E.T.A. Hoffmann "Dziadek do orzechów"

 

Baśnie to gatunek, który zajmuje w moim życiu specjalne miejsce. Lubię oglądać ekranizacje (i kolejne księżniczki Disneya), ale czytać... po prostu uwielbiam. Jak wchodzę do księgarni i przypadkiem zauważę książkę z baśniami, to nie ma takiej siły, która by mnie powstrzymała przed kupnem. Tym chętniej korzystam, że teraz mam też komu czytać. Dlatego, kiedy wypatrzyłam najpiękniejsze wydanie "Dziadka do orzechów", jakie ostatnio widziałam... już było wiadomo, że muszę je mieć!

Jest Wigilia. Siedmioletnia Klara i jej braciszek Fred czekają na świąteczne prezenty. Jak zawsze najwspanialszy dostaną od sędziego Droselmajera, zegarmistrza i wynalazcy, ich chrzestnego ojca, w tym roku jest to wspaniały zamek z poruszającymi się figurkami. Jednak dzieci wolą inne zabawki od mechanicznych cudów skonstruowanych przez sędziego, którymi nie można się tak po prostu bawić: Klara dostaje nowe lalki i śliczną sukienkę, Fred pułk ołowianych huzarów oraz konia na biegunach. Pod choinką jest jeszcze jeden prezent - dziadek do orzechów, w postaci małego człowieczka o dużej głowie i cienkich, krótkich nóżkach, włożenie do jego ust orzecha i pociągnięcie za drewniany płaszczyk powoduje rozłupanie skorupki. Figurka, mimo że brzydka, bardzo przypada do serca Klarze, jej więc zostaje oddana pod opiekę...

/Opis wydawcy/

Myślę, że na ten moment większość zna już konwencję 'Dziadka do orzechów" - baśń została zaadaptowana na balet, wielokrotnie ją ekranizowano i wykorzystywano motywy z niej w innych książkach. Ale muszę przyznać, że byłam zaskoczona, kiedy przeczytałam, że pierwsze wydanie ukazało się w Berlinie w 1816 roku. Tym bardziej składam ogromny ukłon tłumaczowi, który sprawił, że to wydanie jest przystępne dla czytelnika w każdym wieku.

Historia zaczyna się w wigilijny wieczór, kiedy dzieci radcy prawnego otwierają swoje prezenty. Najważniejszy jest ten od ich ojca chrzestnego, sędziego Droselmajera, utalentowanego zegarmistrza. Jednak dzieci szybko tracą nim zainteresowanie, ponieważ rodzice nigdy nie pozwalają im się bawić prezentami od sędziego i chowają je na najwyższej półce przeszklonej szafy, w której mieszkają wszystkie zabawki. Jednak pod choinką Klara wypatruje jeszcze jeden prezent, który natychmiast przykuwa jej uwagę - Dziadka do Orzechów, który ma postać pokracznego człowieczka o ogromnej głowie. Klara chce zostać jego opiekunką, na co rodzice wyrażają zgodę, podkreślając jednak, że Dziadek jest dla wszystkich. Młodszy braciszek dziewczynki, Fred, wykorzystuje okazję i tak intensywnie używa dziadka, że wyłamuje mu szczękę i parę zębów. Klara jest zrozpaczona i delikatnie opiekuje się Dziadkiem, kładąc go do łóżka swoich lalek. Tego wieczora prosi mamę o pozwolenie na dłuższą zabawę, ponieważ chce się jeszcze nacieszyć prezentami. Gdy zostaje sama, spod podłogi zaczynają wychodzić myszy, wraz ze swoim Królem. Klara jest przerażona, a bohaterski Dziadek do Orzechów rusza na bitwę z gryzoniami. Dziewczynka nieopatrznie wpada w przeszklone drzwi szafy, tłukąc szybę i boleśnie rozcinając rękę. Po chwili traci przytomność, nie wie więc, jak zakończyła się bitwa między oddziałami Dziadka do Orzechów, a myszami. 

Powrót do zdrowia po wypadku z przeszkloną szafą chwilę trwa. W tym czasie Klarę odwiedza sędzia Droselmajer i opowiada jej "Bajkę o twardym orzechu" - losy zaczarowanej przez Mysibabę królewny Pirlipaty oraz swojego bratanka (w bajce jest siostrzeniec, ale prawdopodobnie to błąd tłumacza), któremu ostatecznie udaje się odczarować królewnę, samemu jednak ściągając na siebie zły czar, który zamienia go w brzydkiego Dziadka do Orzechów. Klara natychmiast domyśla się, że jej Dziadek to jest właśnie młody Droselmajer. 

Gdy Klara dochodzi trochę do siebie, odwiedza ją Mysi Król, drwiąc z niej i z Dziadka do Orzechów. Zmusza ją do kolejnych poświęceń, żeby ocalić życie Dziadka. Jednak trzeciej nocy, zrozpaczona dziewczynka prosi o pomoc drewnianą figurkę i Dziadek rusza na bitwę z Mysim Królem, którą ostatecznie zwycięża, a na znak swojego zwycięstwa przynosi Klarze siedem koron Króla. Po wygranej bitwie zabiera dziewczynkę do Królestwa Lalek, gdzie zostaje odczarowany.

"Dziadek do orzechów" jest baśnią, od której naprawdę ciężko się oderwać, byłam mocno rozczarowana, kiedy się rozczytałam, a rozdział nagle się urywał i trzeba było zaczekać do następnego wieczora (a czytałam po trzy rozdziały na wieczór). Nawet mroczne i trudne wydarzenia opisane są w taki sposób, że daje to nadzieję na pozytywne rozwiązanie. Niektóre archaiczne zwroty mogą być utrudnieniem w czytaniu, jednak ogólnie używany język jest prosty i przyjemny w odbiorze. 

Morał baśni jest dosyć wyraźny od samego początku: wygląd to tylko pozory, a tak naprawdę liczy się wnętrze człowieka. Ja dostrzegłam tutaj jeszcze jedną ważną lekcję - że wyobraźnia jest ogromną wartością, którą zatracamy w dorosłym życiu. A warto czasem spojrzeć na świat oczami dziecka, okazuje się wówczas, że jest on naprawdę magiczny.

Dla mnie ta baśń pozwala puścić wodze fantazji i zachęca do zagłębienia się w jej świat. Byłam głęboko rozczarowana, kiedy okazało się, że właśnie czytam trzynasty rozdział, a za chwilę będzie zakończenie. Moja mała słuchaczka również się dopominała o więcej. I chociażby dlatego - serdecznie polecam.

Dodatkowym smaczkiem posiadanego przeze mnie wydania wydawnictwa mg są oryginalne drzeworyty. Zawsze podobały mi się książki z pięknymi ilustracjami (tak, potrafię kupić książkę tylko ze względu na ilustracje), a te są wprost przepiękne. I... coś mi się wydaje, że do tej książki będę wracać przy każdym okresie świątecznym. 

Komentarze

Popularne posty