Liane Moriarty "Moja wina, twoja wina"
Po przeczytaniu Sekretu mojego męża wpadłam w zakupowy szał i kupiłam sobie wszystkie książki wydane przez Liane Moriarty. Potem wpadłam w jeszcze większy zakupowy szał i jej książki zaginęły pod stertami innych. Ale w myśl postanowienia noworocznego, nadrabiam lekturę! Dzisiaj słów kilka o Moja wina, twoja wina.
Clementine jeździ po domach kultury i bibliotekach z wykładem zatytułowanym "Zwyczajny dzień". Bazując na własnych doświadczeniach, chce ustrzec innych przed nieszczęściem, którego doświadczyła jej rodzina. A co wydarzyło się tego "zwyczajnego dnia"?
Na spontanicznym grillu spotkały się trzy pary: zgodne małżeństwo z dwiema małymi córeczkami, bezpłodna para, która jest po kilku procedurach in vitro oraz małżeństwo w średnim wieku, w którym on jest po rozwodzie i ma trzy niemal dorosłe córki, a ona jest striptizerką, skrywającą wstydliwy sekret. Spotkanie, które zaczęło się całkiem dobrze, skończyło się tragicznie. Pojawiło się poczucie winy, rozwód wiszący na włosku i obnażony fałsz wieloletniej przyjaźni.
Autorka stawia przed czytelnikiem szereg pytań: czy zawsze musi być ktoś winny, a może czasami to splot wypadków, czysty przypadek? I jak poradzić sobie w sytuacji, której nie rozumiemy i którą ciężko nam zaakceptować? Do czego się potrafimy się posunąć, żeby odsunąć od siebie poczucie winy?
Tę książkę czytało mi się równie dobrze, jak poprzednią. Może nawet trochę lepiej, bo łatwiej mi się było wczuć w klimat. Liane Moriarty ma dosyć specyficzny styl budowania napięcia w relacjach między ludźmi. I po drugiej książce jest dla mnie niekwestionowaną mistrzynią literatury psychologicznej. Serio. A mnie jest naprawdę ciężko zadowolić w tej kwestii.
Mamy więc bogactwo postaci, z których każda ma swoje mocniejsze i słabsze strony. Bohaterowie są ludzcy i autentyczni. Bywają zabawni, irytujący, zmagają się ze swoimi trudnościami. Miewają wzloty i upadki. Ale są też zakorzenieni w relacjach, które budują. Trudna przyjaźń budowana przez lata, bardziej narzucona przez dorosłych, niż wynikająca z własnych potrzeb, która do teraz wzbudza w bohaterkach poczucie wstydu i złość. Małżeństwo, które pozornie jest szczęśliwe, ale oboje już od jakiegoś czasu nie czują się w nim zbyt pewnie - on porównuje się do poprzednich partnerów żony, ona czuje się przytłoczona codziennością. A iskrą, która mogłaby ich rozbudzić na nowo, okazuje się przypadkowe spotkanie ze striptizerką. I w końcu jest również podkreślony wpływ traum z dzieciństwa na budowanie dorosłego życia i ukazanie, że patologią nie jest jedynie alkoholizm i życie w rodzinie zbieracza (ang. hoarder).
Kluczowym jest jednak zabieg zastosowany przez autorkę - opis tego, co każdy z nas w jakiś sposób wnosi do relacji z innymi oraz jaki może mieć to wpływ na późniejszą ocenę wydarzeń, jeśli zdarzy się jakiś wypadek. A tutaj się zdarzył. Więc przy okazji mamy pełen wachlarz różnorodnych reakcji na traumę - od poczucia winy, przez obwinianie innych, aż po stres pourazowy. Wszystko przedstawione subtelnie i delikatnie, pozwalając czytelnikowi na wejście w sytuację oraz dokonanie własnej oceny.
Osobiście byłam książką absolutnie zachwycona! Genialna konstrukcja fabuły, pozwalająca na stopniowe wprowadzenie w atmosferę książki, w końcu punkt kulminacyjny, aż w końcu działania prowadzące do poradzenia sobie z kryzysem (w taki czy inny sposób). Bohaterowie, z którymi niezwykle łatwo jest się utożsamić. Do tego są wyraziści i interesujący. Czytanie tej książki to była czysta przyjemność i z czystym sercem polecam każdemu!

Komentarze
Prześlij komentarz