byłam ciekawa, czy mi się spodoba. Przeglądając ofertę ebooków w oko wpadła mi książka, która od dłuższego czasu mnie interesowała. Siedem sióstr. I już kilka minut po zakupie mogłam się zatopić w lekturze! I... zatopiłam się! Nie było mnie przez dwa dni, dopóki nie skończyłam czytać!

Mamy sześć sióstr (siódma nigdy nie została odnaleziona), które choć urodziły się na różnych kontynentach, wychowują się w szwajcarskiej posiadłości nazywanej Atlantis, położonej na prywatnym półwyspie Jeziora Genewskiego. Adopcyjny ojciec, nazywany przez córki Pa Saltem, nadał im imiona po siostrzanych gwiazdach, mitycznych Plejadach. Po wkroczeniu w dorosłość siostry rzadko widują się wszystkie razem. Do dnia, kiedy dostają informację o niespodziewanej śmierci ojca, który zostawił każdej list i wskazówki, mające pomóc im w odkryciu własnych korzeni. 

Maja to najstarsza z sióstr. Na podstawie listu od Pa Salta, dociera do Rio de Janeiro, gdzie przystojny brazylijski pisarz (Maja tłumaczy jego książki na francuski), pomaga jej odkryć rodzinne tajemnice. Pokazuje jej również miasto jej urodzenia z jego urokami i skazami. W ten sposób Maja poznaje historię swojej prababki, Izabeli, córki plantatora kawy, którego aspiracją było znaleźć się wśród śmietanki towarzyskiej Rio. Na życzenie ojca, dziewczyna zaręcza się z arystokratą, którego nie kocha. Narzeczony wspaniałomyślnie pozwala jej na wyjazd do Europy, aby lepiej poznała kulturę Starego Świata, co miało jej pomóc dojrzeć do małżeństwa. Jednak w Paryżu Izabela poznaje młodego rzeźbiarza i już wie, że nic w jej życiu nie będzie takie, jak wcześniej.

Dlaczego historia prababki Mai jest tak ważna dla jej pochodzenia? I w jaki sposób pomoże ona odnaleźć młodej kobiecie drogę do własnego szczęścia?

Przyznaję się, że pierwszym tomem jestem absolutnie oczarowana. Zazwyczaj nie przepadam za cukierkowymi opowieściami tego typu, ale tym razem czytało mi się wyjątkowo dobrze. Może zależy od autora, klimatu, ale też mojego własnego nastroju. Nie mogę powiedzieć, żeby idea stojąca za książką była jakaś strasznie oryginalna. W ostatnim roku przeczytałam już kilka podobnie skonstruowanych książek. Podobnie, jak w przypadku tamtych, tutaj również o wiele sympatyczniej czytało mi się losy Izabeli, niż Mai. Miały zdecydowanie większą głębię, a Maja była dla mnie dość... irytująca. Co mnie tak urzekło, że nie mogłam się oderwać? Zdecydowanie losy Izabeli. I fakt, że tłem dla jej opowieści jest prawdziwa historia związana z budową pomnika Chrystusa Zbawiciela w Rio. Wymyślone postacie mieszają się z prawdziwymi, co buduje naprawdę niesamowity klimat powieści. 

Drugim plusem jest fakt, że ostatnio doceniam książki, w których bohaterka mnie inspiruje swoją siłą. I już się przyznałam, że Maja była dla mnie irytująca, chociaż rozumiem zabieg autorki - musiała być zachowawcza, żeby potem móc się "narodzić" na nowo, gdy już pozna swoją historię. Ale też właśnie przez to ciężko mi się było z nią identyfikować. O wiele bardziej przemawiała do mnie historia Izabeli, marzącej o tym, by wyrwać się spod skrzydeł dominującego ojca, żyjącej w świecie, gdzie dopiero zaczynały działać ruchy na rzecz praw kobiet. Izabela jest emocjonalna, ale równocześnie inteligentna i i walczy o własną niezależność. Potrafi rozpoznać sytuacje, w których musi się wykazać pokorą, ale z czasem oczy się dbać o siebie i swoje potrzeby. A gdy dochodzi do momentu, kiedy musi podjąć decyzję co dalej, kieruje się empatią w stosunku do swoich najbliższych. Generalnie historia Izabeli jest jedną z tych, które będę pamiętała na długo. 

W sumie, w jakiś sposób ta książka pokazuje, że nasza przeszłość, nasi przodkowie, wbrew pozorom mają wpływ na to, jak kształtuje się nasze życie. Geny są równie ważne, jak środowisko w którym się wychowujemy. Czy się zgadzam z tą tezą? Ciężko mi na ten moment powiedzieć... Chyba zostawię sobie te przemyślenia na inny czas. 

A teraz kluczowe pytanie... czy po przeczytaniu pierwszego tomu sięgnę po kolejny? Oczywiście! Już mam na czytniku! Ale najpierw przeczytam coś papierowego. Mam za dużo papierowych książek leżących odłogiem i czekających na swoją kolej. Następny ebook będzie musiał trochę poczekać :)

Komentarze

Popularne posty